[kampania DH odc.12] have a little priest

Wyściskani bohaterowie pod przewodnictwem Octaviusa zajęli się czyszczeniem miejsca jatki, chociaż nie wiem po co. Garak powrzucał do pieca wszystkie odrąbane nogi i ich właścicieli, lecz opasłe truchło eklezjarchy już się nie mieściło, więc postanowił je poćwiartować. Podczas tej czynności w pewnym momencie skrzyżował spojrzenie z… wytatuowanym okiem Tzeentcha na ciele trefnego kapłana, co wlało w jego umysł szaleństwo. Widząc jak w przypływie obłędu wyżywa się na swoich oczach jakby próbował wydrzeć z nich plugawy obraz, telepatka chciała odjąć mu wspomnienie widoku powodującego tę reakcję. Niestety jedyne co osiągnęła w stresującym momencie, to wywołanie pola, które namieszało mechanicusom w obwodach. Niepewna czy ich nie zabiła popsuła, obserwowała ich, kiedy tymczasem reszta akolitów robiła dobrą minę do złej gry, próbując spławić zainteresowanie przybyłego właśnie bosmana. Wyraziwszy zdumienie, że zniknęli z pokładu jak tylko Kraken padł (no, bo pewnie powinni byli tam zostać i czekać aż ich fala kwasu zabierze…) bosman kazał im wracać do kajut.
O świcie zawitał do nich kapitan, strzępiąc język w kurtuazyjnej pogadance z Parteosem na temat wdzięczności za ocalenie statku wraz z dwoma najemnikami. Serio, ciekawe jak pomogli, pewnie trzymali statek. O, mechanicusy działają! Uf. Kapitan obiecał że poczeka na wyspie, aż akolici będą gotowi wracać tym połamanym gratem… Parteos wyraził najbardziej kurtuazyjną radość i zapewnił swoją pomoc w poszukiwaniach nagle zaginionego eklezjarchy. Wyraźnie sztorm i Kraken tylko dla Flavii były wystarczającym uzasadnieniem zniknięcia. Kapitan z jakiegoś powodu ewidentnie podejrzewał akolitów o udział w zaginięciu pasażera. Octavius uratował sytuację, kiedy nakłamał, że ostatnio widzieli kapłana z najemnikami w mesie. Ulepszyłam go. Ekstra. Muszę to poćwiczyć.

Kiedy drugi z drużynowych adeptów mechanicusa udał się z kapitanem leczyć rannych, reszta dokonała entuzjastycznego włamania do kajuty eklezjarchy. Właściwie to myśmy tylko stali, a włamywał się Octav. Rozbroił w ostatniej chwili pułapkę na drzwiach, przeszukał kajuty, nawet mi pozwolił, odnalazł jakąś szkatułkę z pułapką, nic poza nią. Dłuższą chwilę wydawał się rozdarty co do tego, czy maskując swoje działania nastawić z powrotem pułapkę na drzwiach. Wkrótce miał tu bowiem swoje śledztwo przeprowadzić kapitan z tymi bohaterskimi najemnikami. Decyzję pozostawiono samemu Octaviusowi, a ten postanowił ocalić drugą ekipę od przykrej niespodzianki. Kiedy akolici wrócili do kajuty, Parteos został, by z ukrycia przyjrzeć się śledztwu kapitana. Ten pojawił się wraz z bosmanem i najemnikiem, ale niczego ciekawego nie znaleźli, a bomby na drzwiach otwieranych do zewnątrz nawet nie zauważyli. Tyle w kwestii profesjonalizmu zarozumiałych najemników.

W tym czasie Octavius rozbroił zabezpieczenia szkatuły i otworzył ją. Okazała się mechanizmem. Jej mozaikowe elementy ułożyły się w symbol z tatuażu eklezjarchy, po czym otworzyły, formując podobiznę jakiegoś ptaka, który wykrakał nagraną wiadomość.

