[kampania DH odc.17] zalewanie robaka, wypalanie robaka…

Na statku każdy znalazł sobie swój kąt i własne, odpowiedzialne zadanie. Octavius podjął się trudnej roli nawigatora, Bianka dbała o równowagę ducha i ciała. Parteos lustrował wnikliwie wszelkie rzeczy byłego kapitana. Jak już wspomniano, Sabant konfigurował sobie ambulatorium. Żołnierz i telepatka znaleźli sobie również zadania godne siebie: on spał, a ona biegała po pustych korytarzach hałasując Javierem, który za nią podążał. Tak, to było zabawne. A potem tyle się zmieniło…

Zaczęło się od częściowego spadu zasilania. Niby normalne, ale Octav nadał wiadomość że nie jesteśmy sami na statku i trzeba nieznajomego dyskretnie podejść. Cóż, usiadłam zatem i czekałam, bo z Javierem trudno o dyskretne podejścia, no ale Octav się uparł i po jakimś czasie zwołał wszystkich do maszynowni. Nie wiem czemu tam.

Po walce z konsolą sterującą, na której wyświetliło się jakieś złowróżbne odliczanie, Octavius ustalił, że jest ktoś dysponujący wyższymi uprawnieniami niż kapitan. Dostał od niego wezwanie na rozmowę.

Z windy prosto ku potężnym, obklejonym modlitewnymi formułami wrotom maszynowni wiódł pomost. Całą jego długość Parteos ubliżał starożytnym inżynierom, nie odnajdując krztyny sensu w ich myśli architektonicznej. Po co takie duże wrota, skoro już kolejne, te do windy, są małe? Zdaniem Siostry Bianki bluźnił i grzeszył łaknieniem logiki i wygórowaną ciekawością świata. Widząc zapowietrzonych jego słowami mechanicusów, upomniała go. „Powściągnij swój język. I myśl”. Tylko czy to znaczyło, żeby się zamknął i wreszcie pomyślał? Czy żeby pomstował tylko w myślach bo koledzy się obrażą? Czy żeby powściągnął wszystko jak leci?

W maszynowni reflektor rzucił snop światła na pojedynczą serwoczaszkę, a Octavius wyczuł, że są skanowani. Uprzedził o tym towarzyszy. Widać serwoczaszka nie wiedziała że ignorancja jest cnotą. Albo była mało cnotliwa. Z dołu, spod pomostów, wysunęło się kilkanaście mechadendrytów, stopniowo wyłaniając obraz olbrzymiego, cybernetycznego mechanizmu o parudziesięciu odnóżach i ludzkiej twarzy. Starcze oblicze bez wyrazu nie było jedynym nośnikiem nikłych oznak życia – Sabant wykrył je również w zachowanym sercu. Niektórzy akolici zdziwili się po co zostawił sobie serce. Przecież tak dobrze radzili sobie bez niego.

Ozmandiasz. Ten, który został scalony z okrętem, przedstawił swe imię Octaviusowi. Zanegował jego uprawnienia, twierdząc że nie można być jego kapitanem bez licencji wolnych kupców. Chciał poznać los Rubia i zagroził, że może odmówić współpracy. Mechanicusy, rzucone na kolana w uwielbieniu dla swego „brata”, tłumaczyły jak mogły Parteosa, który przeciwny wszelkiej cyborgizacji, niewybrednie dobierał słowa nazywając Osmandiusa maszyną czy serwitorem. Octavius żywiołowo zaprzeczał twierdzeniu że to nie człowiek. Serio… Nie nadążam za jego logiką, Javierze.

Obejrzawszy inkwizycyjne glejty, którymi wylegitymował ich hierofanta, Ozmandiusz odpuścił, uznając swą współpracę i Octaviusa jako kapitana. Ten przyznał się w drodze powrotnej towarzyszom, że pierwszy raz pełni tę rolę. Na swoim rodzinnym statku zajmował się utrzymaniem maszyn. Nie zgadłabym. Po tamtym starcie pomyślałam że robił to całe życie.

Wszyscy wrócili do swych odpowiedzialnych zadań, co w przypadku Parteosa oznaczało poszukiwanie śmietnika. Obraził się nawet na sugestię, że niektóre rzeczy Rubia mogły mu się przydać w jego maskaradach. Widać zgorszył się różowymi slipami i chciał je zlikwidować. Albo nie pasowały i się wkurwił.

