[kampania DH odc.13] Ja. Parteos.

A zaczęło się tak fajnie… polityka zostawiona złotoustym, ucztum przy stole w doborowym towarzystwie, śledziła swe przedśmiertne flesze psioniczka, te miniaturowe krakenki na talerzach (że też chciało się komuś takie lepić), chociaż potem Garak zatruł się, i spotkał w kiblu tego zamachowca, i… w sumie nie, zaczęło się też chujowo.

Rezolutnie zostawiając dwójkę swoich zadymiarzy przy stołach z ustami zapchanymi jedzeniem, akolici ruszyli na obchód po sali pełnej gości. Parteos powziął zamiar, by przed każdym z prezentowanych aukcyjnych fantów robić sceny ogromnego zainteresowania, podczas gdy Bianka, grająca jego ochroniarza, miała obserwować reakcje zebranych. Kiedy hierofanta zachwycał się tubusem z mapami, niemal napadł na niego podpity jegomość w wilczych skórach. Zatrzymał się na klacie Bianki, która wycedziła do niego parę ostrzeżeń i odpuścił. Zanim jednak to zrobił, wygłosił żarliwe zapewnienie, jak bardzo zależy mu na mapach, a nawet wprost że są jego, i nie należy stawać mu na drodze do jego marzeń, bo „nic go nie powstrzyma, ni kosmos, ni czas (…)” Poeta w wilczej skórze normalnie. Powinien zacząć pisać, przynajmniej jak się nachleje, pomyślała ucztująca, biernie łowiąc rozmowę z komunikatora. Magnetobuty. Ładne. Gdzie dostałeś? Po cholerę założyłeś je na przyjęcie na lądzie? Musisz mieć coś z głową, albo wyjątkowo chytry plan, prawda? Bianka uzmysławiała tymczasem napastnikowi jak negatywnie zaprezentował się w oczach gości, ostatecznie zniechęcając go do dalszych popisów dyplomacji.

Do zadowolonego z siebie Parteosa podeszła ze swoją świtą Octavia Nille, witając się upazurzoną cybernetycznie dłonią. Jęła wypytywać o poprzedniego rozmówcę, nazywając go łowcą bestii i piratem. Była ciekawa również drugiego z kapitanów wolnych kupców. Ten, ufryzowany, wymalowany i wystrojony na potęgę, stał obwieszony nierozpoznawalnego wzornictwa złotem i cieszył się imprezą. Uprzedzała, że bywa nieprzystępny i trudno będzie z nim porozmawiać, ale nalegała by Parteos postarał się o tę rozmowę. Octavia nie odpowiadała na pytania Parteosa o upatrzony artefakt, zadawała jedynie własne. Stwierdziła, że należy się pozbyć „dzikiego” kapitana, którego przy każdej sposobności mieszała z błotem. Ciekawe po co, skoro rzekomo nie chciała jego map.

Nie tracił czasu także drużynowy śledczy. Octavius sprawiał wrażenie łatwo odnajdującego się na takim spędzie. Obserwując gości zorientował się, że jeden z nich unika spożywania przekąsek. Był to dosyć szary, ale elegancki osobnik, pogrążony w uprzejmej konwersacji z kimś stojącym blisko potrzaskanego napierśnika astartes z 36M. Wydawał się pogodny, mimo mimiki ubogiej, jakby nie miał pełni władz nad mięśniami twarzy. Przedstawił się jako Nonesuch i z zainteresowaniem wypytywał Octaviusa o Adeptus Mechanicus.