Pozdrowiony niech będzie ten, co odmienia drogi. Zmienny Teradiksie, wiatr przywiał pieśń, a jej dźwięk odpędził sen. Czas wyruszyć w ciemną noc. Ku pordzewiałym wieżom i cuchnącej wodzie. Żelaznogęby zawył ku księżycowi. Wiele potworów usłuchało. Monety brzdęk i śmierci krzyk będzie się niósł nad ognistą dziurą. Nie śpij ty w drodze i miej się ku przestrodze bo zębate są bestie i straszne. Maluczkiś ty między potworami. Echo ich kroków niesie się w nocy, nie dając spać tym, co słuchają. Wiatr zmian wieje i trzeba czuwać. Prezent błyszczący będzie czekał tam, gdzie zawsze. Wróć z tym, ku czemu skłania się serce tego, który stąpa nad naszymi głowami. Jego odbicie jest nam niezbędne. Ale jeżeli wystrzelisz myśl ku niebiosom, jeżeli zdobędziesz gwiazdę z nieba, to może uda się przywieźć jakiś skarb tylko dla nas. I pamiętaj, że żelaznogęby ma wiele twarzy. Nie każda jest żelazna. Niech cię trzyma w opiece strażnik wszystkich tajemnic.

Wygłosiwszy posępne zagadki, ptak złożył się z powrotem w szkatułkę i zapadła cisza. Psioniczka na ile się orientowała, i nie bała do tego przyznać, objaśniła, że odmieniający drogi to jedno z imion Tzeentcha, którego symbolem było oko z tatuażu kapłana, zaś strażnicy tajemnic to jego najpotężniejsze demony. Pytanie Garaka czy owe demony dadzą się zabić zawisło w powietrzu bez odpowiedzi.

W mesie tymczasem Parteos sprawdzał kto wyszedł cało ze sztormu. Choć nie było widać młodego uczonego z księgą, przy stole gościła się Octavia Nille. Niestety kiedy hierofanta skierował się w jej stronę, drogę zaszedł mu jeden z najemników, domagając się rozmowy. Wahanie Parteosa co do priorytetów obraziło panienkę, i nawet kiedy ostatecznie wybrał ją, nie omieszkała okazywać focha. Uczyniła parę sondujących reakcję uwag, a to o braku służby u boku rozmówcy, a to o jego niesamowitych walorach i podejrzanej wprawie, z jaką rozprawił się z krakenem, a to zaginięciu eklezjarchy. Mimo wprawnego udawania niewiedzy przez Parteosa, od razu założyła, że to ich należy wiązać z zaginięciem. Oceniła to jako dobry rozwój wypadków, bo miała konkurenta mniej. O siebie jakoś w ogóle się nie zaniepokoiła. Proponowała też Parteosowi by polikwidował paru innych, których to mieli wybrać podczas spotkania na wyspie.

Kilka stolików dalej na swoją kolej czekali dwaj najemnicy. Parteos zawczasu włączył komunikator, by jego towarzysze wiedzieli, co się dzieje. A ci zachowali się dość przewidywalnie, bo po raz kolejny orzekli że pora kończyć maskaradę, bo akolici nie są tymi, za kogo się podają. Krócej: dobra, próbowaliśmy ale nadal nie wiemy o co tu chodzi, powiedz nam, bo czujemy się jak debile. Jego kompan zdecydował się wyłożyć karty, mówiąc że są łowcami nagród z Melfi na usługach jednego z inkwizytorów ich sektora, i od kilku miesięcy polują na obcego. Oczywiście to był moment, w którym Parteos miał westchnąć z ulgą i powiedzieć „uf, ja też jestem z inkwizycji, możemy wymienić wiedzę”, ale na szczęście popisał się polotem i powściągnął język, bardzo ich rozczarowując. Zareagowali frustracją, wyrażając domysł wprost, ale kapłan umiejętnie przekonał ich że się mylą, przemilczając jednakże swoją rzekomą prawdziwą tożsamość. W końcu odpuścili, zarzekając by nie przeszkadzać sobie nawzajem w celach na wyspie, o których nic nie wiedzieli. Dlaczego pomyśleli, że ktoś z rzekomej inkwizycji miałby im przeszkodzić w wykonaniu zadania dla inkwizycji i to jeszcze w zbożnej misji zabicia xenos? Węże, ot co… Z drużyny, która w międzyczasie stopniowo ściągnęła do mesy na w razie problemów, najemnicy łaskawie przyzwolili na udział Sabanta w rozmowie. Obcy został określony jako sluagh, podobno miał moc zmiany wyglądu oraz dominacji umysłu. Dało się go rozpoznać po aktywności osnowy. I – co bardzo znaczące – był… dziwny. Istny unikat, oni też są dziwni, zabijmy ich obu. Najemnicy umówili się na spotkanie na przyjęciu, wymienili z akolitami kody do komunikatorów na w razie potrzeby i pozwolili zatrzymać podłożoną pluskwę. Dali nawet dwie gratis. Oczywiście i oni byli z jakiegoś powodu od początku pewni, że to akolici zabili eklezjarchę. Mówiłam że na chuj myć te ściany i zacierać ślady.

