Smoczy Lans na dwa głosy, cz.4

Bitwa zakończona, więźniowie uratowani, drużyna szczęśliwa, cała i zdrowa. Farin tym razem ustał na nogach. Rorc okazał wdzięczność, ale miał też ogromne pretensje do Silvy, która z zimną krwią zabiła gobliny, które dawały wyraźne znaki, że się poddają. Silva się obraziła. Stam najpierw naskoczył na Farina, że ten niemalże przebił mu tchawicę strzałą, ale potem wyraźnie spuścił z tonu, gdy okazało się, że tylko krasnolud i jego paczka wiedzą jak wrócić do sierocińca. Dobrze, że Rorc skupił swój gniew na Silvie, bo inaczej pewnie oberwałoby się nam za to, że przywłaszczyliśmy sobie jego rzeczy. To znaczy, miał na twarzy ten wyraz dezaprobaty i oddaliśmy mu jego dobytek, ale zabicie tych goblinów było dla niego większym szokiem. Aby uniknąć pytań o to dlaczego wyciągałem cudze rzeczy natychmiast pobiegłem grzebać… w cudzych rzeczach… eee… no w goblińskich legowiskach… no i nie tylko ja, bo za moim przykładem poszli wszyscy. Najwięcej szczęścia w poszukiwaniach miała Elinor, bo znalazła kupę otłuszczony tubus ze zwojem.
A myślałam, że po tak traumatycznych przeżyciach skończą już skakać sobie do oczu. Tymczasem nie, nawet mieli nowe tematy. I ustawili się z Kenaiem na nockę. Tylko czemu w dormitorium? I czemu Kenai uważał, że wyskoczymy zza niego z pomocą? Farin by mnie wpisał na zeszyt gdyby mnie tam jeszcze raz zobaczył…


Rorc, mimo, iż mocno naciskany, nie chciał dzieciakom zbyt dużo zdradzić, ale w końcu się poddał i opowiedział o zdeprawowanych poszukiwaczach, o ruchu oporu i o tym, że Haven było w niebezpieczeństwie. Elinor udało się odszyfrować list, który skierowany był zapewne do grubego szefa goblińskiej bandy. Tylko od kiedy gobliny umieją czytać? Zgodnie z listem, gobliny miały nękać okoliczne wioski, jednocześnie oczerniać banitów, którzy działali przeciwko Poszukiwaczom, a gdyby się udało to tychże banitów zamordować. “V” na końcu listu jasno wskazywało na Verminarda, którego drużyna spotkała jakiś czas temu w pokoju poszukiwacza Cedrica. Wszystko stawało się jasne.


