[kampania DH odc.5] feniks z popiołów…

Panika i ból piekącego się jeńca były nie do opisania. Mistyczka trwała bezsensownie skoncentrowana na widzeniu, jakby monitorowanie jego przytomności miało mu w czymkolwiek pomóc. Po prawdzie nie miała siły na wiele więcej, a wobec płomieni trawiących odległą platformę była bezradna. Tymczasem Sabant notował sukcesy w okiełznaniu ognia. Więzień umierał, więc siostra Bianka brawurowo skoczyła między płomienie i bohatersko otworzyła drzwi celi.

Parteos rozciął okowy jeńca i grupa uciekła frontem opuszczonej fabryki. Było to trochę niepokojące, gdyż tylko od frontu spodziewano się jakiegokolwiek natarcia i z całym prawdopodobieństwem ten obszar krył niemiłe niespodzianki. Ale wszyscy woleli ryzyko [ekhem..eksp…ekhem] od wracania się przez oślizgłe rury odprowadzające odpady.

Ślady wielodniowych tortur oraz rozległe oparzenia były świadectwem ciężkiego stanu ocalonego więźnia. Podratowany nieco przez Sabanta sankcjonita trwał w kleszczach silnego szoku, a ponieważ środki uspokajające na niewiele się zdały, Flavia zdecydowała wymóc jego spokój magicznym nakazem. Stało się wtedy coś, co dobrze że zostało w mrokach Podkopca [dublet]. Osnowa rozwarła się niczym upiorna kurtyna, zza której spozierała ogromna, demoniczna istota. Wizja, będąca udziałem wszystkich, na szczęście po chwili prysnęła tak, jak się pojawiła, a mistyczka, której umysł sprostał wywołanemu efektowi, udała że niczego nie widziała i z powodzeniem wymogła uspokojenie na zszokowanym sankcjonicie. Podskórnie czuła, że przyjdzie jej się jednak ostro wytłumaczyć przed resztą drużyny. I jak zwykle w przypadku swej paranoicznej intuicji, pomyliła się.

Niestety drogę do wyjścia zastąpił im stary serwitor bojowy strzegący pomostu. Adepci zarzucili go granatami i telekinetycznymi uderzeniami, lecz niewiele one dawały, więc Sabant włamał się do niego od pleców i wyłączył go. Potem wymontował broń i pancerz, w myśl zasady, że wszystko może się przydać.

Kiedy w najlepsze opatrywał i zszywał towarzyszy, na kładce pojawił się Magister, niecierpliwy by odebrać oczyszczoną fabrykę, czy też na własne oczy ujrzeć trupa Lethio Romana. Nie miał specjalnie wiele do powiedzenia, wbrew wcześniejszym obietnicom, co gorsza przez nieodpowiednio zadane pytanie dowiedział się o nowym narkotyku, ale przynajmniej udało się przekonać go, że sankcjonita nie nada mu się jako źródło informacji. Nie miał języka, nie umiał też pisać.

Drużyna wróciła do kostnicy Mechanicusów, wypytać sankcjonitę telepatycznie i postanowić co dalej.

Letio Romana narkotyk miał od kogoś o nazwisku Dippal Lenkreht, z Podkopca. Flavia widziała wspomnienie niewysokiego, krępego, na oko 50-60-letniego człowieka, jak zlękniony (mimo posiadania broni) podążał ścieżkami Otchłani na spotkanie z Letio. Przekazał mu pakunek z narkotykiem, a miał go jeszcze bardzo duży zapas.
Sankcjonita Javer nie wiedział gdzie szukać Bertranda ani w jaki konkretnie sposób generał ucinający śledztwo był uwikłany w sprawę. Kontaktem Letio „na górze” byli agenci Hanneganów, co pasowało do pochodzenia żony generała.
Javer przekazał coś jeszcze. Coś, o czym nie wiedział od niego Letio. Tajemniczym nazwiskiem ponad całą tą kabałą narkotykową spod Kopca był Tormentius, ale o jego udziale, roli ani osobie nie było wiadomo nic.

Sankcjonita potwierdzał, pytany czy chciałby służyć dalej jako serwitor. Mistyczka nurzająca się co chwilę w telepatycznej więzi z nim, poznała osoby, z którymi chciałby się pożegnać: rodzinę i przełożonego. Poznała też jego motywację, choć na razie nie wspominała o tym pozostałym. Pragnienie zemsty było wystarczająco przewidywalnym, uczciwym i dobrze rokującym by je niepotrzebnie roztrząsać, zwłaszcza jeśli chciała okazać szacunek sankcjonicie. Germanicus zrozumie, pomyślała.

 

———-
W końcu udał się jakiś sensowny dublet, w którym w dodatku nie dostałam spaczenia ani obłędu. Miau! ^^

Stwierdziłam że porobił mi się totalny bajzel w rozwoju postaci i na chwilę obecną nie wiem ile punktów mam wolnych, muszę rozkminić fotki karty.

Po kilku sesjach w nowej dla mnie mechanice co mogę stwierdzić, 0-100 w testach to za duża drobiazgowość, tym bardziej że rozwój ma ograniczoną elastyczność jeśli chodzi o budowanie cech. Zakres nazwałabym może nawet zbędnym, gdyby nie wykorzystanie dubletów w przypadku mojej profesji, a te potrzebują rozstrzału. Ale czy w innych aż tyle potrzeba? Na razie nie mam zdania.

A Lucyna na tej sesji wyrzuciła 1, 2 i 3. Na jej miejscu na kolejną wzięłabym inne kości ;D Te stały się… niebezpieczne. O_o

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s