Chorującego od pewnego czasu w toalecie Garaka, w drodze powrotnej napotkała serwoczaszka z wiadomością od Merryweathera. Ponieważ przekaz był zaszyfrowany, żołnierz postanowił odszukać Sabanta lub Octaviusa, by go odczytali. Z jakiegoś powodu potknął się, mimo że korytarze akurat opustoszały. Podnosząc się ujrzał nad sobą obcego w porcelanowej masce, z przygotowaną strzykawką. Zabił go na miejscu, oczywiście zabrawszy topór ze sobą do kibla. Kiedy wreszcie ukrył trupa za paprotką czy posągiem, nie kłopocząc się zatrzeć prowadzącej do niego czerwonej trzypasmowej czy też fresków na ścianach, włączył wreszcie komunikator i wezwał mechanicusów. Octavius stwierdził jedynie pozaplanetarne pochodzenie napastnika i zabrał strzykawkę do analizy, zaś Sabant, korzystając z chwili, odczytał wiadomość. Głosiła ona, że uciekający statek, który przywiózł był zbuntowanego astartesa, zawrócił i przybił do brzegu z drugiej strony wyspy. A poza tym akolici mają się streszczać, bo Tiberius ma już dla nich następne zadanie. Pozostało wracać na salę.

Słowotok historyka, przed którym Parteos udawał zainteresowanie pieczęciami z okresu vandirejskiego, wydawał się nieskończony, niczym miłość Imperatora. Był niesamowity. Wystarczyło zadać mu pytanie, naprawdę jakiekolwiek, a on zaraz nawijał o tym samym: pieczęciach, o listach, o heretykach Vandire’a, że może wcale nie byli tacy źli jak uczą na historii, a może mieli trochę racji, więc Flavia z Octaviusem uciekli, żeby mu nie przypierdolić, bo Bianka prosiła by ognisko zrobić dopiero jak pozałatwia dyplomatyczne sprawy. Zresztą, Octavius chciał by telepatka przyjrzała się osnowie wokół tajemniczego Nonesucha. Musiało mu zależeć, bo zawsze jak pytam czy naprawdę mam spróbować, to się zastanawia i zmienia zdanie, ma takie urocze poczucie humoru, ale teraz stwierdził że na serio serio. Flavia planowała tylko minąć wskazanego gościa z Octaviusem, jednak to co wyczuła było na tyle dziwaczne i wyraźnie, że obejrzała się. Niestety, napotykając równie niezdecydowane spojrzenie Nonesucha, który wywęszył w niej mistyka. Pytanie czy to dobrze czy źle. To znaczy, czy to bez znaczenia czy źle. No dobrze, czy to źle czy bardzo źle. Odwzajemnił uśmiech, co przy jego wysilonej mimice wyszło dziwacznie.

Próbując ponownie zgubić się w tłumie, dostrzegli jak Parteos obściskuje się z Rubio. Serio… Kapitan Wolnych Kupców rozpoznał bowiem w nim swego kumpla, Secundusa, który go tu zaprosił. Podobno resztę pozapraszał niepotrzebnie, zwłaszcza Octavię. Rubio był wobec rozmówcy swobodny i poufały. Pewnie porozmawialiby dłużej, gdyby nie dzwon, którym Grell obwieścił koniec prezentacji.

Ponieważ Nonesuch był jednym z pierwszych gości opuszczających salę, akolici zaraz pobiegli za nim, by sprawdzić dokąd się uda. W korytarzu oczywiście zatrzymała ich jego ochrona, twierdząc że pan nie życzy sobie rozmowy. Nie pomogło nawet, że Octavius reklamował się przyprowadzonym kumplem mechanicusem, który mógłby dużo opowiedzieć o ich technologii i kulturze. Akolici zaangażowali w rozmowę przechodzącego historyka, by jakoś się przemknąć lub podłożyć ochronie pluskwę, draby jednak poszły sobie, więc Sabant próbował podrzucić podsłuch historykowi. Mistyczka, przygotowana kompletnie po łebkach, dla której 36M = 36M, i kij że trwało tysiąc długich lat, zaciekawiła się dlaczego uczony tak celuje w te pieczęcie, a nie w napierśnik astartes z tego samego (dla niej) okresu. Ale młody był bardziej drobiazgowy, wyraźnie nie kojarząc tego samego millenium jako tego samego okresu. Sabant korzystał z momentów gadulstwa uczonego, ale zakładanie podsłuchu mu nie poszło. Połapał się w czym rzecz i zaczął w uniesieniu straszyć rozmówców Grellem. Na szczęście uwierzył Flavii, że działają właśnie z jego polecenia i pozostało mu święte oburzenie. Oddalił się pospiesznie. To samo planowała część drużyny, choć Bianka stwierdziła bardzo sugestywnie, że chciałaby odpocząć, po czym jeszcze bardziej sugestywnie, że Parteos też powinien odpocząć. Mistyczka załapała aluzję od razu, zapewniając że nie zamierza przeszkadzać. Po prawdzie to planowała się przejść, zwłaszcza usłyszawszy że odpocząć powinien też Octavius. Kiedy Bianka oznajmiła jej, że i ona powinna dołączyć, prawie się zakrztusiła, nie poznając Siostrzyczki. Ogarnęła dopiero kiedy po kolei wszyscy okazali się „bardzo zmęczeni” i koniecznie musieli się rozmówić.

