[kampania DH odc.10] ku chwale Imperatora!

Panika górnych poziomów Desoleum Prime zdawała się spływać z góry eterem, kapiąc na samą powierzchnię planety, na której tworzyły się i szybko rosły nowe jej ośrodki. Wysoko ponad nimi strukturę kopca rozświetlały wybuchy, z tej odległości jedynie pomrukujące nieregularnie niczym odległa burza.

Nawet Parteosowi nie udało się ukoić strachu naziemców. Oratorskie zabiegi przeprowadzane za pomocą krążącej serwoczaszki próbującej przebić się przez wrzawę, dołożyły się jedynie do i tak sporego chaosu. Zaraz zresztą kapłan pokłócił się ostro z Garakiem o poziom polotu i winę za zamieszki na górze i ich obecność na dole. Nikt nie spodziewał się, że w tym czasie Sabant, jak zwykle podchodzący do sprawy metodycznie, błyśnie kolejnym talentem i zawładnie tłumem. Podłączywszy się do portowego systemu komunikacji, wydał dyspozycję pozostania na stanowiskach, zapewnił o strefie bezpieczeństwa i wyłączył alarm. Ułatwił w ten sposób Octaviusowi kontakt z sankcjonitami lady Aud Killian. Adeptus mechanicus zdalnie zmonitorowali sytuację. W chaosie wymiany ognia odnotowali udział demonów po stronie Gryn-Zollern. Nie byli sposobni odzobaczyć ich spojrzenia. Czując demoniczny wpływ, szybko odłączyli się od urządzenia.

Z pewnością musiał dowiedzieć się o tym inkwizytor. Powiadomiony przez Octaviusa, był w drodze na spotkanie u lady. Prom wiózł tam też akolitów, między którymi nadal panowały mieszane nastroje. Bianka nalegała na wyjaśnienia od Sabanta. Parteos sam poczuł potrzebę zwierzeń. Zaznaczył, że nie wie kto to Secundus, ale przyznał też, że z powodu amnezji nie wie też wiele o samym sobie. Grubymi nićmi szyte, musiało w tej chwili i tak wystarczyć. Sabant zaś powtórzył wyjaśnienie swoich planów wobec Magistra, ścinając się z telepatką przekonaną, że położenie zaufania we współpracy z Rosą byłoby ich zgubą. Sabant taki mądry, a na błędach się nie uczy, pomyślała. Chirurgon w krótkiej przepychance zakwestionował organizację grupy, wyraźnie z braku „przywódcy” nie mając z kim rozmawiać o swych planach. Bądź też sam się nim czując. Niestety lub na szczęście, rozmowę przerwało dotarcie na spotkanie z Hornem.

Oczywiście nie mogło nie zacząć się od reprymendy. Bo pomimo ich postępów w śledztwie będącym ich wyłącznym zadaniem… „lady była niezadowolona”. Niech sobie faceta znajdzie, na litość… Tiberius uprzedził niebezpośrednio, że rządząca obwini ich o swoje błędy. I bezpośrednio, że on sam stanie prawdopodobnie po jej stronie, bo wspieranie ich może być dla niego nieopłacalne. Nikt tego nie skomentował, tak po prostu działał ten świat. Uciśnionym mogący wydawać się opresyjnym systemem fanatycznej idei, w rzeczywistości z ideą nie miał nic wspólnego. Pełne żarliwej wiary slogany ziały pustką. Bianka uważnie przyglądała się nastawieniu świętej Inkwizycji do lokalnej gubernator. Horn studiował raport Octaviusa. Garak tymczasem uprzedził przełożonego o powodach nieufności w drużynie i wyrażając troskę o niezawodność zespołu, zapytał inkwizytora o choćby lakoniczne potwierdzenie przeszłości Parteosa. Nie doczekał się. Tiberius Horn powiedział tylko że mu ufa i uciął rozmowę. Nie rozwiązywało to niczego. Sugestię Flavi że mogłoby to pomóc w identyfikacji rzekomego sobowtóra, od razu zanegował Parteos.

W autokarocy nie padło ani jedno słowo. Nawet gdy mijała szafot z wymyślnie okrutną egzekucją podtrzymywanego przy życiu kapitana gwardzistów Lady. Za sprzeniewierzenie się rozkazom.