Ostatnie dwa cykle rejsu akolici spędzili spokojnie, co w przypadku Siostry oznaczało skryte samobiczowanie się w kajucie. Blady świt trzeciego cyklu ukazał załodze zbliżający się ląd. Wulkan był bardzo wysoki, oklejony bazaltowymi zabudowaniami, do których podróż z portu zapowiadała się na długą i męczącą. W połowie wysokości majaczyła duża brama głównej świątyni. Opuściwszy ostatni z przybyłych na aukcję sześciu okrętów, po raz kolejny mieli okazję rozmówić się z kapitanem o zwycięstwie tego rejsu oraz stratach, jakimi zostało ono okupione. Drużyna straciła sześciu ze swych najętych w kopcu tragarzy.

Aura wyspy była ciężka, słodka i obiecująca (obiecywała głównie pylicę i\lub śmierć). Przybysze witali ją z nadzieją na udane transakcje, ze smutkiem z powodu pożegnania zmarłych, z ciekawością obcego miejsca, z kombinezonem survivalowym zapiętym po czubek głowy… Port gwarny był rozmowami wielu przedsiębiorców przemysłu pogrzebowego oraz podróżnych. Typowym środowiskiem byli tu balsamiści i podobni kosmetycy zmarłych, kamieniarze, płaczki z wytatuowanymi łzami, popielarze itp osoby, bez ustanku próbujące pozyskać klienta i z jakiegoś powodu dotykające wszystkich przechodniów szarymi dłońmi. Siostra Bianka postraszyła ich, aby tego zaprzestali. Co wyżsi akolici zdołali wypatrzyć ponad tłumem żałobny kondukt ludzi w porcelanowych maskach, zbierający od tutejszych ukłony szacunku. Garak, cieszący się bardziej praktycznym spojrzeniem na świat, nie baczył na maski, tylko dostrzegł coś innego. Z jednego z okrętów wyładowywano duży, ponad trzymetrowy sarkofag. Dźwigało go dwudziestu zakapturzonych, między którymi żołnierz wypatrzył ciemnoskórego osiłka. Ewidentnie rozpoznając w nim kogoś ze swej przeszłości, zawołał go dziko imieniem Bashakh, po czym wyrwał przed siebie dobywając topora i roztrącając tłum, zaczynający mu z wolna przezornie ustępować. Część towarzyszy rzuciła się za nim, by go powstrzymać mu pomóc. Rozsądna i anielska Bianka naciskała Flavię, by ta zdominowała umysł Garaka i rozkazała mu natychmiast wracać. Było to nie do pomyślenia. Telepatka nie chciała występować przeciw Garakowi, nie chciała też pozbawiać go ewidentnej zemsty, bo kto w taki sposób leci się witać, nie chciała nawet w ogóle używać mocy, bo intuicja podpowiadała jej, że w sarkofagu ukrywa się tajemniczy xenos wyczulony na ruch osnowy. Intuicja zwykła jednak łgać mistyczce jak pies, a jej właścicielka wciąż dawała się jej nabierać na nowo. W końcu Bianka błysnęła, argumentując Flavii, że obstawa sarkofagu zabije Garaka. W międzyczasie jednak Garak zarąbał trzech zakapturzonych prawie się nie zatrzymując, co trochę deklasowało argumenty zakonniczki. Któryś z zakapturzonych uderzył silnie bronią w leżący sarkofag, co nie mogło wróżyć niczego dobrego. Obstawa sarkofagu zabije Garaka, jeśli nie przestaniesz mi truć i dasz mu pomóc. Rudowłosy stał, rozglądając się za swym celem, lecz ten zdążył już zbiec. Zemsta, czegokolwiek by nie dotyczyła, straciła szanse powodzenia i mistyczka zwątpiła w sens szukania jej na oślep. Jednak żeby nie tłamsić woli towarzysza, zdecydowała jedynie pozbawić go wspomnienia widoku sprzed chwili, który go tak rozsierdził. A potem mu wyjaśnię. Może mnie nie zabije.