Przestrzeń długiej na 20m mesy zajmował tylko ogromny stół z miejscami do siedzenia. Kapitanowi smutno było zasiadać przy nim samemu, więc wysłał serwitora z zaproszeniami na obiad do swych kompanów.

Pytałam po drodze Garaka co myśli o propozycji nawracania jego planety przez Parteosa i czy nie zechciałby w razie exterminatusa polecieć uratować matkę czy kogoś innego. Ale nie, jest zdania że wszyscy tam są tyle samo warci. Dziwne. Wydawało mi się… Ale cóż, on wie najlepiej. Wydawało mi się.

Tak oto akolici zasiedli do wspólnej uczty. Ale nie dogodzisz. Sabant zamiast jeść, zajął się próbkowaniem i analizami pochodzenia. Zbok. Bianka zaczęła kręcić nosem że za dobre, a ona lubi się umartwiać o suchym chlebie i wodzie w proszku. Ja tam jadłam co dawali. Źle tylko na tym wyszłam jak moje podejście przejrzał Garak, który dolał nam do ansecu czegoś bardzo przypominajacego topiący snop w płynie.

Ustaliliśmy plan działania. To znaczy że przylatujemy na Myros Kappa i nie wiemy co dalej. Parteos stwierdził chyba że to dobry plan, bo przeszedł do kolejnego tematu, ciekawiąc się skąd wzięliśmy się w inkwizycji. Bianka od razu stwierdziła że to głupia rozmowa i wyszła. Podejrzane! Chyba że chciała się przygotować do kuracji w słoju, o jakiej rozmawiała z Sabantem.*
Wspomniałam Parteosowi, że poznałam inkwizycję podczas pielgrzymki na Terrę, ale chyba nikt nie wierzy że naprawdę tam byłam, nawet nasi uczeni, więc co się będę produkować. Octav opowiedział o swoim domu, statku fabryce. Nazywa się Koło. A ciekawe co fabrykuje, nie pamiętam czy pytałam. To przez Garaka. Sabant opowiedział troszkę o swojej służbie, a Parteos o byciu klonem. Podobno nie jest to takie zabawne jak się wydaje. W ogóle kapłan zdaje się mieć awersję do cyborgizacji. A Garak powiedział, że wzięli go do inkwizycji bo był najlepszy. Nie zgodziłam się z czasem przeszłym, ale uparł się. Jest dla siebie zbyt surowy. Co kto lubi, prawda…

Nie mogłam się niestety uwalić tak jak on i Parteos, bo zaczynały już otaczać nas demony, które parły na ściany statku, więc wzięłam tylko łyka.

Ostrość wróciła mi na stole operacyjnym, pod jakąś kroplówką i tym nieznośnym, zamaskowanym spojrzeniem Sabanta, który dopytywał jak się czuję. Powiedziałam mu że w sumie mogłabym już wrócić do stołu. Jego mina była bezcenna! Siostra Bianka pogodna i lekka niczym ten anioł nieskalany alkoholem i dobrym żarciem, palnęła mi życzliwe kazanie o potrzebie przytomności jedynego psionika na statku w immaterium i tak dalej. Bianka chyba myśli że mogę więcej niż glify statku. Jak jej nie kochać…

Siostra miała wątpliwości czy zamknięcie się w słoju przy nietrzeźwej załodze to aby dobry pomysł. Miała rację. Namalowalibyśmy jej coś albo zmienili parametry. Esz. W każdym razie namówiła Sabanta by zrobić w końcu pełen skan Octavowi, więc go wezwali. Skończyło się szarpaniną i uśpieniem, bo kapitan z jakiegoś powodu obawiał się testu. Na ekranie na bieżąco dziewczyny mogły przyglądać się pracom chirurgona. Niestety, ten wskazał w mózgu ciało patologiczne… lub raczej obce. Łapane, zmieniało położenie. Obecność xenosa stała się okrutnie oczywista. I nie skończyło się na spokojnej operacji…