Sama lady była nerwowa i złośliwa, jakby bal się nie udał. Na próby oględnego i rzeczowego podsumowania sytuacji przez Octaviusa, przeszła do rękoczynów, wyżywając się na jego twarzy. Flavia bardzo starała się nie myśleć. Ale w tym momencie nienawidziła już Lady. Nienawiść jako taka była podobno darem od Imperatora dla ludzkości. Można było uznać jej uczucie za przewrotnego rodzaju stan błogosławiony. Wizualizacja pustki kosmosu w głowie pomagała jednak ukryć swoje emocje. Pustka kosmosu… Pustka kosmosu…

Bianka obserwowała Tiberiusa, tłumaczącego swych akolitów gubernatorce ze spuszczoną głową. Jej zdaniem takie korzenie się przed kapryśną władczynią było niewłaściwe. Gubernatorka wyrzucała się z pełnych rozdrażnienia żalów. W kryzysowej sytuacji u paktujących z demonami Gryn-Zollernów zabrakło jej sankcjonitów na posiłki, gdyż Germanicus odmówił wsparcia zajęty buntem na dolnych poziomach, który wybuchł z braku Magistra. Pustka kosmosu. Pustka kosmosu. Hahaha, pustka kosmosu… Pyskówki i popisy zakończyły się poleceniem dołączenia do szturmu Gryn-Zollernów. Po drodze znowu minęli szafot. Trefny kapitan nadal umierał rozrywany na kawałki. Drużyna po pokonaniu wątpliwości zdecydowała się nie dobijać go dla skrócenia męki, tylko pójść ścieżką swoich spraw dla własnego bezpieczeństwa. Flavia minęła go w pośpiechu, unikając widoku. Nie wiedziała co zrobił i na ile różnił się od szefowej. Chciała nie wiedzieć.

Przed posiadłością Gryn-Zollernów ktoś rozpoznał Garaka. Towarzysz broni z przeszłości trząsł się zdjęty strachem przed demonami i potrzebował jego słów otuchy i postawienia do pionu. Garak był spokojny i pewny wygranej. I wcale nie taki głupi, jak by chciał Parteos. Podniesiony na duchu żołnierz opowiedział o nowym dowódcy, jakimś emerycie z importu wystawionym przez Aud Killian na zastępstwo Erpheriusa, który „gdzieś przepadł”. Flavia przysięgłaby, że jej towarzysze uśmiechnęli się w duchu. Gdzieś to przepadł jego zabójca, proszę pana.

Stary dobry czołg generał Nesim promieniał entuzjazmem pośród stada trupów na placu. Znowu żył. Dla morale swych ludzi, obwieścił hucznie przez megafon, że sama Inkwizycja przysłała posiłki. Nie mów hop, pomyślała z rozbawieniem psioniczka. Obwieszczenie wyraźnie podniosło walczących na duchu. Co ciekawe, liczył się z tym, że może przyjdzie mu walczyć z własnym synem.

„Ku chwale Imperatora!” zawołała siostra Bianka. Mówiła to zawsze, jak nie wiadomo było co powiedzieć, a milczenie było głupie, kłopotliwe lub niemożliwe, bo coś cisnęło się na usta. W gruncie rzeczy siostra Bianka powiedziała to już piąty raz tego dnia, co kreśliło jego wyjątkowo dramatyczny obraz.

Korzystając z planów posiadłości skombinowanych przez Sabanta nie pytamy skąd i kiedy, akolici analizowali możliwe drogi dostania się do środka. Flavia była za systemem wentylacyjnym. I chuj że według prognoz tam się pali, ogień mogę zgasić, ale mechanicusy poganie uparli się że istniejące drogi z pewnością będą strzeżone przed spodziewanym uderzeniem. Serio, myślisz ze demon Slaneesha pilnuje kratki w ścianie. Wszyscy wiedzieli że stawiająca się Flavia odrzuca pomysł zejścia po linie od zewnątrz kopca do wyrwy w murze posiadłości, bo się boi spaść bo to pomysł Sabanta. Próba pozyskania po swojej stronie Bianki spełzła na niczym. Siostra niezrażona przypomnieniem, że ostatnio łapiąc telepatkę prawie zginęła, zapewniła łagodnie że zaryzykuje ponownie. Coś jej się chyba wtedy stało w głowę. Znowu wszyscy byli przeciwko mistyczce, ale tym razem Parteos nie prawił jej kazań, tylko skoczył, jak Bianka, w wyrwę. Za nimi podążyli Octavius i Garak, zostawiając z Flavią Sabanta, który obiecał towarzyszce że zlecą powoli razem, przypominając że ma te jakieś latające buty. Cholera. I stał tam, z tą wyciągniętą ręką, taki spokojny i opanowany. Flavii też wydawało się że dobrze maskowała strach, ale drużyna wyła pewnie na dole ze śmiechu. Telepatka patrzyła na mechanicusa i mechadendryty. Przecież on tym zbiera próbki z mutantów! Ale mając do wyboru to, lub zjazd po linie i zabicie całej drużyny spontaniczną mocą, zdecydowała ostatecznie zaufać Sabantowi.