Garak stał pośród trójki rozprutych toporem ofiar, nie wiedząc skąd się wzięły i co się dzieje. Ponieważ szef zakapturzonych wyszedł i pogroził topornikowi, telepatka spróbowała pozbawić wspomnień zajścia i jego, choć było to daremne, przy ilości osób jaka mogła mu wszystko opowiedzieć. Ale hej, zamęt to zamęt. Jej próba spotkała się z niespodziewaną, nieznaną jej blokadą mentalną.

Porcelanowi uczestnicy konduktu chyba nie byli żałobnikami, bo otoczyli akolitów od tyłu. Sabant wzleciał ponad wszystkich na swych odrzutowych butach i zabrał skołowanego Garaka ze sceny, a była to scena gęstniejącej farsy, z wieńczącym ją teraz technokupidynem wlekącym oszalałego berserkera o wypranym umyśle przy akompaniamencie drącej szczękę serwoczaszki strażników, która nakazywała im natychmiast zstąpić na ziemię pod groźbą dalszej zadymy. Tę oto nieciekawą chwilę Sabant wybrał sobie na uświadomienie Garakowi, że ten widział w dole kogoś o imieniu Bashakh. Topornik zaczął się miotać by się uwolnić z metalowych łap, aż w końcu chirurgon dziabnął go zastrzykiem usypiającym i toporzysko wyleciało z pięści dzierżącego na ziemię. Nie mogący się dowołać posłuszeństwa porcelanowy stróż prawa przyzwał na interwencję serwitory bojowe, które w oddali wypatrzył Octavius. Flavia, skoro już i tak naruszyła osnowę, porwała się na próbę dominacji latającego medyka, by ten usłuchał straży, zanim otworzą do niego i jego sflaczałego pasażera ogień. Nie miała nawet pojęcia, zwyczajnie nie zauważyła, jak dużo w porcie było posągów. Jak momentalnie ludzi zgromadzonych w tym miejscu otoczył widok rzeźb i obrazów płaczących krwawymi łzami. Bo oczywiście coś poszło nie tak. Nieudana próba zaowocowała anomalią, którą psioniczka skwitowała ku Biance jako efekt tego, do czego ta cały czas ją namawiała. Siostra niepocieszona była, że towarzyszka zrobiła to dopiero teraz. Serio, spójrz dookoła, co za różnica kiedy… Strażnik na ten widok popadł we wściekłość, wyrzucając z siebie w najwyższym stopniu ostrzegawczy bełkot, który jakkolwiek złowróżbnie by nie brzmiał, zwyczajnie blakł wobec innego odgłosu: sarkofag gwałtownie odrzucił swoje wieko.

No i xenos się wkurwił.

Na krawędzi sarkofagu zacisnęły się metalowo okute łapska wychodzącego lokatora. Stalowy rogaty hełm uniósł się na wysokość trzech metrów, kiedy jego właściciel stanął wyprostowany i spojrzał w dół na ludzi z mrocznym śmiechem na ustach. Nie był to xenos, bynajmniej. Ale czy polepszało sytuację to, że był astartesem ze zbuntowanych legionów? Nniespecjalnie…?