Obszerny apartament akolitów podzielony był na część dla panicza Gryn-Zollerna oraz izby dla jego świty. Świta w osobie siostry Bianki poczuła się po swojej udanej pracy jako ochroniarz na tyle spełniona, że zaklepała dla siebie wielkie komfortowe łoże kapłana. Ciekawe czy z kapłanem czy bez. Octavius dokładnie przeszukał pomieszczenie, lecz gdy nic nie znalazł, przekonanie o podsłuchu tylko go sfrustrowało. Zarządził naradę w kiblu przy prysznicu.

Parteos zwierzał się towarzystwu ze swojej rozmowy z Rubio. Blondyn proponował Secundusowi namówienie Tormentiusa by zastąpił jakąś swoją usługodawczynię, panią kapitan, właśnie Rubiem*. Nie żeby mieli chody u Tormentiusa. Wtrącając się w dywagacje, telepatka zapytała jak oceniają szanse, że Secundus jest jedną z tożsamości Tormentiusa. Nie rozumiała zaskoczenia towarzyszy. Przypomniała list do Margarethy, że to Tormentius jest prawdziwym organizatorem aukcji, a artefakty pochodzą z jego kolekcji. Secundus organizował gości, informował historyka, zaprosił Rubio. Ptak z mechanicznej wiadomości przekazywał słowa o wielu twarzach Tormentiusa, i że nie każda jest metalowa. Mógł sugerować różne rzeczy. Moc zmiany wyglądu, kontrolę marionetek, elastyczność kamuflażu, czy inne sztuczki. Sabant z Octaviusem dokonali na szybko analizy porównawczej, która wykazała w bardzo efekciarskiej prezentacji, że ci dwaj są bardzo podobni. Z jakiegoś powodu sprawdzili też czy Secundus jest podobny do Parteosa. Był. Nie wszyscy uważali to za zaskakujące, albo nawet istotne, jednak na skutek tego ustalenia powróciła wątpliwość co też mogła skrywać nieznana przeszłość hierofanty. Mistyczka spytała Parteosa czy wie przynajmniej, czy ma jakąś blokadę, traumę czy jego wspomnienia zostały po prostu usunięte. Niestety nie potrafił odpowiedzieć. Garak rozpoczął głosowanie czy telepatka powinna spróbować to sprawdzić. Musiałam to zrobić wtedy, zanim Parteos lub jakiś jego mechanizm psychiczny ogarnie moment i zdąży postawić mur. Nie wiem jak dalej głosowali. Wiem tylko że blokada była silna. Natrafiłam na nią, cofając we wspomnieniach przed Płacz Potępionych. Wiem że coś się stało z osnową, kiedy mocowałam się z blokadą. Ale było to mniejsze zło. Flavia nie widziała, jak mechadendryty Octaviusa Lexa atakują jego własne ciało.

Sala. Pusta, duża. Na statku? Rząd wielkich szklanych tub mieszczących jakieś płyny. Sylwetki. Podchodzę. Tuba. Sylwetka. Człowiek. Szkło. Za szkłem ja. Parteos.