Natarczywe, telepatyczne groźby xenosa powtarzały się w głowie Flavii bez końca. „Zabiję go” ostrzegał. Sabant zauważył, że coś jest nie tak, nie mógł jednak teraz zaprzestać swego precyzyjnego polowania. Mistyczka powtarzała co słyszała w głowie, coraz głośniej, widząc że życie Octaviusa wisi na włosku. Tę dramatyczną sytuację zastali pijani Parteos i Garak, wkraczając chwiejnym krokiem do ambulatorium. Garak upatrując źródła niepokojącej mantry telepatki w podłączonej kroplówce, wyrwał ją, nie uzyskując niestety poprawy, myślał że przyszliśmy tam ćpać, zaś Parteos przystąpił do recytacji świętych, nawet jeśli cokolwiek bełkotliwych, modłów. Wtedy medyk zdołał pochwycić pasożyta, na co ten desperacko targnął się na umysły pozostałych, zaczynając swoje krzyki już nie tylko u mistyczki. Musiałam zawalczyć z nim o umysł Garaka, bo facet chwycił skalpel i zaczął się ciąć… ale zdążyłam zanim wydłubał sobie oko.

W pewnym momencie w głośniku rozległ się głos Osmandiusa, ostrzegający nieprzyjaźnie i nakazujący puścić kapitana statku, bo jego czynności życiowe były zagrożone. Był gotów nawet zabić załogę. I po prawdzie był o krok od herezji broniąc xenosa, ale się opamiętał upomniany przemową Parteosa o autonomiczności i zwierzchnictwie inkwizycji nad jego urzędem. Czy jak to nazwać. Parteos nawet nawalony potrafił chwycić za serce. Nie wiem nawet kiedy w tym wirze szaleństwa Sabant zdołał wyciągnąć xenosa z mózgu Octava. Udało mu się. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy dlaczego. Bianka natychmiast spaliła palnikiem wyciągnięty nicień, nie dając szans na analizę istoty.

Kiedy wszystko ucichło, kapłan udał się leczyć kaca do swojej kajuty. Ocucony Octavius dowiedziawszy się co zaszło, pospieszył mimo swego stanu prosto na mostek. Myślałam wtedy, że to ze złości na nas. Ale powodowało nim coś innego.

Octavius Lox pospiesznie przeglądał logi swych czynności.

Tymczasem w ambulatorium, po przeskanowaniu Garaka przy okazji leczenia ran jego twarzy, postanowiono przebadać wszystkich. Flavia, Javier, Sabant i Bianka również byli czyści.

Octavius spieszył korytarzami statku by rozmówić się pilnie z Parteosem w jego kajucie.

Jak się okazało, i jak u kresu podróży Parteos powiadomił później i pozostałych, Octavius wykrył, że z mostku wysłał bez swojej świadomości koordynaty planety na którą lecieli, lecz adresat pozostał nieznany. Narozrabiał jako marionetka xenosa. Ale co więcej, takie koordynaty wysłano także w drugiej wiadomości, na Desoleum. I nie był to Octavius…

Z powodu perturbacji w immaterium, osłony potrzebowały więcej mocy, więc wyłączono nieużywane pokłady oraz grawitację. Osmandius monitorował stan tarcz i ich zapotrzebowanie. By nie ryzykować długich podróży przez immaterium, Octav zaplanował podróż na parę krótszych skoków. Ohyda. Nie wiem co gorsze, ryzyko czy kolejne przejścia. Załoga udała się na mostek, a mistyczka popłynęła w powietrzu po magnetobuty dla któregoś nielota. W kajucie odebrała obcą obecność i potrzebę komunikacji. Uprzedziwszy drużynę o swojej lokalizacji i zwłoce, zdecydowała się rozmawiać. Choć sama nie wiedziałam po co. Niby ignorancja jest cnotą, ale cóż moja cnotliwość ma pewne granice. O przeciwniku lepiej jest wiedzieć. A czy był to przeciwnik? Byliśmy w immaterium. Tam są sami przeciwnicy.

Niezrodzony. Oni się tak nazywają. Pytał co tu robię. Myślę, że wiedział że przyszłam po buty, ale chciał jakoś zagaić. Chciał czegoś, co „mam ze sobą”. Chciał to zjeść, bo jest smaczniejsze niż my. Określał to jako obce, stare i brudne. Pomyślałam że mówi o moim zdobycznym kluczu, więc wytłumaczyłam demonowi na spokojnie, że to moje, a brudny jest on sam. Ale on nie gadał o kluczu… Chodziło mu o xenosa. Wyczuwał go w nas, nadal. I chciał go wciągnąć nosem. Nie wiem czemu potrzebował do tego mojej woli. Ale jej nie dostał. Obraził się i zapowiedział że jeszcze się odezwie, ale wówczas zażąda już czegoś w zamian. Jakby teraz chciał za gratis. Demon. Jasne.