Kroczył ku akolitom, popisując się wielkim toporzyskiem, a jakby tego było mało, u jego boku czekał bolter. Flavia gotowa była negocjować, ale trzy ogniowe kule w ogóle go nie przekonały. Rozpłynęły się po nim jak majowy deszcz, i w podobny sposób go połechtały. Z rechotem i nienawistną pasją wyzwał mistyczkę od pomiotów Tzeentcha, znowu ściągając na nią niezawodną podejrzliwość drużyny. Zaatakował.

Szybkość trzymetrowego przeciwnika była o wiele za szybka dla ponad połowę niższej kobiety, by ta zdołała utrzymać dystans. Kiedy Octavius skanował pancerz przeciwnika w poszukiwaniu słabych punktów, a Parteos przymierzył się by dobrze wycelować w broń astartesa, ten chwycił psioniczkę za szyję i uniósł ją jedną ręką w górę, tylko dzięki szczęśliwie uruchomionej osłonie nie łamiąc jej karku na miejscu. Siostra Bianka również popróbowała na przeciwniku swej broni, z podobnie mizernym skutkiem. Wtedy wyskoczył skądś otrzeźwiony przez Sabanta Garak i w słusznym gniewie przytępił odnaleziony topór na niepokonanym pancerzu buntownika, aż ten odrzucił mistyczkę na glebę. Kiedy Sabant cichcem skanował wroga w poszukiwaniu elektroniki, którą można by sabotować, astartes przywalił Garakowi w głowę, ogłuszając go i niemal pozbawiając nosa. Niezłomna Bianka nie przestała okładać przeciwnika mieczem, zaś mistyczka, nie znając się kompletnie na pierwszej pomocy, i pokładając całą nadzieję w niezawodnym Sabancie, jeszcze spróbowała przypalać astartesa, bez widocznego skutku. Octavius, mający później okazać się bohaterem tego dnia, pobiegł ku portowemu dźwigowi, powziąwszy zamiar zdjąć wielkoluda hakiem i wrzucić do morza. Walka była bardzo nierówna. Ledwie poratowany pacjent Sabanta wyrwał od razu na dziko, mściwie rąbiąc w przeciwnika. I choć bolterowe pociski Parteosa wreszcie spowodowały konkretniejsze dziury w pancerzu zbuntowanego legionisty, Garak oberwał tak, że padł prawie martwy, przelatując nad mistyczką. Wtedy jednak na przeciwnika spadł ciężki hak dźwigu Octaviusa, przygwożdżając go do ziemi, a gdy wśród złorzeczeń pokonanego jego hełm potoczył się z głowy na chodnik, telepatka wypaliła mu skalp popieląc głowę, bardziej dla zasady i zemsty, niż z potrzeby, bo przeciwnik już w rozpoczętym monologu uznał swoją śmierć.

Akolici spieszyli do kryjówki wskazanej przez przyglądającego się wszystkiemu obcego. W jego domu położyli rannego na stole, by mógł zająć się nim Sabant. Flavia obawiała się pomagać, przy tym ile złego od dłuższego czasu wynikało z jej pomocy. Przyglądała się jednak poczynaniom cudotwórczego w swym fachu chirurgona.
Gospodarz tymczasem częstował gości pełnym dezorientacji słowotokiem. Nazywał się Merryweather, naprawdę, więc jednak ironia losu… i przede wszystkim chciał wiedzieć, co się stało w porcie. Jednocześnie poprawiał rozmówców, wyraźnie wiedząc dokładnie co się tam stało. Mówił, że jest kontaktem inkwizycji, i że spodziewał się lepszych agentów. Oddziału, albo jakiegoś astartes. Uwagę że własnie pokonali astartesa puścił mimo uszu. Tak więc był ciekaw co się stało, ale wszystko wiedział lepiej. Był pod ogromnym wrażeniem ich sukcesu, ale spodziewał się kogoś lepszego niż tacy słabeusze jak oni. I, co jeszcze ciekawe, był kontaktem inkwizytora, ale nie Tiberiusa Horna, tylko Silasa MaraCzłowiek zagadka. Najbardziej mnie ciekawi czemu po uratowaniu miasta musieliśmy spierdalać przed jego władzami. Ale co kraj to obyczaj, mówią.