W dole drużyna zastała korytarz wiodący 200m wgłąb ku epicentrum po jakimś wybuchu. Im dalej korytarzem, tym cięższe warunki dawały się we znaki. Sabant orzekł, że skoro ma maskę gazową, ruszy na zwiad, najchętniej z siostrą Bianką, jeśli ta pożyczy kombinezon survivalowy od Flavii. Ich rekonesans skończył się dosc szybko, ponieważ zaobserwował ich demon, ruszając zaraz ku… jednak nie ku nim samym, a ku wyłomowi którym weszła drużyna. Kiedy wszedł w zwarcie z Garakiem, mistyczka uwolniła w korytarzu nawałnicę, wydawałoby się, że tylko cudem omijającą człowieka, i palącą demona do szczętu.

Jama po eksplozji prowadziła do miejsca z drabiną wiodącą ku górze. Bez wahania ruszył nią Octavius, ku klapie w suficie, którą uchyliwszy, zaobserwował strażnika. Zmasakrował go profesjonalnie, unikając zaalarmowania ewentualnych okolicznych. Podążając dalej, akolici natknęli się na trzech kolejnych. Mistyczka zapominając o swoim miejscu na szarym końcu, prawie przypłaciła spotkanie życiem, zbierając na klatę część ognia. Na osłonę wyskoczył Garak z toporem, ale przeciwnicy nie byli w ciemię bici i posłali ku nim granat. Ślamazarna psioniczka nie odnalazła się w porę w rzeczywistości i, w odróżnieniu od kolegi, nie uskoczyla dostatecznie daleko by nie zmiótł jej wybuch. Przeciwnicy rozsierdzili Garaka na dobre. W gniewie zabił jednego i ranił sąsiedniego, Bianka zasadziwszy się na ich kompana, sprawnie pozbawiła go życia. Nagle przybyły demon zajął resztki uwagi poranionej mistyczki. Poruszał się pnąc po suficie, miał różowawy kolor, jedną pierś i odnóża z których jedno wieńczyły szczypce. Szybko się palił…
Masakryczny żołnierski topór zakończył starcie, z impetem rozpłatując ostatniego przeciwnika wraz z jego desperacką osłoną w postaci własnego karabinu.
Chirurgon podniósł na nogi mistyczkę. Nie wiem co zrobił, ale poczułam się lepiej niż przed starciem.

Przed akolitami stało już tylko ostateczne starcie. Wielka sala, osnuta narkotyczną różową mgłą, w której skąpani nadzy ludzie oddawali się orgii, a nad wszystkim górował tron z demonicznych ciał, z zasiadającą na nim Margarethą Gryn-Zollern. Uśmiechała się lekceważąco, a demony zapraszały przybyłych do udziału. Naprawdę. Jej dom się walił i płonął, a ona siedziała i uśmiechała się lekceważąco z tego swojego tronu. Musiała być niespełna rozumu, zaszafowała jak zwykle wyrokiem o szaleństwie ta najbardziej poczytalna z rozsądnych. U sufitu czaiły się też, również uśmiechnięte, dwa różowe półkraby z jednym cycem.

Zanim cokolwiek zaszło, Sabant zawczasu postanowił zacząć filmować. Naprawdę. Kiedy akolici zaczęli robić zamieszanie, to znaczy strzelać do demonów, mimo powtarzanych przez Octaviusa propozycji negocjacji, we mgle coś poczęło się formować. Pożerając kolejne ciała, nabierało kształtu. Wtedy też pierwsze ogniste pociski zdołały sięgnąć tronu. Margaretha wrzasnęła, aż spadła jej wysoka peruka, ukazując maskowane rogi, a po sali przeszła fala mocy. Pod jej uderzeniem, obu mechanicusów ogłuszyło, Sabanta wykluczając z praktycznie całej walki. Wtedy demony zachęcone przez szefową ruszyły do ataku, wcale nie zniechęcone strzałem Parteosa. Omamiły Garaka, próbując zwabić go głębiej w mgłę. Z drugiej strony odciągała go od nich siostra Bianka, stojąc na straży jego przytomności. Wywiązała się jatka, w której oba szczęśliwie szybko poległy z ręki Garaka. Margaretha stawiła opór skupionemu atakowi akolitów. Przypalana magicznie i ostrzeliwana z boltera przez kapłana, przemieszczała się na ruchomym tronie z pełzających ciał, aż przyjęła finalny cios. Toporem.