Parteos leżał jak po mentalnej udręce, niekojarzący co się dzieje. Sabant przewiercał telepatkę wyczekującym spojrzeniem. Chciał poznać obraz, pokazać go pozostałym. Flavia dopiero dostrzegła rannego Octaviusa, i gdyby nie to, że siedzieli właśnie wszyscy razem zamknięci w kiblu apartamentu, być może łudziłaby się że to nie wina osnowy. Próba przeprosin rzecz jasna nie spotkała się z entuzjazmem. Octavius miał wszelkie powody być wściekłym, nie słuchając nawet Sabanta wstawiającego się za psioniczką. Chirurgon jednak spokojnie zbywał jej sugestie że kolega wymaga pomocy. Miał swoje priorytety, a w kondycję Octaviusa bardzo wierzył. Parteosowi zaaplikował jakiś uszczęśliwiający znieczulacz i serum prawdy. Przyjął wizję bez specjalnych obaw o kolejne anomalie, chyba niesiony sukcesem oparcia się poprzednim. Kiedy wszyscy oglądali projekcję zrzutowaną przez Sabanta, Bianka nalegała na odpowiedź od Parteosa, czy coś sobie przypomina. Pokręcił głową. Octavius doszedłszy nieco do siebie, naskoczył na mistyczkę za to, co mu zrobiła, nie słuchając wykrętów że to nie ona. Miała się trzymać od niego z daleka. Nie była pewna czy już kiedyś jej tego nie mówił, ale to nie był dobry moment.

Na akolitów czekała morska pogoń za statkiem astartesa. Okręt zorganizowany przez mechanicusów okazał się zardzewiałym kutrem. Nie żeby był jakiś wybór. Kapitan, jegomość z metalową łapą i staromodnym aparatem słuchowym, na marudzenie mistyczki łypnął tylko groźnie, zapewniając o możliwościach swojej jednostki. Sam po chwili zaczął marudzić, jak usłyszał o celu podróży. Trudne powulkaniczne podejście, stromy brzeg, pogoda, wysokość fal, nic mu się nie podobało. To po co został żeglarzem. Podsumował wyprawę jako czyste szaleństwo. Więc wyglądał jak właściwy człowiek do właściwego zadania… Sabant jak gdyby nigdy nic zajął się wyciąganiem i porównywaniem map z cognitatora kutra, ale przyłapany na gorącym uczynku przez kapitana zebrał gromy, które staloworęki rozszerzyłby na całą drużynę i wyrzucił ją z pokładu, gdyby nie pojednawcze wystąpienie Siostry Bianki, która wytłumaczyła kolegę, wrzucając mu usprawiedliwiająco od debili i zatuszowała sprawę, a medyk roztropnie postanowił schodzić kapitanowi z drogi.

Rejs był długi i stosunkowo nudny. Przy kapitanie nie rozmawiano. Część drużyny również nie paliła się do rozmów, choć Octavius zdecydował się na pojednanie z mistyczką. Na pytanie czy znowu może plątać się w pobliżu, westchnął tylko ciężko, by była ostrożna. Właśnie byłam, Octav. Właśnie byłam… Odprowadziła go spojrzeniem. Tak, adepci mechanicusa dawali wygrywać rozumowi. Zwykli ludzie rzadziej to robili. Sabant zainspirowany postawą kolegi, przeprosił kapitana za wcześniejsze zgrzyty.

U celu rejsu wypatrzono wrak statku, stojący niemal słupka na podwodnych skałach, świecący sterczącą rufą ponad grzbiety fal. Kapitan odmówił przebycia ostatnich dwustu metrów, proponując pasażerom szalupy, lecz Sabant wzgardził taką opcją i postanowił pozanosić towarzyszy kolejno na ląd. Wrak nie posiadał już szalup, a na jego masztach dało się wypatrzeć powieszane lub ponabijane, obdarte ze skóry zwłoki.