Marsz przez las obył się bez kłopotów, a Stam ze swoją bandą spotulnienli jeszcze bardziej, gdy Yolo przypomniał im, że to on i jego przyjaciele wytłukli gobliny. W chacie Rorca rozgościł się niespodziewany przybysz, jego przyjaciel. Krasnolud. Farinowi natychmiast zaświeciły się oczy, bo to była dla niego szansa, aby dowiedzieć się czegoś więcej o swoich przodkach. Chyba niczego nowego się nie dowiedział, ale po kilku godzinach spędzonych w kuźni wyszedł zadowolony w dopasowanej kolczudze.
Krasnolud był bardzo nieprzyjemny. Cały czas marudził na innych i dokuczał Farinowi, twierdząc że nie jest on taki jakim powinien być krasnolud. Czyli? Nie pije, nie klnie i tak dalej. Ale Farin potrafił mu się postawić, twierdząc że będzie takim krasnoludem, jakim sam chce. O. Szanuję. Nawet jeśli troszkę to dziwne.
Wieczór ogólnie był chyba udany dla wszystkich, bo Silva wreszcie przestała się boczyć za otrzymaną burę za zabicie z zimną krwią goblinów i porozmawiała z łowcą o zniknięciu gwiazdozbiorów. Yolo słuchał nadzwyczaj uważnie wszelkich zawiłości na temat magii, o których z zapałem opowiadała mu Elinor, a Kenai cieszył się towarzystwem swoich owieczek. Magia jest super i Elinor też. Mam nadzieję, że pouczy mnie jeszcze… Jutro znajdę sobie jakąś różdżkę i będę ciskał zaklęciami. Wreszcie ryzyko przyłapania podczas psot będzie mniejsze, ha!
Zdumiewające, ile ciekawości świata jest w takim lekkoduchu. Ostatnio wziął się za naukę magii. Jednak nie jestem pewna czy pytał tylko z uprzejmości czy faktycznie słyszał coś z tego co mówiłam, bo zaraz zaczął biegać po swojemu. Pewnie żeby nie przysnąć. U Helbina zawsze przysypiał. A właśnie, muszę sprawdzić czy Farin ćwiczy rytuały.
Ojciec Edwin opuścił sierociniec, aby wziąć udział w obradach Poszukiwaczy. Drużyna długo się nie naradzała i niemalże natychmiast ruszyła do miasta, aby przekazać ojcu wszystko, czego się dowiedzieli. Farin zebrał jeszcze pochwały za swoją kolczugę, Yolo zebrał prowiant i “skisił” mleko, a Kenai pożyczył od ogrodnika wóz i wyczarował skądś osła.
Przy promie był tłok, Farin dwoił się i troił, aby osioł wszedł na pokład, ale Billego (bo tak nazywał się osioł) chyba użarł jakiś szerszeń, bo nie dość, że nie poszedł do przodu, to się cofnął i potrącił kilku osiłków, którzy chyba tylko czekali na jakąś zaczepkę, bo zrobili ogromną drakę z lekko poplamionej koszuli (jeden z nich wylał na siebie wino z bukłaka). Obraźliwe słowa Yolo i sztuczka Elinor, która oczyściła materiał z plam pokonały procesy myślowe mięśniaków i do rozróby nie doszło. Yolo na wszelki wypadek zniknął im z pola widzenia. Głębia pustki bijąca z oczu obu tych obdartusów stawiała ich w rzędzie między goblinami. Albo i niżej, bo nie zrozumieli moich obelg.
Napotkany w porcie Tuńczyk namawiał na ucieczkę z miasta i tym razem nie miał już nawet obiekcji co do zabrania kendera na swój pokład. Mówił, że rusza wieczorem. Wyglądał na mocno przestraszonego. Chyba tylko Farin chciał z nim wyruszć.
Oberża w której zatrzymał się ojciec Edwin była przepełniona i stojący na beczce karczmarz dość jasno obwieścił wszystkim, żeby nie robili sobie nadziei, bo on już nikogo więcej nie wpuści. I faktycznie był głuchy na propozycje, a wszelkie próby dostania się do karczmy spełzły na niczym. Na szczęście z małego okienka na piętrze całą sytuację zaobserwował ojciec Edwin i dzięki temu znaleźliśmy się w jego pokoju. Byliśmy dumni ze swoich poczynań, daliśmy mu pergamin, w którym dość jasno Verminard przyznawał się do winy, a on, a on… nie powiedział nic co podniosłoby nas na duchu. Zmarkotniał jeszcze bardziej, sztywno nakazał czekać na jego powrót i poszedł na obrady, które miały się ciągnąć do późnej nocy. Mocno mnie tym zmartwił, ale nikomu o tym nie powiedziałem.
Rano ojca Edwina nadal nie było, więc drużyna postanowiła zobaczyć co się stało. Już od samego progu karczmy było widać, że coś się święci. Po wczorajszej radosnej, jarmarcznej atmosferze pozostały tylko wspomnienia, a grupek podejrzanych zbirów było już tak dużo, że wydawało się, że są przy każdym skrzyżowaniu ulic. Yolo wypatrzył w tłumie samego Verminarda i udało mu się podsłuchać, że coś złego stanie się na placu. Dostrzegł również, że najemnicy zachowywali się jak dobrze przeszkoleni żołnierze. Verminard mówił też, że musi załatwić jeszcze coś pilnego, więc Yolo ruszył za nim, ale ten go dostrzegł i przy użyciu magii oślepił. Spojrzał na mnie, a w jego oczach było widać nienawiść. Chciałem uciec w bok, aby móc dalej go śledzić, ale jednym ruchem ręki pozbawił mnie wzroku. Na szczęście zanim zrobiłem sobie krzywdę podbiegli do mnie Kenai z Farinem, a dzięki Elinor (chyba) odzyskałem wzrok. Yolo, on zawsze gdzieś poleci zanim się obejrzysz, i kiedyś wpadnie w tarapaty. Verminard użył na szczęście prostego czaru, który szybko minął. Silva podjęła trop, ale najwyraźniej nie ten, bo prowadził za miasto, a Verminarda dostrzegliśmy dopiero gdy wróciliśmy z powrotem w stronę twierdzy. Zanim jednak tam dotarliśmy, przez główną bramę ruszyła zatrważająca procesja, którą z obu stron chronił szpaler najemników. Silva dostrzegła w tłumie Edwina, ale ten dał nam znaki, abyśmy nie próbowali do niego podchodzić. Coś było nie tak.
Ojciec Edwin miał związane ręce. Dosłownie. Drużyna wracając na plac gorączkowo rozprawiała nad tym, co może zrobić. Gdybym tak poznała już ferroformację, albo chociaż jakieś formy manipulacji kinetycznej, jak lewitacja, lewitacja jest dosyć prostym zaklęciem, no ale niestety Eli ty jesteś jeszcze bardziej prosta. I czy Edwin poszedłby na ucieczkę? Ostatnio jest strasznie zmęczony i kto wie czy do końca nie obstawałby przy próbach beznadziejnej mediacji. Opcji było niewiele, czasu jeszcze mniej, więc pomysłów padła podobna ilość. Yolo wspiął się na dach, reszta stanęła w tłumie, a Farin wpadł na pomysł odwrócenia uwagi i podpalił wóz z sianem. Niestety zwrócił tym czynem uwagę tylko stojących najbliżej strażników i z dywersji nic nie wyszło. To jacyś nienormalni ludzie, przecież ich domy były zagrożone! Verminard wszedł na podest i ogłosił, że miasto przechodzi pod opiekę Rycerzy Czerwonego Smoka. Mieszkańców na te słowa trwoga nie zdjęła, bo smoki od setek lat były tylko bohaterami bajek, klechd i baśni. Aż Do Dziś.