Pięćdziesięcioletni szpieg w tradycyjnym tutaj czepku miotał się bezradnie pośród domysłów i obaw, jak teraz tak rozpoznani publicznie akolici wezmą udział w aukcji. Posyłał ich do świątyni na przyjęcie by przyjrzeli się przedmiotom aukcji i uczestnikom. Jego zdaniem Wielki Spopielacz Grell widział, że to akolici zaczęli, kiedy Garak zarąbał zakapturzonych. Aukcja była jego inicjatywą, Grell jako szef wyspy był organizatorem tego wydarzenia. Kiedy Merryweather wyszedł na kilka godzin zorientować się w sytuacji, drużyna miała czas ochłonąć, odpocząć i wylizać się trochę z ran.

Octavius zajął się pisaniem raportu o napotkanym astartes i statku, którym przypłynął on w sarkofagu na wyspę. Wyraził nadzieję, że jednostka zostanie zbombardowana, albo chociaż zatrzymana w inny sposób. Po odzyskaniu przytomności, Garak został zasypany pytaniami o Bashakha. Wyznał, że to jego brat. Na ich rodzinnej planecie prowadzono walki o wyłonienie Niebiańskiego Wojownika, obecnie uznawane przez żołnierza za heretycki ceremoniał. Tak się złożyło, że on i jego brat, Bashakh, spotkali się stając przeciwko sobie w finale takich zmagań. Wówczas brat za pomocą trucizny zapewnionej przez ojca próbował w nieczystym zagraniu pozbyć się Garaka. Tylko pomoc matki uratowała mu życie. Feralne wspomnienia liczyły już kilkanaście lat. Teraz trudno było Garakowi uwierzyć, że w tłumie pobiegł właśnie za niewidzianym tyle czasu zdrajcą. Pomoc zaproponowała mu Flavia, która choć nie mogła oddać wymazanego wspomnienia, mogła przez kontakt telepatyczny przekazać mu, co z wydarzeń widziała sama. Kiedy monitorujący stan pacjenta Sabant wyraził zgodę, nawiązała kontakt.

Przygotowywaniem kłamstw i przebrań na przyjęcie zajął się Parteos, dyskutując różne ewentualności z Bianką i Octaviusem. W międzyczasie wrócił do nich gospodarz, zeznając, że na wyspę przybyło dwóch gwiezdnych kupców, Rubio z Osmandiusa i Magier Marschreck oraz kilku uczestników aukcji jak np Nonesuch. Przygotował trochę akolitów na to, czego mogą się spodziewać, i ponaglił ku wizycie w świątyni.

Wyszedłszy, wpadli prosto na Grella z oddziałem. Złotousty Parteos związał go rozmową, ale trafiła kosa na kamień. Kapłan opowiedział prawdę Grellowi, że jego towarzysz chciał dopaść osobę odpowiedzialną za traumatyczną utratę jego rodziny oraz jak się szybko okazało, przemyt zbuntowanego astartesa, który mógłby zniszczyć miasto. Ale Grell nie przyjął tego tłumaczenia. Śmierdział winą na kilometr. Kto nie jest w stanie przyjąć prawdy, pracuje nad jej alternatywną wersją. Grell upierał się przy groźbie ukarania Garaka, więc trzeba zlikwidować gościa, więc Parteos zgodził się na wymaganą łapówkę czterech milionów orłów (łaskawie podniesioną przez Grella o milion za pierwszą odmowę). Zapłatę pożarła przygotowana już skrzynka porcelanowych. Kto w ogóle zakłada takie głupie maski, to już nawet Tormentius jest praktyczniejszy. Ale jeśli tak wygląda oblicze lokalnego prawa, nic dziwnego że się je tu ukrywa.

