[kampania DH odc.15] cześć Javier

Kostnica Desoleum Prime była jak zwykle dla akolitów powrotem do życia. Zrobiwszy listę życzeń dla chirurgona, rozeszli się po swoich sprawach. Octavius zajął się montowaniem swego upragnionego kondensatora, Garak trafił do kadzi na jakąś kurację wzmacniającą, a Sabant zajął się pracami nad serwitorem. Ponieważ opcją była wyprawa z Parteosem i Bianką na pocztę, Flavia od razu dołączyła do Sabanta, choć nijak nie umiała się przydać. Zapewniona, że wystarczy nie przeszkadzać, przyglądała się pracy mechanicusa z mieszaniną niesmaku i fascynacji. Nie była pewna, dlaczego chciała widzieć przemianę.

Javiera w jego niekompletnej postaci wylano ze słoja regenerującego i umieszczono na stole, na którym poddano go instalacji pancerza i urządzeń. Miarowe walenie młotów odmierzało kolejne chwile pracy nokautując uszy, a snopy iskier rzucane spod palników tańczyły w oczach. Nie podejrzewała, że to już prace finalne, a po odłączeniu mrowia rur serwitor zejdzie ze stołu i stanie nad nią niczym góra stali uzbrojona w działo i metalowe kleszcze. Co rusz zerkała kontrolnie na Sabanta czy dane zjawisko lub zachowanie jest aby zamierzone, i choć fokus okularu serwitora, łapiąc nowy obiekt słał ciarki po plecach, przywitała się z naiwną ufnością podając dłoń… kleszczom? Poznaje swoje imię…

Monitorujący sytuację Sabant wyjaśniał, że zaprojektował serwitora w nieco eksperymentalny sposób, nie pamiętam tego całego żargonu, ale pozostawił mu aktywność mózgową w obszarach mających pozwolić na próby kontaktu telepatycznego z mojej strony. Chciał w ten sposób usprawnić sterowanie. On w ogóle wydaje się fascynować pomysłem łączenia psioniki z technologią.

Pod okiem mechanicusa, trochę onieśmielona telepatka uczyła się porozumiewać z serwitorem, kiedy w innym miejscu kostnicy toczył się spór między kościelnymi. Parteos oburzony poleceniem eksterminacji na planecie Garaka argumentował za próbą zaprowadzenia tam działalności misyjnej, by pozyskać dla służby Imperatorowi źródło dobrych wojowników. Dla Bianki oszczędzanie heretyków i ich obrona były nie do przyjęcia, a sugestie postępowania dla inkwizytora jego obrazą. Na niewiele zdało się wciągnięcie do dyskusji definicji herezji jako zdrady wiary Imperium, której u Garaka podobno nie znali.

Płynnie przeszli do kłótni czy zastąpić moja rękę implantem czy próbować ją leczyć. Siostra Bianka wyraźnie obeznana w temacie orzekła, że psionik nie może być cyborgiem, zaś kapłan przez większość czasu stawiał funkcjonalność ponad wszystko. Na całe szczęście Sabant liczył się z moim zdaniem co zrobić z moją ręką, choć decyzja o odłożeniu mojej cyborgizacji do chwili lepszego zaopatrzenia pewnie go nie zachwyciła.
Wydawał się zdziwiony że mu dziękuję, przynajmniej za pomoc Javierowi. Zasłaniał się „planem od początku”, bo jest zdania, że mistyka trzeba chronić, jeśli ma się przydać. Sabant jest totalnie niemożliwy, jakby nie ruszało go że jestem potworem ani nic. Mówił że to ja doceniłam działania niezłomnego sankcjonity i miałam z nim najlepszy kontakt. Więź… Tak, przez długie chwile czułam jak dobry stróż prawa cierpi płonąc żywcem, a potem kiedy zdołałam go uspokoić, jak jego plany i tęsknoty umierają wraz z jego zadręczonym przez oprawców ciałem. Imponował mi. Przyznałam się Sabantowi do poczucia winy, bo nie potrafiłam wtedy jeszcze tłumić ognia. Miałam być telepatką, nie strażakiem… Kontroli nad płomieniami nauczyłam się w efekcie tego wydarzenia. I wielu mocy podpalających… Ja dokładnie wiem, co czują moje ofiary. To, co on. Teraz, z ochroną Javiera, jego zemsta jest doskonała. Sięgnęła już kogo trzeba, ale jak coś jest doskonałe, to po co to kończyć…

