[kampania Nemezis odc. n+6] po drugiej stronie… lustra?

John Rico, jedyny przytomny w grupie, nastawił ostentacyjnie budzik na kolejne 10 godzin, kiedy jego towarzysze usilnie trzymając się złudzeń, czekali na odpowiedź z dołu. Boone spamił wywołaniami i próbował naprawiać „być może tylko spaloną komunikację”. Nimitz, tulący z łez Drun poza śluzą, powtarzał pytania co się stało, ale nikomu nie mogło przejść to przez gardło. Za to Yutia był gotów iść na drugi ogień. Tym bardziej że wedle wieści od Boba, w górze szybu nie było niczego ciekawego.

Kiedy Drun zabrakło złez, a a reszta przełknęła własne, Ray zarządził powrót do konsoli by ponownie przejrzeć listę questów.

Jako bateria tym razem posłużył John Rico, gdyż był osobnikiem mającym niespożytkowane pokłady energii. Sam android niewiele więcej wyjawił, bo jak się okazało, szok po stracie przyjaciół nie pozwalał drużynie wysupłać zbyt sensownych pytań. Zgrali jednak na sprzęg Porucznika logi, koordynaty miejsc, plany całej instalacji w wulkanie, raporty, i generalnie co się tylko dało. Był to dla inżyniera błogosławiony czas, w którym coś działało ORAZ Porucznik nie marudził. Okryty jakąś skórą od Drun, John Rico odsypiał draina, a Will, ponieważ bycie techozjebem zobowiązuje, przerobił miotacz ognia na palnik, którym dokonał sekcji konsoli i wybebeszył z niej starą baterię. Ciemnoczerwoną, jednolitą, krystaliczną… dobrze że Drun tego nie widziała, bo za wycinanie serca ich boga pewnie był lacz w gębę.

Budzik w końcu postawił Johna na nogi i ekipa wróciła nad szyb, przygotować się do zejścia. Spodziewany impuls jednak nie nadszedł, a to odnowiło nadzieje, że dwójka na dole wyłączyła go i żyje. Zeszli po nich Classan z Bobem, ale wrócił tylko ten pierwszy. Bob, wedle jego słów, zasłabł po drodze i spadł (a tak naprawdę zaszlachtował go w dole za strzał do Gig). Wyszło, że przedśmiertnie Suki i Alcide otworzyli dolne drzwi z szybu i impuls zasilający barierę, prócz nich usmażył również panel kontrolny i wyłączył się sam. Inżynier płakał jak projektował.

Pora była nawiedzić pozbawioną zasilania barierę. Oczywiście zabierając po drodze androida. Utrata przyjaciół i pacjenta to było dla Boone’a stanowczo zbyt wiele by tak po prostu wyjść. To nic*, że robot o tym podobieństwie do człowieka był w poznanym wszechświecie nielegalny.
*) w żargonie technozjeba: „tym lepiej”
N‎a szczęście sierota nie zauważył misternej intrygi stojącej za śmiercią Boba.

Osiem na Dziesięć, zuch dziewczyna, otrząsnęła się po upadku światopoglądowym, zaplanowała jak oszukać swoich ludzi udając że bóg istnieje i ich kocha, i że wcale nie dała obcemu technozjebowi wywieźć go na części na osiołku. Na mule. Lamie? Na czymś tam.

Widocznie słabsza bariera, obrzucona patykami i kamieniami (niech żyje przewaga technologiczna!), miejscowo poddała się, potraktowana palnikiem. William Boone zaczynał lubić miotacze ognia. Niestety, prócz tarczy okazała się również hologramem, a za nią nie było tej słynnej, zieleńszej trawy. Po prawdzie to wcale nie było trawy. Osiołek, muł czy lama, miał smutek w oczach.

Skalne, wzgórzyste pustkowie przyniosło jednak i dobre wieści: działanie standardowego zasilania. Wśród spamu na sprzęgach przewijał się sygnał SOS…
Porucznik Sally Wright i major Dutch Marshall byli rozbitkami z równoległej grupy infiltracyjnej. Co gorsza, polowali na nich tutejsi, a jak się szybko okazało, ich tutejsi tutejsi byli gorsi niż tutejsi z tamtej strony bariery. Chociaż…?

Dali się hackować! Dla wszystkich prócz technozjeba były to zdecydowanie złe wieści. A ten, po tym jak wrogą grupę rozwaliły połączone siły poruczników, sierżantów i majorów, poczuł się jakby otwarto bufet. Choć udało mu się w porę rozbroić tylko jedną autodestrukcję, i tak w ręce poszukiwaczy dostała się jednostka centralna oraz działająca bateria.

W międzyczasie dali się wszyscy potulnie opierdolić pani porucznik za to że nie rozwalili bariery do końca, skoro być może są i inne źródła zasilania do rozwalenia. A John Rico chciał uciąć nogi androidowi Joshui. Naprawdę, co jest z tymi porucznikami?!

Major zarządził powrót za barierę. Nie była to pewna kryjówka, ale zawsze powierzchowna osłona roślinności i dostępność żarcia. Może i jakiejś formy wątpliwych posiłków ze strony tubylców. Kiedy przechodzili przez wyłom, nagle przybyłe obce jednostki powietrzne zrzuciły z nieba wzdłuż bariery tajemnicze i bierne obiekty. Drużynowi wojskowi zarządzili wspólny powrót do Icarusa, celem… Boone nie był pewny czego. Statek nie miał paliwa, czekała go naprawa, zasilanie było na rezerwach. Co więcej, po tylu godzinach spędzonych do tej pory nad barierą widział każdorazowo jej słabnięcie. Dziesięć godzin mijało bardzo szybko, a kapsuły wzdłuż bariery wyraźnie czekały. Statek był jednak dobrym kierunkiem. Mieścił warsztat.

Reklamy

Jeden komentarz na temat “[kampania Nemezis odc. n+6] po drugiej stronie… lustra?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s