Podmuch wiatru od uderzeń ogromnych skrzydeł rozniecił ogień z podpalonego wozu. Wielki cień zawisł nad placem, a ryk słyszany pierwszy raz od wieków, sprawił, że kolana same się uginały. Wielki, majestatyczny, przerażający czerwony smok zajął swoje miejsce obok podestu, na którym stał ojciec Edwin wraz z pozostałymi więźniami. Z całej drużyny na miejscu zostali Yolo i zafascynowana Elinor. Silva, Farin i Kenai zdjęci strachem zaczęli uciekać z resztą mieszczan. Ucieczka dwóch niezłomnych wojowników. Odcinek czwarty… hehehe…
Yolo postanowił wykorzystać zamieszanie i dostać się do więźniów. Niestety nie zauważył, że ktoś się do niego zbliża i dał się pochwycić w momencie gdy miał skakać z dachu. I zamiast spaść z impetem w dół, to wylądowaliśmy łagodnie na podeście obok smoka. Złapał mnie jakiś łuskowaty stwór ze skrzydłami. Miałem przerąbane, nigdzie nie widziałem moich przyjaciół, wierzgałem więc co sił w nogach, obrażałem ile sił w płucach i plułem ile śliny w ustach. Obrażanie i plucie na niewiele się zdało, bo oprócz tego, że trafiłem smoka w oko i chyba, go zeźliłem, to nic nie wskórałem. Na szczęście udało mi się wyrwać i zwiać do zaułka. Było blisko… za blisko jak moje standardy.
Myślałam że już po nim. Wyobrażacie sobie? Napluć czerwonemu smokowi w oko i się wywinąć? Verminard pewnie już go dobrze pamiętał, a teraz smok również. Ale! Smok. Widziałam na własne oczy! Helbin mi nie uwierzy. Oni nawet nie wierzą jak mówię, że gadzie nadgarstki widziałam.
Jaszczuroczłek ruszył w pościg za kenderem, ale tuż za nim byli Silva, Farin i Elinor, którzy z trwogą przyglądali się całej scenie. Wspólnymi siłami udało się pokonać łuskowatego przeciwnika, który po śmierci zamienił się w kamień. Znowu magia! Będę musiał zapytać Elinor jak to się robi!
Fascynujące! Ciało w kamień? Ale tak na stałe? A może to ożywione głazy? Ale tak masowo? Jakieś golemy? Ale czemu takie gadzie? Że też nie było czasu na jakiś rytuał …
Smok zrobił swoje, wywarł odpowiednie wrażenie, wzmocnił przekaz Verminarda, po czym odleciał i osiadł na wieży twierdzy. Straż odprowadziła tam również więźniów. Drużyna widząc, że nie ma szansy na ratunek dla Edwina postanowiła uciec poza granice miasta, aby odszukać Rorca i banitów. Wcześniej jednak musiała znaleźć Kenaia. Kenai na pewno poleciał po pomoc. W porcie go nie było. W karczmie też nie, a że połowa miasta już płonęła, a w drugiej roiło się od patroli, nie pozostało nic innego, jak ucieczka na drugą stronę rzeki i trzymanie kciuków za towarzysza. Całe nabrzeże było dobrze strzeżone i gdy wydawało się, że pozostała tylko szaleńcza próba przebycia rzeki wpław. Silva wypatrzyła łódź przy której kręciło się tylko dwóch zakapiorów. Tych dwóch zakapiorów. Wtedy to my staliśmy między promem, a nimi, teraz, to oni stali między łodzią a nami… czy jakoś tak. Wtedy chodziło o rozlane wino, teraz o przeżycie, dlatego tym razem nie mogło się to zakończyć pokojowo. Ten z oczyszczonym kaftanem stracił grunt pod nogami – oj – i wpadł ranny do rzeki, a jego kompana zabiła Silva…. zacząłem się jej bać. Uciekliśmy w ostatniej chwili, bo podczas przeprawy poleciało w naszą stronę kilka strzał. Ufff…
Po drugiej stronie rzeki los wreszcie zaczął sprzyjać drużynie, bo w szuwarach doszło do niespodziewanego spotkania. Kenai akurat skończył prać gacie, gdy wypatrzył go Yolo, który nie omieszkał zwrócić uwagi, że rzeka musi być płytka, skoro Kenai był suchy od pasa w górę. Nikt nie skomentował.
Pod osłoną przybrzeżnego sitowia uciekliśmy do lasu w poszukiwaniu Rorca…
Musieliśmy znowu biec przez te przeklęte krzaki do sierocińca po ojca Helbina…

