[kampania DH odc.11] release the kraken!

Nie było specjalnie trudno przekonać gwardzistów by zabezpieczyli ocalały sprzęt do przyszłej inspekcji. Zbrojni wydawali się urzeczeni udziałem inkwizycji i sprawnym uwolnieniem ich od demonicznej części zagrożenia, i choć autorytet widzieli w mobilizującym ich wcześniej Garaku, za jego zgodą byli skłonni wysłuchać i Octaviusa. Później czekało już tylko spotkanie z Tiberiusem.

Inkwizytor znowu przyglądał się kaźni trefnego kapitana, choć tym razem ją zakończył. Najwyraźniej miał ku temu uprawnienia od lady, bo serwitory go słuchały. Zaznajomiony z rezultatem szturmu na Gryn-Zollernów, przyklepał plan wyprawy na aukcję Tormentiusa.

Wedle słów inkwizytora, wyspa mieszcząca Dom Pyłu i Popiołu była traktowana od zawsze jako neutralny grunt, wykorzystywany między innymi do kontaktów z Wolnymi Kupcami. Na miejscu działał już agent

inkwizycji, Merryweather. MerryweatherZaiste, to nazwisko pośrodku szalejącego sztormami kwasowego oceanu było albo dobrą wróżbą, albo wyjątkową ironią losu. Akolici otrzymali zadanie wywiedzieć się o poszczególnych uczestników aukcji i ich cele. Flavia nie wytrzymałaby nie pytając o Tormentiusa, czy zawsze nosił maskę, ale choć Tiberius stwierdził że to pierwszy jego obraz w ogóle, poznać go chciały jedynie mechanicusy. Zestresowana chyba możliwością jakiegoś pechowego rozdarcia osnowy przy inkwizytorze telepatka nie potrafiła się jednak skupić na prostej mocy. Dziwnie to jakoś działa. Jak nie patrzy, da się spalić pół budynku zanim ktoś zdąży się odezwać, a starczy że on jest w pobliżu i zaraz kaszana. W sumie dobrze że nie chciał ode mnie tego Tormentiusa, bo kto wie co by wyszło.

Octavius jest dziwny. Maszyna itd, co naturalne to złe, ale ja jestem ble bo jestem „nienaturalna”. Tak źle i tak niedobrze. Myślałby kto, że wykraczanie poza ograniczenia ciała powinno być im poniekąd pokrewne. Hm.

Przed wyruszeniem na aukcję akolici przekazali kostur Margarethy do odplugawienia, dokonali zaopatrzenia w mapy wyspy, modyfikacje broni, farby do pancerza czy buty magnetyczne, Parteos zajął się stylizacją ubiorów i pancerzy a Octavius przeprowadził inspekcję zatrzymanego sprzętu Gryn-Zollernów. Odkrył, że broń pochodziła z planety Laran 9k. Flavia przekazała Sabantowi telepatycznie obraz Tormentiusa, a chirurgon przetworzył go na elektroniczny obraz na wyświetlaczu dla wszystkich. To jak drukowanie snów. Przerażające. Zachwycające.

Wzburzone wody toksycznego oceanu nie miały wielkich szans z betonowym falochronem, niemniej rzucały się nań wytrwale i desperacko, próbując drążyć go przysłowiowym ciągłym padaniem. W porcie czekał wskazany im przez inkwizytora okręt o posępnej nazwie Cynegański Męczennik. Ale uzasadnienie dla owego dramatycznego miana akolici mieli dopiero poznać…

28235936_1900739010256254_764407042_n

Kiedy niektórzy studiowali mapy wulkanicznej wyspy, notując sobie takie obiekty jak kaplica Ognia i Pyłu, katedra czy oddziały zakonu adeptus administratus i próbując odgadnąć położenie sal aukcyjnych, Parteos wytrwale negocjował dostanie się na pokład dziesiątki najętych tragarzy. Jego zdaniem mieli przydawać mu wiarygodności, skoro miał być arystokratą wybierającym się na zakupy za 6 milionów junoańskich orłów imperialnych. Ostatecznie tragarzy wpuszczono.

Nie żeby dwie kajuty, które przypadły w udziale akolitom, nie były przytulne. W zasadzie były bardzo przytulne, w sensie: trzeba było się niemal przytulić żeby się ogóle pomieścić. Były oświetlone słabo i to głównie dzięki bulajom, które zapewniały przytłaczający widok wielkich, niespokojnych mas zatrutej wody. Zaraz też przyszedł witać straszyć gości gości kapitan, Alias Shadrak, zapowiadając, że rejs potrwa 5 cykli, a w razie problemów są zobowiązani wypełniać polecenia załogi. Zalecał trzymać się pokładu widokowego, gdyż poza nim nie działało już pole ochronne okrętu i bryzgała toksyczna woda. Tak też zrobili, udając się na zwiad.