Pozostawiwszy Garaka na skalistym brzegu, Sabant poleciał po Biankę. Niedaleko wgłąb lądu majaczyły zagłębienia, wskazujące na obecność wykutych w skale, prymitywnych budynków. Gdzieś na ścieżce leżał też okrwawiony bandaż, na szczęście nie w kolorze fioletowym, bo inaczej Garak wziąłby go za zły znak. Jego ucho wyłapało jednak głosy w budynku, więc ukrył się za skałami czekając na komplet drużyny. Kiedy w transporcie był Octavius, nie omieszkał skanować mijanego statku. Wykrył na nim sygnaturę cieplną, dotyczyła jednak nie istoty żywej, a jakiegoś znaku w kształcie x. Od strony ładowni ciągnęła się woń posoki. Z jakiegoś powodu od razu pomyśleli o Flavii. Sabant zabrał ją następnym kursem, ale prócz przytłaczającej wizji śmierci i rzezi związanej konkretnie z symbolem, a nie ciałami, nic szczególnego nie potrafiła wyrozumieć z osnowy. Dotarłszy na wyspę, schowała się tak, że dobrze że Proculus nie widział, bo szkoda jego zdrowia. Kiedy latający medyk zawrócił po Parteosa, Bianka pierwsza dostrzegła ruch.

Był to lecący granat.

Octavius i Flavia oberwali, ale Garak nie dał rzucającemu długo cieszyć się sukcesem. Kompan zabitego odpowiedział serią z boltera, ale chyba za bardzo zadrżała mu ręka. Ku ogólnemu zaskoczeniu, bolterową serią do walki włączył się Parteos nadlatujący na Sabancie ponad oceanem toksyn. Serio, jakbym przeczytała to w książce, przewaliłabym tylko oczyma. Dłużny nie pozostał również Octavius, lecz mistyczka postanowiła poszukać lepszej osłony póki miała siłę się przemieszczać. W międzyczasie od potężnego ciosu topora łańcuchowego zginął drugi napastnik.

Skanujący przytomnie okolicę Octavius poinformował o metalicznych zgrzytach i kolejnych pięciu sygnaturach w drugim budynku. Nie mogąc dołączyć do szturmu, telepatka poddała się pierwszej pomocy z rąk Sabanta, kryjąc się za skałą. A przynajmniej tak myślała…

Z budynku wypadło dwóch uzbrojonych w karabiny, lecz szybko padli od miecza i topora. Parteos precyzyjnym strzałem zniszczył im reflektor oświetlający przedpola. Wedle skanów śledczego, w budynku pozostały dwie osoby i coś ciężkiego. Zaraz też z wewnątrz wyleciały granaty, ale Siostra Bianka uniknęła ich z popisową zręcznością. Wówczas rozkręcono mechanizm działa obrotowego. Jego pociski poleciały prosto w Sabanta i Flavię. Szczęśliwie uruchomiona osłona unieszkodliwiła ogień rażący telepatkę, ścięła jednak tego, który próbował jej pomóc. W panice pociągnęła z linii ognia zmasakrowanego mechanicusa. I zwykle robiąca sporą różnicę, tym razem nie potrafiła zrobić nic. Przerażające nic. Rozdarła się więc w komunikator. Jej towarzysze byli jednak związani walką. Do budynku poleciał granat Garaka, a Octavius przyczepiał chytrze w głowę osoby obsługującej działo. Parteos spisał je na straty i zniszczył w wybuchu. Odnotowane przez śledczego sygnatury dwóch ostatnich rzuciły granatami i wycofały się wgłąb. Bianka w słusznym gniewie rozpłatała jednego, po czym ulitowała się i pobiegła ratować Sabanta, zmieniając niewiele mogącą na tym polu mistyczkę.

Zejście w podłodze budynku poprowadziło do podziemi, w których Octavius zastrzelił ostatniego widocznego uciekającego, a psioniczka wbrew swoim wszelkim obawom była w zasadzie niepotrzebna. Podczas gdy śledczy zajął się analizą okolicy, odnajdując dużo fragmentów ludzkich tkanek. Parteos nadal ostentacyjnie ignorujący telepatkę, oddał się swojej życiowej pasji, grabiąc zwłoki zbierając sprzęt z trupów.