Bitwa rozpoczęta, więźniowie w lochu, drużyna podłamana, ledwo pozbierana i przerażona. [że pozwolę sobie sparafrazować początek 😉 – Lea]


Przepraszam jeżeli coś pokręciłem, albo zdarzenia są niejasne, ale piszę po kilku dniach od sesji. A gdyby nie plan wydarzeń, który podesłała Lea to w życiu nie stworzyłbym nic logicznego.
Sesja z mnóstwem atrakcji i emocji. Dzieciaki muszą szybko dojrzewać i to niestety w ten trudny sposób. Gdy dla niektórych pod względem emocjonalnym zabicie goblina to fraszka (Silva i Kenai), dla innych to trudne przeżycie (Farin). Do tego jeszcze te dwuznacznie moralne zabicie poddających się goblinów i reakcja Rorca. Super. W normalnej kampanii przeszlibyśmy nad tym do porządku dziennego, a tu moralniak.
No i zamiast bić się z uratowanym Stamem o to, kto jest bossem sierocińca drużyna musi mierzyć się z Verminardem i jego antycznym czerwonym smokiem. Także ten… wczoraj dzieci, dziś dorośli, że o kurwa mać. (nie mogę przeklinać na sesji, ani w opisach, więc tu sobie pozwalam… 😉 ). Najbardziej tego dorastania żałuje Tomek, bo Kenai chciał czekać w łóżku(!?) na spotkanie ze Stamem i jego bandą. No, ale wracając do przerażającego smoka, to grając kenderem mam małą satysfakcję, bo nie muszę odgrywać srania w gacie na jego widok :D. Odgrywanie postaci, która fizycznie nie może odczuwać strachu jest… dziwne czasem, ale fajne. Zapominam o tym i muszę się pilnować
No i drużyna ma za sobą pierwszą potyczkę z przeciwnikiem ludzkim. Mimo, iż były to zbiry i sytuacja tego wymagała, to powinno się to odbić piętnem na młodych sercach. Najmniej chyba na Silvie, której serce jest najbardziej dzikie, a jak wiadomo w dziczy przeżyje tylko najsilniejszy.
Nie mogę doczekać się następnej sesji i planowania tego, co możemy zrobić, aby uratować Edwina. Ze smokiem raczej nie powalczymy, mimo, iż wbiliśmy właśnie na 3 poziom 😀