Hierofantę ucieszyło, że pośród podróżnych wypatrzył kapłana Eklezjarchatu, opasłego jegomościa o małych oczach, ze świtą pomniejszych kleryków. Planował porozmawiać z nim i wywiedzieć się o cel podróży. Pewien niepokój mogło budzić dwóch trzymających się na uboczu mężczyzn, których sfatygowane, ale dobrej jakości opancerzenie i czujność dawały pewność o przygotowaniu bojowym. Była też rudowłosa kobieta przyjemnej urody, poruszająca się w towarzystwie służby i ochrony, oraz niski adeptus administratum, który bez przerwy pochłonięty był wertowaniem swoich ksiąg.

Szybko okazało się, że nie było lepszego miejsca na narady i odpoczynek niż mesa. Tam dopracowano ostatecznie szczegóły przykrywki, zainteresowanie reliktami i artefaktami oraz fałszywe imiona. Octavius pilnował, by system monitoringu nie słyszał czego nie trzeba. Do stołu akolitów swego sługę wysłała ruda arystokratka, po czym zaproszona pojawiła się sama, wyraźnie ciekawa Tertiusa Gryn-Zollerna, czyli Parteosa. Przedstawiła się jako Octavia Nelle. Umówili się, że po poznaniu towarów aukcyjnych spotkają się i umówią, jak podzielić między nie swoje zainteresowanie by niepotrzebnie nie licytować.

Choć Bianka sprytnie wykombinowała, by zająć z koleżanką jedną kajutę, a do drugiej wcisnąć czterech facetów (w tym dwóch z mechadendrytami), jej plan spalił na panewce, ale ostatecznie wyszła na swoje, gdyż podczas ich odpoczynku, Parteos, Garak i Sabant wyszli poznać załogę.

Administratus z księgą nie był stworzony do kontaktów jakichkolwiek, a co dopiero międzyludzkich. Był historykiem okresu herezji vandirejskiej z czasów pretoriańskich. Zaaferowany koniecznością rozmowy z obcymi, upuścił i zbił infoczytnik. Bardzo uczynnie zwinął go do naprawy Sabant, po czym ukryty przed jego wzrokiem, włamał się do urządzenia by przefiltrować dane pod kątem zainteresowań i tożsamości właściciela. Tymczasem Parteos wydobył z uczonego, że na aukcji mają być zabytki z okresu vandirejskiego. Co ciekawe, badacz dowiedział się tego od tajemniczego sobowtóra Parteosa w infoskarbcu w siedzibie jego oddziału na Juno. Oczywiście infoczytnik został naprawdę naprawiony i oddany.

Octavius wypoczął. Na szczęście nagrywał śpiącego siebie, dzięki czemu mógł dowiedzieć się kto włamał się do jego kajuty. Znalazł zaawansowany podsłuch i wyśledził jego źródło. Jego kompan po fachu zabrał się za instalację zakupionych w kopcu modyfikacji do wyposażenia. Próby przeszpiegów w okolicy źródła nasłuchu nie wykazały niczego znaczącego. Nasłuch prowadzony był prawdopodobnie przez dwóch tajemniczych pasażerów, zaobserwowanych wcześniej. Skany uwidoczniły ładunki z bronią w ich kajucie.

Aby nie siedzieć na pluskwie, akolici wrócili do mesy. Octavius zasiadł do partyjki kart z przygodnym marynarzem, podczas gry próbując wyciągnąć z niego jakieś informacje o pasażerach. Załogant nie był specjalnie wylewny, toteż kiedy w chwili niezdarności upuścił karty z rękawa, mistyczka, by nie zasłonił się jakąś sztuczką, odciągnęła telekinetycznie zgubę od jego dłoni. Z jakiegoś powodu pomyślała, że swą przegraną pozycję hazardzista może zechce załagodzić większą szczerością. Flavia nie znała się na ludziach… Scenę przerwało wtrącanie się obcego do kolejnego rozdania. Był to jeden z prowadzących nasłuch zakapiorów. Musiał wyjść niedługo po przeszpiegach wokół ich kajuty, jeśli to jeden z nich. Z miejsca wrogo przestrzegł telepatkę, by nie mieszała mu w głowie, więc ta odeszła od stołu, by nie zmniejszać jego swobody. To fascynujące, myślała, jak oni nigdy nie boją się podpalenia, albo zaduszenia. Trwożą się zawsze o swoje powierzchowne sekrety. Czasem tak banalne. Może boją się odkrycia, jak mało są ważne? A może naprawdę mają coś na sumieniu, jak… tamten.