Świątynię pstrzyły rzędy posągów o sylwetkach świętych, otoczonych blaskiem lawy. Wszędzie krzątali się popielarze. Jeden z nich otworzył przybyłym przejście przez postument, za którym schody poprowadziły ich w dół ku okrągłej, dwustumetrowej sali. Była zastawiona stołami. Dał się wypatrzyć Grell, Octavia, młody uczony, jakiś malowany laluś w bufiastym stroju i drugi, z wilczą skórą na ramionach. Akolici otrzymali infoczytniki z opisem towarów, które trwały ukryte za polem siłowym.

Księga Niespętanych – Oprawiona w skórę obcego pochodzenia księga zawierająca zapiski w archaicznym, trudnym do zidentyfikowania języku. Insygnia na okładce wskazują jako autora przedstawiciela dawno wygasłego rodu kupieckiego Haarlocków. Dokładniejsza analiza trudna do przeprowadzenia z uwagi na potrzebę przeprowadzenia szerokich badań językowych.

Krwawe Pieczęcie – Dwie, wykonane z platyny pieczęcie rozmiaru ludzkiej dłoni. Obie pokryte drobnymi krwawymi plamami. Na obu wygrawerowano wizerunek Orła ściskającego klucz w szponach. Datowany czas powstania – prawdopodobnie 36 millenium.

Srebrny klucz, pochodzący z nieznanego świata ludzkiego, z wygrawerowanym na piórze napisem w języku Wysoko Gotyckim – “Poprzez bramę klucza do królestw snu, gdzie nawet śmierć nie dotrze.”. Przedmiot datowany na 37 millenium.

Psałterz Szarego Pielgrzyma – Wykonany z drewna i metalu nieznanego pochodzenia tubus, wypełniony pergaminami ze skóry xenos, zawierającymi nieodczytane gwiezdne mapy, opisujące nieznany region galaktyki. Możliwe, że jest to część galaktyki nie zbadana przez człowieka, lub fragment wszechświata poza galaktyką człowieka.

Strzaskana skorupa – Fragment napierśnika pancerza Adeptus Astartes nieznanego zakonu. Pancerz nosi na sobie znamiona użytkowania i liczne uszkodzenia. Pochodzi prawdopodobnie z 36 millenium. Możliwe związki z 21 fundacją Adeptus Astartes.

Obsydianowa statua – Półtorametrowa rzeźba przedstawiająca obcą istotę ubraną w proste szaty, ściskającą w szponach księgę z symbolami w nieznanym języku xenos. Wiek i pochodzenie – nieznane.

Kryształowy wypalacz jaźni – Broń pochodzenia xenos atakująca układ nerwowy ofiar. Wskazana jest absolutna ostrożność z uwagi na nieokreślone zasady funkcjonowania. Pochodzenie prawdopodobnie Eldarskie.

Stara szmaciana lalka – Prymitywna, szmaciana lalka, pozbawiona rysów twarzy, o wielkości około 40 centymetrów zamknięta w szczelnym, szklanym pojemniku. Przedmiot wykazuje silną aktywność psioniczną. Wskazana jest daleko posunięta ostrożność z uwagi na możliwą ingerencję osnowy.

Maska człowieka bez twarzy – Maska przygotowana dla człowieka ze stopu nieznanych metali. Jej wnętrze wypełnione czujnikami pradawnej technologii. Prawdopodobnie pochodzi jeszcze z czasów poprzedzających Wielką Krucjatę.

 


Emocjonująca sesja, którą wspominam jednak dosyć neutralnie. Z jakiegoś powodu pojawiło się sporo bałaganu, a wiadomo że Chaos na sesjach Dark Heresy jest przeciwnikiem, a nie sojusznikiem 😉 Wystąpiły lokalne i przelotne niezrozumienia sytuacyjne, każdorazowe językowe kiedy padały nowe imiona (Bartek zapowiedział porzucić generator serwujący magyarskie Shreki i podobne hece), problem w przekrzyczeniu swoich deklaracji ponad pozostałe wirujące (ja np dwukrotnie ogłaszałam że jak będzie spadał toporek flaczastego Garaka to próbuję łapać/pokierować go telekinezą).