Podróż tunelem wgłąb wyspy, ku miastu, była dosyć monotonna. Octavius zbierał granaty z rozbrojonych pułapek wprawnie jak owoce z drzewa. Gdyby nie biedny medyk, można by powiedzieć że wyprawa wychodziła na plus. Koniec korytarza krył drzwi i nabitą na nóż czaszkę oznaczoną x. Oraz dodatkowy symbol x namalowany obok na w razie by ktoś tego małego nie zauważył. Ponieważ były lekko ciepłe, a mistyczka nie zdołała wybadać dokładnego działania glifu, śledczy postanowił zniszczyć go oddając strzał z plazmy. I wtedy akolitów ogarnął szał mordu. Wolna od niego telepatka, na widok zamierzającego się do zaatakowania jej Parteosa, desperacko spróbowała go zdominować, ale jego szał był zbyt silny. W jatce, jaka się wywiązywała wokół nich, kapłan wysłał psioniczkę na tamten świat, niemal wyrywając jej prawy bark. Granat Octaviusa zniszczył glif, lekko osłabiając jego moc, ale było to ostatnie co mechanicus zrobił, prawie śmiertelnie rozpłatany toporem Garaka. Żołnierz zresztą zaraz zabrał się za Parteosa. Pierwsza opamiętała się Bianka, zaraz złapała oszalałego kapłana stalowym chwytem, próbując się dokrzyczeć do jego rozumu wskazała zmasakrowaną mistyczkę jako jego robotę. Hierofanta oprzytomniał, ale topornika niósł jeszcze szał, kiedy rzucił się na Sabanta. Medyk, gotowy ze strzykawką usypiającą, podjął się samobójczego zadania uspokojenia towarzysza. Miał bardzo dużo rozumu, ale wciąż więcej szczęścia. To był ten raz, kiedy Garak nie trafił. W końcu nie był sobą.

Sabant miał ogromnie dużo bardzo trudnej pracy. Sam ledwo żywy, musiał zawrócić część towarzyszy znad krawędzi życia i śmierci, i zrobić co w jego mocy by pozostali do nich nie dołączyli. Tym razem negocjacje z przeznaczeniem okazały się udane. Kapłan zdobył się zabrać w końcu głos, ale tylko przeprosił swoją ofiarę. Odpowiedziała tym samym, ale wiedziała że miał to gdzieś. I tak chciał to zrobić. Grupa podążyła dalej.

Prowadził ich Octavius, który wypatrzył właz w sklepieniu. Przejście prowadziło do sali przygotowawczej jakiegoś domu pogrzebowego czy balsamicznego, wypełnionej wiszącymi zwłokami. Prognozy Sabanta określiły położenie jako okolice portu miejskiego. Ślad cieplny pozwolił Octaviusowi odnaleźć w schowku trupa pracownika. Zdecydowali nie wychodzić jeszcze do miasta, tylko sprawdzić koniec podziemnego tunelu, ale ten prowadził do podobnego wyjścia. Garak wyskoczył nim prosto na kultystów, czyszczących właśnie przy stole łańcuchowe ostrze. „Krew dla krwawego boga!” – ryknęli ostatni raz w swoim życiu. Pozostali, słyszani jeszcze chwilę wcześniej zza drzwi wyjściowych, uciekli w miasto, gubiąc po drodze większość ścigających ich akolitów. Tylko Bianka dotrzymała im kroku i zwołała swoich pod drzwi kostnicy, w której kultyści szukali kryjówki. Pytanie tylko, z czym mogli do nich przyjść poranieni, miejscami ledwo żywi akolici…

 


Sesja fajna.

Trup ścieli się ostatnio gęsto jakby MG miał dosyć 😉 ale jeszcze trochę PP każdy ma, więc może wleci jeszcze parę odcinków. Punkt Przeznaczenia palił ostatnio Garak, tym razem Sabant, Octavius i Flavia. Bartek ciągle twierdzi że jest za łatwo. Anyways.