Koniec końców Parteos przeforsował u Bianki wyprawę do astropatów, więc po sporządzeniu listy zakupów akolici zostawili w spokoju Sabanta, przygotowującego się do operacji na własnym mózgu (no niech mi ktoś powie, że on nie jest niemożliwy), po czym ruszyli na miasto. Hierofanta nadał swój apel do inkwizytora. Potem odwiedzili generała Nesima, Bianka ciekawiła się losem i zdrowiem uratowanego Bertranda, choć Parteos mruczał pod nosem że heretyk zasługiwał na ogień. Stary człowiek nie chciał wdawać się w rozmowy na jego temat, pewnie sam sobie tego jeszcze nie ułożył. Nie było to coś do ułożenia sobie. Ożywiony udziałem w szturmie na Gryn-Zollernów, generał zgłosił gubernatorce chęć powrotu do służby. Obecnie czekał na odpowiedź. W ramach pomocy podał akolitom namiar na swego zaopatrzeniowca ze Złotej Kuźni, który zaopatrzył go w jego czołgopodobną, cybernetyczną podstawę. Podczas ploteczek przy obiedzie Parteos wyciągnął z Nesima, że wielu ostrzy zęby na stanowisko po Erpheriusie, a Hanneganowie nie zostali wytępieni, a wręcz weszli do rady za wolą lady Aud Killian. Marionetek na sznurkach szantażu nigdy dość.

Trafiwszy jeszcze po drodze do Romanów, zostali przez gospodarza nazwani psami Inkwizycji i wyśmiani że wciąż próbują walczyć z herezją, której pisana jest wygrana. Quellus Romana obnażył się niniejszym jako heretyk. Na szczęście w porę wyszliśmy… Nie zdążyli poznać go na tyle, by móc ocenić czy był to cynizm starca, jego kryzys wiary i poczucie beznadziei, czy może… jakaś zmiana, która w nim nastąpiła po niedawnej wdzięczności za współpracę. Według Bianki, ktoś śledził ich w drodze. Nie dał się jednak wciągnąć w żadną zasadzkę.

Załatwiwszy sprawunki w Złotej Kuźni, podczas których odhaczono celowniki, filtry oddechowe, rękojeści do broni i ciężki pancerz dla mistyczki (serio, co oni się, uwzięli?), grupa wróciła do kostnicy.
Z głowy Sabanta wystawały nowe kable. Operację ocenił jako udaną. Uf. To znaczy nienormalny jesteś. Ku konsternacji wszystkich, na miejscu podeszła do nich blada kobieta w robotniczym stroju, o nieobecnym spojrzeniu.

Matka Javiera.

Zachowywała się zupełnie inaczej niż kiedy ją poznali. Chciała wiedzieć gdzie są jej rzeczy. Nie było wątpliwości co do tego, że to nie jest prawdziwa ona. Jakieś opętanie? Dominacja? Odurzenie? Nonsensowną gadkę, z której akolici niczego nie rozumieli, przerwał Parteos, identyfikując rozmówczynię jako Tormentiusa. Ta bez zainteresowania zaprzeczyła, polecając by pójść do niej (niego?) na niższy poziom. Opanowała tam jeden blok i groziła przejęciem kolejnych jeśli akolici się nie stawią. „W miejscu, w którym spotkaliście to białkowe ścierwo”, wycedziła. Po wygłoszeniu paru gróźb, kobietę zaczęło drążyć i pożerać coś od środka, po czym rozerwało jej resztki i rozlało się nieokreśloną breją. Na prośbę Bianki Flavia wypaliła to miejsce, ku rozczarowaniu Sabanta, który nie zdążył zebrać próbek. Zemsta zyskiwała właśnie nowy rozdział…

Zarządzona przez Biankę narada nie przyniosła zbyt wielu efektów. Mistyczka w „rzeczach” upatrywała się artefaktów z aukcji, co według Parteosa sugerowałoby udział tajemniczego xenos. Zdaniem Siostry, Nonesuch pasował zachowaniem do tego, które właśnie widzieli. Jednak Nonesuch nie był ani trupi, ani nieobecny. Ani agresywny. Obecna tożsamość nazywała matkę Javiera „białkowym ścierwem”, co jak zauważyła telepatka, dziwnie brzmiałoby w ustach również białkowej istoty. Czy xenos mógł być aż tak inny? A może był to jakiś demon? Parteos pożałował swojej decyzji oszczędzenia gości aukcji. Tak czy owak trzeba było udać się do mieszkania w bloku Javiera, a po drodze nadać wiadomość dla Horna. Akolici ruszyli do drzwi.