Parteos dołączył do gry. Prowadził potrójną. Jedną w karty, drugą aktorską, trzecią dyplomatyczną. Dowiedział się, że przynajmniej aktorska jest beznadziejna. Rywal wyrzucał mu oczywistość ich przykrywki, ciekaw prawdziwych motywów. Sam twierdził wymijająco, że przybyli spoza planety i mają robotę do wykonania. Szczegółów odmawiał, ale sprawiał wrażenie pewnego siebie rutyniarza.

W międzyczasie do mistyczki najspokojniej w świecie udającej że wcale nie może czytać myśli z odległości stu metrów, przyczepił się niespodziewanie ów wielce ważny kapłan Eklezjarchatu, jakoś bez swojej świty obok. Już samo to, że ktoś na jego stanowisku chciał porozmawiać oko w oko z przypadkowym sługusem Tertiusa Gryn-Zollerna było nienormalne, a co dopiero jego zapał w wychwalaniu talentu psionicznego, o którym przecież guzik wiedział, i przydatności w swych nieokreślonych planach poza aukcją. Nie chciał zdradzić cienia swych celów na wyspie, nie interesowało go też w ogóle czego chce konkurencja. Był transparentnie niebezpieczny, z podejrzaną ciągotą do „talentu” i odruchem wyciągania ku niemu paluchów. Flavia obawiając się czy zaraz nie zniszczy ćwierci mesy, albo czy nie otrzyma jakiejś dominacji, w panice zawołała Garaka. I choć obstawa kapłana nagle się odnalazła, zagradzając drogę Garaka (jeden z nich nieopatrznie podstawił mu prawą nogę), to widząc towarzystwo kapłan po nieznacznych turbulencjach odstąpił, rzucając groźby pod adresem telepatki.

Czując się jak kompletny debil, psioniczka nieudolnie tłumaczyła się wezwanej siostrze Biance. Trudno było się tłumaczyć, nie wiedząc ani czego kapłan chciał, ani kim był, ani czemu rozmawiał akurat z nią. Ani co planował. W każdym razie, oczywistym stało się, że było nie używać mocy, nawet tak błahej. Z tych słabych mocy jest zawsze większy dym niż z nawałnicy ognia… Chyba powinnam korzystać z nich w ogóle tylko w ostateczności.

Trzeci dzień rejsu przyniósł sztorm. Wykończonych chorobą morską Octaviusa i Flavię naszprycował czymś Sabant, by w miarę trzymali pion. Wyglądający przez bulaj Garak zełgał gładko, że widzi tylko fale, w rzeczywistości będąc świadkiem jak pośród sztormu zamajaczyło dwustumetrowe ramię jakiegoś zwierza z mackami. Kapitan nakazał pozostanie w kajutach, ale jakiś czas po nim do akolitów przybył bosman z wezwaniem wszystkich zdolnych do walki by pomogli w zmaganiu z desoleańskim krakenem. Walka ta wydawała się beznadziejna…

Cynegański Męczennik miał załogę w rozsypce, zalany pokład i połamane maszty, a nie stawał już słupka tylko dlatego, że ściskało go i próbowało skruszyć bądź zadusić, a kto wie czy nie wciągnąć pod wodę ogromne i pełne macek ramię krakena. Akolici bezładnie próbując powiązać się liną, walczyli o postawę pionową, co niemal uniemożliwiało jakiekolwiek celowanie z broni czy koncentrację na czymś precyzyjnym. Ktoś z załogi krzyczał, że burza wywabia krakena z głębin. Garak i Bianka pobiegli ku macce by ją odrąbać lub choćby osłabić jej uścisk, niestety każdy ich zwycięski cios mścił się na nich porażeniem elektrycznym. Ani razu ich to nie powstrzymało. Octavius i Parteos próbowali ostrzału. Flavia, zawierzając magnetobutom, bezskutecznie usiłowała przypalić mackę zanim elektryczność pozabija jej brawurowych towarzyszy. Sabant zaś dopadł działka wypatrzonego na pokładzie. Krakenowe macki raz po raz biły lub zamiatały pokład, za którymś razem zgniatając mistyczkę i miażdżąc jej lewą rękę. Zamiast prowadzić ostrzał, Sabant zostawił działko i pobiegł na pomoc, ale ranną ściągnął z pokładu wyrosły nagle spod ziemi kapłan z obstawy trefnego eklezjarchy. Burza została gdzieś na górze.