Sesja ciekawa również pod względem relacji drużynowych, znowu ciemne chmury, tym razem nad Don Parteo, ale ileż przeprosin, jaka piękna telenowela! ;D Nabijam się, ale tak serio to miło było w końcu zobaczyć trochę życia/ludzi w tych postaciach, a nie tylko staty. Sesja była bekowa, zwłaszcza w swojej pierwszej połowie, ale jakoś to bardziej pasowało niż zwykle. Pewnie dlatego że pierwsza połowa, ta impreza, była bardziej intrygą, a nie crawlerem. W crawlerze trochę odpadłam, bo albo za daleko, albo martwa, albo bez skilla, bywa.

Ulubione sceny odcinka: Bianka i jej potrzeba odpoczynku (lol), narada inkwizycji w kiblu pod prysznicem (urząd zobowiązuje), uczting z Garakiem, psotki Sabanta w congitatorze statku, zakładanie podsłuchu historykowi, Rubio i Secundus (będę shipować xD ), fajne opisy! :3

Pytań mi się mechanicznych trochę zebrało.

 

Reklamy

6 myśli na temat “[kampania DH odc.13] Ja. Parteos.”

  1. To nie ja twierdzę, że jest za łatwo. To Tomek twierdził, że na ostatniej sesji jedynie fart sprawił, że Wasi przeciwnicy tak dobrze sobie poradzili. Skoro tak…

    Polubienie

  2. chciałabym prosić, żeby ktoś doprecyzował na razie to:

    1. czy kontrczarowanie psionika (str 195) odpiera (=wygasza) rzucaną moc, czy tylko pozwala mu odeprzeć jej działanie na siebie jak przy pomocy siły woli? Czy można to robić w reakcji, czy cały czas czekać z zawieszonymi na tę ewentualność akcjami?

    2. burza psioniczna jest typem ataku (odpowiednik ognia automatycznego), str 198, ale żaden psioniczny atak, których właściwości rozpisują małe tabelki czarów ofensywnych, nie ma takiego typu, co najwyżej nawałnicę, która jest półautomatem. Nawet moc nazwana „burza ognia” również jest jedynie nawałnicą. WTF? Mam jakieś burze do wyboru czy nie?

    Polubienie

    1. 1. Chodzi o wygaszanie podtrzymywanych mocy? Bo tylko to znalazlem na tej stronie. Ja to rozumiem tak, ze jesli przeciwnik podtrzymuje na tobie jakas szkodliwa moc psioniczna, to MG moze pozwolic ci na wyrwanie sie z jej dzialania wykonujac test przeciwstawny. Rodzaj uzytego skilla do przeciwstawienia sie jest zalezny od rodzaju mocy. Czyli np. Biomancji mozna sie glownie opierac Wytrzymaloscia. Nie widze tu zadnego innego counterspella, wiec czy o to chodzilo?

      2. To chyba wynika z bledow tlumczenia. W oryginalnym podreczniku (EN), Sunburst (Burza Ognia) nalezy do typu Psychic Storm (jako jedyna moc w podstawce). Moim zdaniem, oryginalny podrecznik powinien tu miec priorytet (tak jak w przypadku mojego ‚kondensatora’).

      Polubione przez 1 osoba

      1. 1. Chodzi o ten akapit:
        resisting enemy PsyChiC PoWers
        If they are attacked by hostile psychic powers, psykers have better
        mental defences than “normal” people, using the power of the
        Warp to fight back. When making an Opposed Focus Power test
        to resist a psychic attack, a targeted psyker first decides if he will
        push or not, then adds double his resultant psy rating (including
        any bonus from pushing) to the Willpower test to resist the enemy
        power. As the target is a psyker, his Focus Power test can also
        cause Psychic Phenomena.

        Rozumiem że to tylko obrona na sobie. Z ryzykiem Zjawisk.

        2. Dzięki 🙂 Czyli błąd tłumaczenia i ta „burza ognia” to nie nawałnica. Szkoda że tylko jedna 😀

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s