Demony poznikały, salę przewietrzono z mgły, a Bianka odnalazła wśród golasów wycieńczonego i otępiałego Bertranda Nesima. Zajęła się nim. Anioł. Octavius przeglądał miejscowy congnitator pod kątem przydatnych danych. Mistyczka badała tymczasem kostur heretyczki. Zabrali go by spróbować oczyścić ze splugawienia chaosem.

Dokumenty odnalezione przez Octaviusa, zawierały pewien list.

Droga Marghareto!

Mam nadzieję, że prezent, który Ci wysłałem jest właśnie tym czego potrzebujesz do realizacji swoich
planów. Nie mniejszą nadzieję mam, że gdy opadnie już kurz i zwycięsko wyjdziesz ze wszystkich
potyczek, nie zapomnisz o swoim drogim przyjacielu i wspomożesz mnie w moich przedsięwzięciach.
Zaiste nadchodzi czas zmian i nasi patroni będą patrzeć z wielkim zadowoleniem na to co nadejdzie.
Bądź gotowa na wezwanie, jakie w najbliższym czasie otrzymasz. Bądź gotowa najdroższa
Margharetho, bo czas naprawdę jest bliski.
Nie mniej jednak w tej chwili wciąż musimy działać w cieniu i ciszy. Dlatego wraz z tym listem wysyłam Ci zaproszenie na wydarzenie, które może Cię zainteresować. Za kilkanaście cykli w Domu Popiołu i Pyłu odbędzie się spotkanie osób o podobnych do Twoich zainteresowaniach, które organizuję poprzez podstawionych przedstawicieli. Nie wszyscy wszakże są wtajemniczeni w sekrety. Niektórzy to zwykli poszukiwacze tanich podniet, albo kolekcjonerzy. Dlatego też pamiętaj, o dyskrecji. Nie mniej jednak na tym spotkaniu odbędzie się prowadzona aukcja, gdzie licytowane będą niektóre przedmioty z mojej kolekcji, z której częścią już miałaś się okazję zapoznać i jak mniemam nie wątpisz w ich wartość.
Do zobaczenia Droga Marghareto. Mam nadzieję, że następnym razem razem, gdy będę mógł zachwycać się pięknem Twojego oblicza, będziesz zasiadać na tronie gubernatora Desoleum.

Twój T.


To był wesoły odcinek, pełen żartów w klimatach slaneeshowych. Dużo, ale Slaneesh wie, że czasem trzeba.

Było też dosyć dynamicznie, czekało nas sporo walk, ale Khorne też wie, że czasem trzeba. Gracze hejtują już mojego piromana jako OPa odbierającego fun. Oj tam, to całkiem przypadkowy build, te planowane są wiele gorsze ;p

 

Sporo rzeczy mi się podobało. Panika na dole ok, skłaniający do ponurej refleksji Tibi, ta narwana laska z Iglicy xD stary generał rozjeżdżający trupy gąsienicami, ten towarzysz Garaka i scena łatania morale, obciachowa scena lęku przed wspinaczką, zachowanie Bianki na audiencji… to jak mechanicusy podglądały demonetki i dostały obłęd przez „lornetkę”…

Nie rozumiem tylko za bardzo jakim cudem ta lokalna w skali miasta strzelanina rozświetliła całe górne poziomy w widoczny z daleka sposób.

Ogromnie mi się podobało, że udało się więcej podziałać Garakowi, ostatnio trochę wycofanemu. Był bohaterem tego odcinka! ;D Cieszę się też, że udało mi się trochę uwiecznić Siostrę Bi, czasem dla mnie nieuchwytną. Lucyna odnotowała że nie dokończyliśmy rozmowy między postaciami, ale hej, dzięki temu wszyscy żyjemy! xD A tak poważniej, nic straconego, da się do wszystkiego wrócić jeszcze.