Pośród niej, głuchnąc niemal w sztormowej zawierusze i krzykach załogi, ciężkie pociski bolterowej serii Parteosa jeden za drugim zatonęły w oku krakena…

Zwycięska drużyna, dzięki której macka zaciskająca się na kadłubie okrętu zwiotczała, musiała jeszcze tylko nie dać się zmieść przewalającym się przez pokład falom. Zaalarmowani przez Sabanta akolici ruszyli tropem podejrzanego kapłana. W komunikatorze usłyszeli w odpowiedzi jedynie niezbyt finezyjnie zawoalowaną informację o liczebności, przed którą próbowała ostrzec ich uprowadzona.

Zapasiony opat Eklezjarchatu, trudno powiedzieć czy fałszywy, czy zbuntowany, czy może heretycki, kipiał satysfakcją z organizacji swojej małej draki. On kompletnie nic sobie nie robił z krakena i sztormu, odnotowała osłupiona telepatka. Przypomniał psioniczce swoje groźby ze stołówki i uradował się, że ich Pan będzie zadowolony z posilenia się jej duszą. Ale przecież nasz Pan nie chciał pochłonąć mojej duszy… Oj?
Flavia widziała przed sobą tylko jedną szansę. Mimo że od incydentu w mesie nie udało jej się użyć ani jednej mocy, mogła polegać tylko na niej. A ponieważ ból i problemy z równowagą bardzo dekoncentrowały, musiało to być coś prostego.

Z tych słabych mocy jest zawsze większy dym niż z nawałnicy ognia, wspomniała w nowym kontekście własną myśl, kierując płomień z jednego z pieców wprost na plecy opata. Zamieszanie, jakie się wywołało, zgęstniało bardzo szybko.
Kapłan wył, próbując się ugasić. Pod uchylone drzwi wpadł granat Octaviusa, wysadzając stojącego na czatach, a topór Garaka pozbawił czatownika resztek życia. Jeden z trzymających Flavię po bokach padł skoszony serią Parteosa.
Drugi sprawnie osłonił się zakładniczką, przystawiając jej lufę do głowy.
Opat wyswobodził się z ognia i targnął osnową, czerpiąc do dewastacyjnego efektu.

To zawsze wygląda tak niewinnie. Lewitujące narzędzia, puszki… lekki wiaterek… Mistyczka czuła przybór mocy od strony opata, i na ile mogła ocenić, wiaterek ten niósł ostatnie sekundy. Bała się. Nic nie mogło pójść już wiele gorzej, więc zaryzykowała trudne skupienie by zmusić przeciwnika mentalnie do odrzucenia broni trzymanej przy jej głowie. Pistolet poleciał na podłogę, a sekundę za nim przeleciał koło jej głowy topór, z góry na dół rozkrajając gniewnie oprawcę przy jednoczesnym ominięciu próbującej się uchylić trzymanej kobiety. Takie rzeczy to tylko u Garaka. Temu też odciął prawą nogę, jak wszystkim poprzednim. Garak był mściwym psychopatą konsekwentnym pragmatykiem. I bohaterem. Ku chwale Imperatora.

Z tyłu, targana podmuchami wiatru Siostra Bianka uniosła miecz do cięcia i w równie słusznym gniewie pozbawiła życia uwalniającego moc, wrogiego kapłana. Niewyzwolona energia osnowy zadławiła go boleśnie, pogarszając tylko jego śmierć. Pozbawione siły nośnej graty pospadały głuchym deszczem na podłogę, a pechowa mistyczka chwyciła chciwie swobodniejszy oddech i zaczęła wszystkich po kolei ściskać ze łzami w oczach. Wszyscy byli jej bohaterami o niesamowitych osiągnięciach i postawach.

Bianka zdjęła tego klechę zanim wszystkich pozabijał.
Parteos pokonał krakena.
Sabant ratował mi rękę.
Garak zrobił przesiekę z tych drabów. I wszystkim odrąbał prawe nogi.
A Octav powiedział Tiberiusowi że ma w dupie politykę kopca!