Nie wiem kiedy, bo na widzeniu byłam percepcyjnie odizolowana, ale do kajuty wpadł Sabant. Trochę mnie zaskoczyła jego obecność, ale przypomniał że nadałam komunikat. Myślał że mogę potrzebować pomocy. Mogłam, w zasadzie. Demon twierdził, że xenos nadal jest wśród nas. I to ze mną. Przyznałam to otwarcie. Ale nie było z nim Bianki, więc nikt mnie nie spalił. Sabant zabrał mnie z powrotem, bo Siostra nalegała na to by zbadać go dla formalności niezależnie. Sama chciała się tego podjąć.

Sabant nie może albo nie chce zrozumieć, że gdyby naprawdę przydarzyło mi się coś poważnego spoza Osnowy, ostatnie miejsce w jakim powinien być, jest w pobliżu. Jest chyba większym optymistą niż ja.

Bianka wykryła u niego xenosa… Zaatakował ją zaraz, próbując uśpić, ale padł od własnej broni. Wtedy wrócił ten demon… Za uwolnienie od xenosa chciał jego. Chciał Sabanta. Był… kompletnym debilem. Jak mu odmówiłam, rzucił się na Biankę i Parteosa, ale kościelnych trudno ugryźć w mentalne. Jest tam czysty beton, to znaczy marmur, wiary. Jego manipulacja odbiła się od ich umysłów nie dając mu marionetek. Octavius przeskanował kriokomorę, w której umieścili medyka. Xenos nadal był aktywny.

Był okropnie irytujący, a przy tym bardzo zmienny. Chwalił się że wyczytał w głowie mechanicusa rzeczy, po których nie będę potrafiła go zabić. Chciał tego, próbując mnie prowokować. A zaraz prosił by tego nie robić. Albo by go wyjąć z komory bo mu zimno. Załoga rozważała obniżenie temperatury by mu zagrozić, ale doszli do progu wytrzymałości ludzkiego organizmu. Ludzkiego… Pewnie Sabant by się obraził. Przepychanka była długa, a xenos nie dał się zmusić do ustąpienia pod groźbą bycia pożartym przez demona, choć bał się go bardzo. Coś napierało na statek. Parteos próbował blefu o napierających demonach i malejących osłonach. Parteos wierzył, że kłamie… Bo ich nie czuł. Octavius rzucił pomysł operacji przez zaprogramowane serwitory, ale nie mieli na to czasu. Kiedy padł sygnał krytycznego stanu tarcz, telepatka zaatakowała pasożyta wraz z jego nosicielem, używając najcięższego oręża.

Tyle razy wytykał nam jak chętni do tego jesteśmy wszyscy wkoło. Tyle razy mówiłam mu że nie wszyscy.

Octavius w ostatniej chwili wyskoczył z immaterium. Reszta podróży była już spokojna. Bardzo. Nikt już nawet nie biegał po korytarzach by robić hałas. Bo xenos wtedy podczas rozmowy z demonem owszem, był ze mną. Był właśnie ze mną. W Sabancie… Tylko ja nie wiedziałam że przyszedł.

Okolica Myros Kappa powitała Osmandiusa wzajemnym ogniem walk floty orbitalnej.


Sesja piknikowa ❤ Stanowczo takich za mało. 😀

Była świetna. Fakt że jakieś mniejsze demony mogły pograsować na statku jak mówił Adam, wtedy i gracze niezaangażowani w dyskurs z xenosabantem mieliby co robić. Ja na sesji w większości w immaterium siłą rzeczy się nie nudziłam. A wydarzenia fajnie wpasowują się w chwiejną, żeby nie powiedzieć wahadłową, relację Flavii z Sabantem xD

Mogłam w tekście pominąć lub pokręcić sporo, mam słabą podzielność uwagi i jak z kimś rozmawiam, mało dokładnie wyłapuję równoległe deklaracje czy wypowiedzi. Więc podpowiadajcie czego kogo brak.

*) Ku pamięci:

Bianka: Wsadź mnie do słoja.

Sabant: Dobrze, jaki program?