Trochę smaku dodały drobne spinki między postaciami, Sabant na cenzurowanym u Flavii, coś niespodziewanego xD Flavia na cenzurowanym u Parteosa, coś spodziewanego. Garak vs Don Parteo, coś bardzo spodziewanego i szumnie zapowiadanego ooc xD

Ciekawych Zjawisk Psionicznych nie było, ale Margaretha się starała. Już zanosiło się na herolda Nurgla, już miałam przywoływać naszego dla przeciwwagi… i dupa. A miało być „mój herold Nurgla jest mojszy niż twojszy!” Next time. Herold też musi się przygotować. Okażmy zrozumienie.

 

>> próbowałam dokleić list z pdfa, ale coś się pospuło, chyba wetnie komentarze 😦

Reklamy

14 myśli na temat “[kampania DH odc.10] ku chwale Imperatora!”

  1. Ogólnie cudne sprawozdanie, ale mi zabrakło na koniec większego skupienia na udziale Garaka w orgii xD Wyszła z tego taka kropka nad i, podsumowująca klimat (prawie) całej sesji.
    Bardzo mnie ciekawi, co z tego wyjdzie ic.

    Polubione przez 1 osoba

      1. No i żeby było jasne: Octavius przez ‚negocjacje’ miał na myśli jakiś fortel, który pozwoli zbliżyć się drużynie do tronu bez padnięcia ofiarą narkotyku. Ostatecznie, negcjowanie przy użyciu boltera, topora łańcuchowego, miecza energetycznego, pistoletów wielkokalibrowych (serio, ‚handcannon’ tak przetłumaczono) i FIREBALLI jest preferowaną metodą zbierania informacji. Jak by to powiedział Sabant: „Najpierw strzelaj, potem zbieraj próbki”.

        BTW, co to za umiejka od tych fireballi?

        Polubienie

      2. Te moje? Jeśli dobrze pamiętam to ognisty podmuch. Albo coś. Albo jeszcze co innego z Kurtem Russelem.

        Polubienie

  2. Aha, czy ktoś wyłapał, że jak Octavius powiedział do Tiberiusa „Ku chwale Imperatora”, to ten jakoś dziwnie zareagował? Może tylko dlatego, że dziwnie takie słowa mogą brzmieć z ust Mechanicusa, ale moim zdaniem tak się coś więcej kryło.

    Polubione przez 1 osoba

  3. W kwestii skutków strzelaniny chciałbym tylko przypomnieć, że w tej „drobnej” potyczce uczestniczyły również wojska pancerne. Wybuchy uszkodziły dużą część z sił sankcjonitów. Umknęła Wam kwestia tego (skądinąd poruszona przez Lady), skąd taka ilość sprzętu się pojawiła w rękach rodu. A wykorzystano go całkiem sprawnie. Na tyle, że konieczne było użycie sił Gwardii Imperialnej.

    Polubienie

    1. Ona miała nam za złe, że nie mieliśmy o tym pojęcia (o uzbrojeniu i demonetkach). No ciekawe, skąd mieliśmy to wiedzieć jak nas gonili zewsząd… nawet z kostnicy nas próbowali przegonić.
      Biedne małe misie 😦

      Polubienie

      1. Ale nawet mając pojęcie o wyposażeniu Gryn-Zollernów, nie wiedzielibyśmy czy to normalne wyposażenie rodu czy nie. Nie mieliśmy porównania.

        Polubienie

      2. Gdyby nie my, to Lady by nawet nie wiedziała, kto jej pod drzwiami gówno zostawił. Ocatvius nawet próbował jej to delikatnie uzmysłowić, ale dostał po mordzie. Mam taką propozycję: za naruszenie dobrego wizerunku i utrudnianie śledztwa prowadzonego przez oddział Imperialnej Inkwizyji, Lady Aud Kilian zostaje skazana na śmierć przez bombardowanie z orbity.

        Polubienie

  4. Margharity nie dało się przesłuchać. Najpierw by trzeba było wybić wszystkich wkoło niej, a potem ją dotknąć. Ja tam się brzydzę, nie dość, że chaos to jesscz łysa i ze schrzanioną anatomią, jak po maskotomii, a ktoś by mógł pomyśleć, że rak to raczej do Nurgla pasuje…

    Co do tego, co umknęło. Reakcji dziwnej Tiberiusa nie zauważyłem. Za to pytanie skąd tyle sprzętu miał ród zadaję sobie od dawna. To akurat nie umknęło Bartku i aż mi szkoda, że musimy spadać na jakąś wysepkę, zamiast poprowadzić tu porządne śledztwo. Nie ma bata, skombinowanie takiej ilości sprzętu musiało zostawić ślady. Pytanie ile z tym wspólnego miał Ofermiusz, a ile przestępczy półświatek.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s