Ferwor walk cichł, dając wreszcie miejsce pozytywnym emocjom. Kiedy Sabant zajmował się podtrzymaniem sprawności ręki Flavii, Octavius czujnie obejrzał trupa. Tatuaż oka na martwym kapłanie mrugnął do niego…


Pierwsza połowa bardzo heheszkowa i luźna, aż MG wygonił wszystkich na przerwę żeby się ogarnęli xD

Myślę, że łatwe nie było, a moim zdaniem fajnie było zrobione, to jak wszyscy obecni goście aukcji każdy na swój sposób próbuje wywiedzieć się konkurencji, rozpytując, podsłuchując, czając się, plotkując przy kartach. Wyglądało to z początku jak niewielka, ale sprawnie upleciona siatka, z której będziemy musieli wykombinować kto co i z kim. Na zasadzie, wiecie, tych łamigłówek w gazetach, w których jeden pan wychodzi tylko we wtorki, drugi pan lubi tylko makaron albo szampana, trzeci nie ma na imię Michał itd wykombinuj czy Ala pali papierosy. I już się bałam xD Ale jeśli to była misterna zagadka do odplątania, to zawaliliśmy w typowym stylu, i to prawdopodobnie przez te karty, my bad. :/ Ale ich różne podejścia i dążenia stworzyły fajny wachlarz osobliwości.

Przyznam się do pewnego zaskoczenia, które jednak nie przeszkadza mi, to tylko takie tam spostrzeżenie. Otóż nie, ja nie wiedziałam, że z wyglądu rzucamy się w oczy różnorodnością (tak samo jak nie wiem czy jest łatwo widoczne/wyczuwalne to czy ktoś jest magiem). 🙂 Mam małe doświadczenie i jakoś z reguły zakładam w światach przyszłości, że ich miasta są względnie kosmopolityczne. Tak, podręcznik wspomina jakiego pochodzenia czy jakich adeptusów na jakim świecie jest najwięcej, ale nie mówi jaką sensacją są na nim pozostali, zwłaszcza w sytuacji ogromnego zagęszczenia ludności. Nie wiedziałam np że dwa pustaki, jeden murzyn, jedna białowłosa czy dwóch stalowołapych to bardzo dziwna mieszanka, nawet jak na czyjąś świtę. Ok, już wiem. 🙂

Kraken mega wypas, nigdy nie pomyślałam że w jakimś wh40k trafi się walka z krakenem ;D Moją zagadką pozostanie po co temu statkowi były maszty, ale być może dowiem się obserwując jak (czy?) płynie dalej bez nich.
Modyfikatory okrutne, nic mi się nie udało i zjechałam na -4 xD Nigdy już nie zagram na gitarze… Pozostaje grać na nerwach, cóż. Ah tak, odnotuję pewien absurd mechaniki, bo Bartek każe na nią marudzić. Otóż krytyk skutkujący częściową utratą sprawności lewej ręki daje mi minus do strzelania prawą ręką (serio…) Nie wiem jak to sobie tłumaczyć, ale omijam temat i póki się nie zastanawiać, to jest dobrze xD Walka wręcz kumam, pasuje, jako że angażowała wszystkie kończyny, ucierpiała. Walka strzelecka jedną bronią w drugiej ręce jest już tutaj odrobinę dziwna, no ale każdy system ma swoje absurdy.

Sprawa z opasłym kapłanem Michelina. Ciekawi mnie co to za herezja. Przez jakiś czas miałam wrażenie, że MG po prostu ostatecznie wkurzył się na głupotę mojej postaci i jedziemy po nową. ;D Ale scena „ładowania” cyklonu (o ile to naprawdę on) ogromnie mi się podobała. Ten pomysł, bo to niepodręcznikowe, podręcznikowy cyklon rzuca się w akcji zwykłej, a tutaj zostało to tak fajnie kinowo rozciągnięte :3

I przyznam się że mam ogromny ubaw z tego jak moja postać teraz postrzega drużynę, bo zawsze robiła to bardzo niekonsekwentnie, łatwo zmieniając zdanie, a tu nagle bam, wielbi wszystkich na raz, ciekawe jak długo xD Anyways, dzięki za ratunek, bo naprawdę byłam pewna że OP idzie do piasku 😉

Mam wrażenie że nie mogę się dziś wysłowić i plotę od rzeczy. Dzień jak co dzień, hm? :p

Reklamy

7 myśli na temat “[kampania DH odc.11] release the kraken!”