Reklamy

4 myśli na temat “Smoczy Lans na dwa głosy, cz.4”

  1. Bardzo podobała mi się scena rozmów Farina z krasnoludem. 🙂 Ubaw 😀 Jest to też początek questu poszukiwań swych korzeni przez Farina.

    Zabawnie było też oddawać pożyczone – a jakże! – itemy.

    Wątek dzikości serca naszej Silvy, i to jak bardzo ono nie rozumie czego ci ludzie się czepiają, też urzeka. 🙂

    Trochę przemyśleń przed nami. Zabójstwo pierwszego człowieka to siekiera, choć czy wszystko nie blaknie przy pożarze miasta i czerwonym smoku, to trudno określić. 😉 Przy możliwej ilości zgonów w mieście od ognia, to nasze zabójstwo twarzą w twarz to teraz taka tam ciupażka, a nie siekiera xD Zaczęliśmy z grubej rury.

    Jak przekroczyć rzekę? Jak ogarnąć partyzantkę? Jak ogarnąć pożar? xD Jak usunąć obciachowe brązy z garderoby? Jak się dostać do twierdzy a potem jeszcze wyjść? Jak (na drugim poziomie xD) napluć czerwonemu smokowi w gębę i spieprzyć z uśmiechem na ustach? Trochę do rozkminy. Trochę do pogadania. Dobrze.

    Polubienie

  2. Dla Silvy zaczyna sie bardzo trudny okres, bo zwyczajnie zaczyna sie gubic. Nie bardzo ogarnela, na czym polega „czlowieczenstwo”, instynkt wilczy nadal silnie w niej tkwi. Pojela idee dobra i zla, ale ma problem z odcieniami szarosci. A ze po ostatnim pokojowym zalatwianiu sprawy prawie zginela, tym razem sie nie patyczkowala. A tu taki cios jak bura od Rorca…

    To zabicie zbira dopiero na nia spadnie, ostatecznie przypomni sobie slowa Rorca, ze „zabicie czlowieka to nie takie proste” – a dla niej bylo proste, wiec co to znaczy…?

    Szacun za smoka. Dalabym sobie reke uciac, za na to za wczesnie… 😅

    Pod reszta pochwal sie bezczelnie podpisze, nie ma co dublowac 😉

    Polubienie

  3. W kwestii zabójstw to najmniej to przeżyje Kenai. Nie było go przy tym, inicjacja go dopiero czeka 😉
    Ma też coś do udowodnienia. Tak jak przy duchu, jego dwukrotna ucieczka ostatecznie zaowocowała eliminacją (?) tegoż ducha, tak będzie pragnął powtórki w przypadku smoka. Heh naiwny.

    Teraz czeka nas ucieczka, w raczej mało sprzyjającym terenie. Kierunki widzę raczej tylko dwa – Rork, albo sierociniec. Pytanie kto do Helbina i Rorka dotrze szybciej. My… Czy smok.

    PS. A Stama z jego bandą wierzę, że jeszcze spotkamy. Prędzej czy później i chyba nie będzie to starcie na pięści 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s