Adam: wirowanie…

xD

Podoba mi się w grze Lucyny to, jak konsekwentnie przejmuje klasową przecież rolę ochroniarza kapłana. Nawet jak Parteusz szedł na skany, szła z nim pod deklaracją że jako ochrona kapłana. To jest bardzo fajne, i takie „ze świata” dh. Kościelni trzymają sztamę i bardzo naturalnie to wychodzi. Z braku Rubia, shipowałabym xD

Świetna scena, w której Octavius „nie mówiąc nic nikomu” wytacza się z ambulatorium i pędzi gorączkowo sprawdzać logi. Moc 😀

Świetna scena widzenia w kajucie z demonem i rozmowa z Sabantem. Że ojej-xenos-nadal-jest-z-nami. Złożyło się idealnie 😀

Uczting też był super, i wiem, wiem że w pewnym momencie Bartkowi aż opadły ręce na nasze wyczekiwane „rozmowy IC”, ale potem odbiliśmy od dna i nadrobiliśmy. W sumie wiemy już choć troszeczkę o sobie. O ile ktoś pamięta rozmowy z chlania xD

Co mi się podobało od strony prowadzenia. Na pewno to, jak zbudowana była schiza. Pierwsze koty za płoty, Osmandius ugłaskany, pijemy, a tu nagle totalny rak i xenos. Potem pokątnie dowiadujemy się że jest jeszcze jeden. I teraz: w kim. 😀 Ale żeby nie było lekko, demon i jakieś akcje z tarczami statku. Dużo wątpliwości. Dużo odkrywania. Sporo dramy, ale też sporo śmiechu.

Dzięki za wyjaśnienia na końcu skąd taki a nie inny wybór kto ma xenosa itp. Wprawdzie rzecz nie dotyczyła mnie, ale uważam że takie dopowiedzenie ewentualnych wątpliwości w tak siekierzastej sytuacji jest potrzebne.

Po Myros znowu piknik, hm? Swoją drogą, Myros aż się prosi o katastrofę. Brzmi jak gyros. Gyros z Myros.

Reklamy

4 myśli na temat “[kampania DH odc.17] zalewanie robaka, wypalanie robaka…”

  1. Po raz pierwszy Parteos rzekł do Bianki, że ma zabić kogoś z drużyny. Świetne to było i akurat jemu nie przyszło to łatwo. I te wielkie jak pięć złotych zdziwione oczy siostry, tracące w miarę wyjaśnień swoją pięciozłotową wielkość.

    Tak jak z poprzedniej sesji pamiętam dużo, choć źle mi się grało, tak z tej pamiętam mało co, a grało mi się świetnie. Dokładnie na odwrót 😂 Aaa i piłem z Garakiem. Bruderszaft 😉 Dwóch prawie wrogów, całkowicie do siebie niepodobnych postaci urządziło totalny pochlej party, przez co ucierpiała winda.

    Mam nadzieję, że serwitory posprzątały po Garaku 😁

    Polubione przez 4 ludzi

  2. Z poczatku myslalam, ze z lekka paranoicznie Bianka domaga sie skanowania, ale okazalo sie, ze jednak nie bylo to takie glupie. Szczegolnie dumna jestem z udanego skanu Sabanta w wykonaniu niezwyklego duo Bianka-Garak (sic! no kto by pomyslal, ze z nas taki medyczny dream team… 😉 ) co zaowocowalo kolejna odslona paranoi i druga tura testow.

    Ten dylemat, czy skrocic meki Sabanta (o glowe), czy probowac mimo braku umiejetnosci ratowac, jak sie juz okazalo ze xenos nie wyjdzie… ach, dawno nie bylo takiej rozkminy.

    Ogolnie sesja przednia, mimo ostatecznej powagi sytuacji bylo duzo smiechu, jak na piknik przystalo xD.

    No dobra, nastawiam namaczanie i pakuje Bianke do sloja ;p

    Polubione przez 1 osoba

  3. Prawie miesiąc po wpisie, ale co tam: Octavius nigdy się nie przyznał, że wysłał wiadomość. Powiedział tylko coś w stylu „Zostały wysłane wiadomości” mając na myśli te wysłane przez Sabanta. No ale rozumiem, że czasem trudno oddzielić to, co wie gracz od tego, co wie postać.

    W każdym razie, kiedy następna sesja DH? Bo tęsknię.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s