  1. Jedna uwaga: gra w karty została zainicjowana między bosmanem i Octaviusem, który wyciągnął trochę informacji. Parteos dołączył dopiero, jak bosnam został nakryty na oszustwie (lub partyjkę przed).

    Ogólnie sesja fajna. Miałem tylko nadzieję (podobnie chyba jak MG), że zdążymy dopłynąć do celu. Ale z prespektywy kilku dni, widzę, co tam Bartek próbował nam zaserwować i doceniam to. Intryga gęstnieje.

    Kraken był ciekawym dodatkiem, prosto z Final Fantasy, gdzie podczas każdej podróży statkiem (wodnym, powietrznym, kosmicznym – bez różnicy), walka z wielkim smokiem/krakenem/bossem jest nieunikniona 🙂 Chociaż jest szansa, że MG raczej inspirował się H.P. – w ‚Dark Corners of the Eearth’ była podobna scena, gdzie bohater musiał się kurczowo trzymać relingów, żeby nie wypaść za burtę w odmęty wzburzonego morza, kiedy to Dagon atakował statek. Tylko Dagona nie dało się zabić, bo ma 1mln k 10 wytrzymałości i zadaje obrażenia typu ‚śmierć’ 🙂

    Nie wiem, jak reszta, ale ja czułem realne zagrożenie ze strony tego potwora i bałem się o życie swojej postaci. Bardzo fajnie.

    A co do stosunku Octaviusa do Flavii i jej talentów – wykraczanie poza granice możliwości ciała ludzkiego, to nie jest cel Mechanicus. Machanicus wyznają Boga Maszynę, więc dążą do wiedzy i stania się właśnie jednym z duchem maszyn. Imperator posiadł kompletne zrozumienie technologii (no i właściwie sam jest cyber-zombie) i dlatego uznają go za jedno z wcieleń Omnisjasza.

    Samo obcowanie z Warpem, z którego Flavia czerpie moc – no to, to już bardziej osobiste doświadczenia Octaviusa. Ma z Osnową dość niemiłe wspomnienia. Ale o to, to już można pytać IC. W każdym razie, Octavius nic osobiście przeciwko Flavii nie ma, jest częścią jego wojennej bandy i ryzykował wysadzenie się w powietrze, żeby ją ratować.

    Tatuaż mam nagrany. Ktoś ma zakazaną więdzę?

    Polubienie

    1. No ba że się podobała. Toksyczny ocean postapo(!), mój pierwszy Kraken, kontuzja, pustak w opałach, czyli OP kradnie show nawet bez fireballa, a na koniec wielbi całą drużynę (normalnie walentynki) A tak serio, tak, miała fajne momenty i budzące ciekawość szczegóły. Jako gracz (bo postać cóż…) lubię rozkminiać to w jaki sposób taki npc coś powiedział i co się może za tym kryć, zwłaszcza w przypadku tajemniczych Dwóch i podejrzanie uprzejmej Octavii. Czy myślałam że na tej sesji dopłyniemy? Tak, myślałam że klepniemy nawet aukcję. Ale im dłuższa przygoda, tym lepiej :3

      Kumam postawę mechanicusów i Octaviusa, oczywiście, jako gracz ją nawet podzielam jako fascynatka transhumanizmu, w kwestii postaci mogę tylko powiedzieć, że do tej pory uważawszy mechanicusów za odpały i pogan, mając takich w drużynie z jednej strony usilnie się do nich dystansuje, z drugiej coraz częściej szuka nici porozumienia, i ta interpretacja poglądów to właśnie taka próba. 😉 Octavius nie daje się na razie jednoznacznie przypisać do któregoś bieguna (odpał/przyjaciel) a Sabant sprawnie te bieguny zmienia xD Super sytuacja. 😀
      IC na pewno kiedyś spróbuje popytać.

      Tak, ja mam jakąś mierną, ale nieujemną wiedzę tajemną.

      Polubienie

    2. Co do poczucia zagrożenia, mnie towarzyszyło ono dosyć długo. Wcześnie zużyłam dwa fate pointy czy jak to się tu nazywa, a wiadome było że potyczka dopiero przed nami. Potem były potrzebne drugie dwa. Ale bez koła ratunkowego w finale było bardziej emocjonująco. Dominacja wydawała się jedyną opcją, a to był trudny test i bez przerzutu. Gdyby nie wyszedł, kolo naciskał spust i tyle xD Wcześniej u krakena uniki tylko na 01, hpków 10, przeciwnik 200m i 100 ton, to się musiało źle skończyć 😉 Fajnie wyszło.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s