Totalnie nie mam pojęcia jak brzmiały imiona npców, bo były tak dziwaczne że towarzyszyło im sporo rozbawienia więc nie chcąc dopytywać po 10 razy po prostu zapisałam tzw cokolwiek. Nie wiem kim jest Nonesuch, to był moment największego gwaru, wpisałam go również jakkolwiek i gdziekolwiek. Poprawiajcie jak coś.

Podoba mi się względna tajemniczość npców, każdy ma coś dziwacznego. Jeden przeczy sobie, drugiemu mienią się w oczach bohaterowie, trzeci ze swoim chłopakiem próbuje Poznać Prawdę o nas, czwarta udaje że flirtuje by Parteo pozbijał dla niej konkurencję a potem sam się powiesił, piąty Król Porcelanowych Fajansów doi „za jeden uśmiech” prawie całą naszą kasę, i tylko ten cudowny młody człowiek z nosem w książce, który ma na wszystko wyjebane, jak ja go kocham, on pewnie odpierdoli coś na koniec i nie będzie co zbierać, ale na razie jest super, jest taki normalny, a poza tym go jakby nie ma, to jest takie budujące. Ciekawe co kupi.

Jestem trochę na rozdrożu, bo nie wiem jak grać psionika który dżi może bo wszystko kończy się skandalem albo krzywdą teamu. Bartek uważa to za problem postaci i proponuje odegrać rozmowy ic, już ja to widzę, ale cóż, być może pochwalam, choć czy to się jakimś zgonem nie skończy też nie mogę obiecać. Ale do soboty coś postanowię. Jestem pewna że i tak nie będzie widać żadnej różnicy.

Octav bohaterem odcinka! ❤ 🙂 Julu, ogromnie mi się podobało niemechaniczne rozwiązanie. Bardzo fajny pomysł ^^

Bardzo się cieszę, że Adam doczekał się wątku postaci, bo w Quarr nie zdążył 😉

Miałam skojarzenie ze Sweeney Toddem, jak wrzucaliście do pieca te nogi i trupy, to bardzo mi się podobało. Stąd moja dedykacja:

I tutaj odnotuję, że na tej sesji MG, którego to nawiasem było święto, przyznał wprost, że nas nie docenił*. Tru tu tu tuu! Wreszcie! Fanfary.

*) Nie, to nie był komplement…

Miałam jeszcze wypisać pytania i wątpliwości mechaniczne, ale wiecie w sumie to już mi się nie chce, naklikałam się za wszystkie czasy. Ale mam nadzieję, że tekst z audio Wam się przyda.

Reklamy

6 myśli na temat “[kampania DH odc.12] have a little priest”

  1. Jeżeli jesteście zmęczeni kampanią, to możemy ją skończyć, albo przerwać. Przepraszam jeżeli wyszło dość chaotycznie, ale faktycznie pewnych wydarzeń nie przewidziałem.

    Polubienie

      1. Czuję pewne zmęczenie materiału stąd i pytanie. Zresztą faktycznie sesja wyszła tak sobie. Nic na siłę.

        Polubienie

  2. nie chcemy przerywać kampanii, weź odpuść takie pomysły :p mi sie podobało (chociaż faktycznie, było chaotycznie 😉 )

    ps. Biance też wszedł słuszny gniew w astartesa chaosu, nie waliła bez sensu 😦

    Polubione przez 1 osoba

  3. Jestem kategorycznie przeciwny kończeniu kampanii urywając ją w randomowym momencie !
    Był chaos na sesji, ale wynikał z improwizacji w odpowiedzi na nasze działania. To myśmy odwalili niesamowitą akcje na wejściu w nowym miejscu, więc Bartku nie bierz tego do siebie – przyjąłeś chaos na swoją klatę i go wystałeś 😉

    Inna sprawa że bardzo brakuje mi czasu „przy ognisku” – takich pogadanek IC między graczami. Każdy ma jakieś przemyślenia, plany, intrygi, knowania, tajemnice, przeszłość – to wszystko można zaakcentować, nadać nową jakość i dynamikę w relacjach wewnątrz drużyny 😉
    Chyba że Wam nie zależy na takich rzeczach podczas kampanii ?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s