Potężny snajperski strzał rzucił Parteosem z powrotem do środka, wprost na jego kompanów.

Szybko wypatrzywszy snajpera na dachu fabryki po drugiej stronie tłumnie zaludnionego placu, Sabant chwycił Biankę na ręce i poleciał z nią w tamtym kierunku ponad ludźmi. Napastnik widząc co się dzieje, nie szczędził im ostrzału, ale udało im się nie spaść na ziemię. Bianka skoczyła na napastnika jak tygrys. Stanęła oko w oko z najemnikiem z Cynegańskiego Męczennika. Jego oblicze było całkowicie bierne a spojrzenie nieobecne. Póki co, nie było widać jego kolegi. Starli się ostro, dając czas medykowi na połatanie ran, przed którymi nie zdołał osłonić się żywą tarczą z Siostry. Upiekło mu się nawet (w dobrym znaczeniu) kiedy oślepiona Bianka roztoczyła wokół siebie ogień z miotacza. Najemnik nawet turlał się w celu ugaszenia bardzo obojętnie, bez śladu paniki czy choćby przejęcia. Wtedy Sabant dobił go z przyłożenia. „Czekam na was”, zdążył syknąć najemnik. Xenos. I rozleciał się podobnie. Siostra oczyściła miejsce. W międzyczasie dołączył Parteos, a w końcu i zziajana biegiem w ciężkim pancerzu mistyczka. Na wieść, że właśnie będą schodzić na dół, zgasła. Wśród rzeczy snajpera Sabant znalazł dla siebie doskonały karabin, lepszy od jakiegokolwiek, jaki mogliby mu kupić w Złotej Kuźni.

W celu dalszej narady, zeszli pod dach do fabryki. Zanim zdążyli coś postanowić, skierował się ku nim sankcjonita w insygniach komendanta. Nie. Zdjął hełm, ukazując trupie, bezbarwne oblicze i nieobecne spojrzenie

Germanicusa.

We Flavii coś umarło. „Dotrę do każdego” zaczął obcym tonem upiorne zapewnienie, bo tylko tyle zdążył zanim spopieliła go w miejscu mocą osnowy. Na wątpliwości Sabanta zdołała jedynie wydusić zimno, że obcy nie będzie się wysługiwał takimi ludźmi. Po czym rozryczała się. Nienawidziła siebie.

A obcego nienawidziła jeszcze bardziej.

Na szczęście Sabant niezawodnie nie tracąc rozsądku uzmysłowił jej, że tutejszy monitoring zarejestrował właśnie jak zabija komendanta sankcjonitów, i zajął się tuszowaniem śladów w systemie. Usunąwszy ślady, zapytał towarzyszy o dalsze działania. Kiedy mistyczka wytknęła, że obcy będzie dalej ich prowokował zabijając tych, których lubili, Biankę od razu przejął los starego generała. Tylko czy było jak ostrzegać jednostki? Parteos zachodził w głowę, skąd obcy wie o ich sympatiach i antypatiach, ale możliwości było zbyt wiele, a jedna gorsza od drugiej. Obcy musiał kiedyś, i to raczej na wyspie, przejrzeć telepatycznie umysł któregoś z nich, albo wszystkich. Sądząc po zestawie ofiar, obcy wybrał bardzo źle.

Rzucili się biegiem do centrum astropatów, już po drodze widząc, że w tłumie parę osób z granatami prze przez ludzi zacieśniając wokół nich krąg. Akolici zdążyli na szczęście wpaść do środka, zamykając za sobą na głucho drzwi.

Nie żeby astropaci byli tym bałaganem zachwyceni. Żądając uzasadnienia takiego zachowania, wypytali akolitów o prześladowców, mocodawców i oczekiwania, ale seria wybuchów na zewnątrz targnęła poważnie i tak napiętą atmosferą. Wysłano pospiesznie wiadomości i ostrzeżenia do Aud Killian, sankcjonitów i Silasa Mara, inkwizytora od Merryweathera. Astropata po chwili dostał odpowiedź, i chyba tylko telepatka nie oczekiwała na jej treść z nadzieją.

Obcy ponaglał do wizyty na dolnych poziomach. Astropata zgiął się, powiadomiony przez akolitów, że to włamanie z zewnątrz. Jeśli obcy potrafił takie rzeczy, a właśnie dał tego przykład, było niedorzeczne że nie zdobył jeszcze swoich artefaktów sam. Na dole zdobywał bez przeszkody bloki. Panoszył się u góry i opanował komunikację. Kopiec był praktycznie jego. Działania akolitów wyprzedzał. Byłoby dziwne, gdyby przy swej wszechmocy ryzykował exterminatus dla zabawienia się kilkoma pchłami zamiast zwyczajnie wziąć czego chciał. Może nie chodziło o artefakty? W końcu, gdybyśmy mieli mu je lub informacje przynieść, czy próbowałby nas po drodze zabić?

Na zewnątrz parowały porozrywane wybuchami trupy dziesiątków czy nawet setek ludzi. Ogrom rannych przytłaczał. Ponieważ po drodze do kostnicy był infoskarbiec, Sabant zrobił tam przystanek.

Sluagh – pl sluagh, w. got., jeden z najpotężniejszych xenos, zaawansowane zdolności mimetyczne i telepatyczne, polimorfizm, mogący manipulować masami; doprowadził do zniszczenia jednego z Legionów, obecnie prawie wytępiony.


Sesja w okrojonym składzie. Miała być luźna, na pogaduchy IC oraz przejęcie statku. Zajęliśmy się gadaniem o Dragonlance i tak jakoś zleciało, że proponowałam nawet wyciągnąć planszę i poczekać z dh na nieobecnych, ale jakoś jednak się zebraliśmy na tę lajtową ploteczkową sesję. A tymczasem, jak to ujął Mariusz, „Urwaliśmy grę o 1, rozpaczliwie nadając sygnał o pomoc do wszystkich – lady, tibi…” 😉
Tak było. Sama widziałam. 😉

Bardzo mi się ta sesja podobała. Gracze dopisali rozmowami IC, które, jak słyszałam nawet z tzw sfery kieszeniowej, były dłuższe niż „wszystkie z Quarr razem wzięte”. Oczywiście była to lekka przesada, ale nie sposób się nie zgodzić że przy naszej ostatniej grze to naprawdę dużo. ❤ Tak, Bartek pewnie się zanudził 😉 potem sobie odbijał polując na nas na mieście. xD

Scena z serwitorem była megamegamega. Borze drogi. Własny Robocop. *_* Jako gracz jestem zachwycona ^^ Postać ma ciekawe ścieżki przed sobą, sporo możliwości, a dodając do tego eksperyment Sabanta można gdybać i zgadywać co się z tego porobi.

Kłótnia o to czy obcinać łapę Flavii czy nie była komiczną sytuacją xD Przez Tomasza przemawiał powerbuilder, a przez Lucynę była graczka psionikiem. Miałam wrażenie, że ich postawy nijak miały się do postaci, ale starali się nadać im jakichś argumentów i wyszło w miarę naturalnie. 😉 Fajne.

Od strony prowadzenia, sesja jak dla mnie obładowana emocjonalną dramą. Z jednej strony reaktywacja traumy okołojavierowej i konieczność stawienia jej czoła, zwierzenie się drużynie, z drugiej konfrontacja z nowym upiorem. Spotkanie w fabryce bardzo trafiło mi w postać. Super 😀 Kiedy poznałam tego npca, miałam przeczucie że zginie, ale nigdy nie pomyślałabym że z jej świadomej ręki. Postać będzie mieć z tym problem. :3 Nawet ooc smuteczek, uwielbiałam go 😀 Taka piękna niespodzianka. W dodatku może się okazać że zrobiła to zbyt pochopnie, no to wtedy będzie się chlastać xD
Sceny, w których widzi się wyraźnie, że mg zwraca uwagę na reakcje postaci i pamięta je – to takie dobre ❤

Atmosfera postępującego zaszczucia moim zdaniem bardzo się udała. Przez niezbadaną naturę i lokalizację przeciwnika oraz jego przytłaczające możliwości i nic niemówiące gadki 1:1 jest nieco psychodelicznie i upiornie. Da się odczuć. Fajny efekt.

Co do wątku – czujemy się trochę bezradni xD jeśli przegapiliśmy jakikolwiek punkt zaczepienia, to z góry przepraszamy, ale nie widzimy żadnego 😉 Byt wydaje się wszędobylski, doinformowany, nieuchwytny, wszechmogący, nie wiemy czego chce, rozwalić nas może jak tylko wychylimy nosa.

Świetnie mi się grało, a Wam? ^^

Reklamy

3 myśli na temat “[kampania DH odc.15] cześć Javier”

  1. Akurat w kwestii mechanicznej ręki wypowiadała się Bianka, ja jako ex psionik sama bym sobie taką wstawiła :p

    Tak, atmosfera zaszczucia udała się bezbłędnie, ciekawe, czy uda nam się przeżyć kolejną sesję… mam wątpliwości xD

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s