[kampania DH odc.20] wróg wewnętrzny

Zostawiliśmy za sobą płonącą planetę. Przetrwaliśmy manipulacje xenosa i starcia na orbicie, zachowując skórę, ale tracąc cały statek. Teraz mieliśmy zejść na planetę, na której Parteos jest rozpoznawany jako przywódca buntu przeciw Imperium. Naprawdę, Parteos musiał jakoś to sobie wszystko poukładać i wynagrodzić sobie pewne straty, więc w ramach ostatniego życzenia przed lądowaniem kupił sobie nową pelerynę. Cały on, prawda? Pomalował nam też pancerze by nie wyglądały na desoleańskie. Podobno w mieście będziemy niedostrzeżeni. Proculus byłby dumny.

Siostra Bianka zarządziła, że przed lądowaniem nie starczy nakupić ubrań i amunicji, tylko trzeba się pomodlić. No i modliła się, razem z Parteosem. Zmusiła nawet Octava do tego by okadził żołnierzy. Jakby byli jakąś konsolą. Ma cudowne poczucie humoru. Octav nie wydawał się zachwycony. Zwykle jak coś okadza, to to działa jak trzeba, a tu po prostu zmarnował kadzidło. Bianka zresztą też nie wydawała się zachwycona, bo mantrował coś o ich śmierci. Przesadziła, przecież to mechanicus. Oni są trochę pomyleni. Chociaż Octav dobrze się z tym maskuje.

Na miejsce lądowania wybrano bazę sił imperialnych, względnie oddaloną od frontu. Z jakiegoś powodu, niezrozumiałego chyba nie tylko dla telepatki, ich kapitan z Osmandiusa nie chciał już pilotować, wyręczając się wbudowanym serwitorem. Gdy podchodzili do lądowania, zaatakowała ich obrona bazy.
Zajęci manewrowaniem i próbami porozumienia, nie kwapili się do odpowiedzi ogniem, więc do dział poleciały Bianka z Flavią, z których ta druga nie miała za dużego pojęcia o ich obsłudze, ale nikt nie pytał a Octav nie zdążył zabronić.

Tylko dzięki refleksowi Siostry Bitwy, która sprawnie zdejmowała napastników, uszli cało. Jeden z nich zamiast „zachować się porządnie i wybuchnąć”, jak mówiła, spadł na ziemię, więc polecieli odratować pilota na przesłuchanie.

Jak tylko wylądowali, Sabant chwycił Biankę i poleciał z nią na ostrzeliwującwego się żołnierza. Nie żeby nie mało to swego uroku, ale muszę mu chyba kupić kiedyś normalną tarczę… Widząc technokupidyna z Siostrą Bitwy na rękach, żołnierz wycofał się zosłonę i palnął sobie w łeb. Wina za jego samobójstwo, wraz z gniewem Bianki i tak spadły na Parteosa. Ale nie widziałam na nim w osnowie nic nadzwyczajnego. Xenos tymczasem miał bardzo nadzwyczajną postać. To zresztą nawet na rozum nie mógł być xenos. Obcy nie zabiłby nośnika, tylko dał się nam przesłuchać, żeby znowu nas zasiedlić.

Kapłan milczał, kiedy baza próbowała wywołać ich statek. Nie zamierzał zdradzać się potencjalnemu przeciwnikowi z tym, że przeżyli. Octavius miał inny plan, wybadał sytuację, okazało się, że baza nie wie nic o ataku. Akolitów powitano wylewnie i oficjalnie, zapewne w próbie redukcji złego wrażenia przed inkwizycją. Bo oczywiście w bazie już wszyscy wiedzieli.

Za zgodą gospodarzy, Octavius zainstalował się przy dwukofeinowej w cognitatorze by nakreślić obraz sytuacji na powierzchni planety. Tajemniczej wiadomości od xenosa nie było ani śladu. Napastnikami było trzech pilotów dawniej służących w jednym pułku na Juno. To, że porwali niedawno trzy maszyny, widniało w systemie, ale jednocześnie dla wszystkich w bazie wydawało się to niespodzianką. Śledczy doszukał się większej ilości żołnierzy z tego pułku i choć była duża, zgrał informacje na ewentualne późniejsze potrzeby. Kontakty z Laran-9 okazały się zbyt powszechne, by iść ich tropem.

Tymczasem Parteos, Bianka i Sabant rozmawiali z pułkownikiem. Uprzedził ich, że z pewnością zechce z nimi się spotkać Lord Wojny, jak tylko wróci z frontu. Sabant zaofiarował pomoc przy rannych. Parteos był zdania, że informacja o zasobach na planecie mogła być fałszywa i służyć jedynie wznieceniu buntu. Dociekał gdzie mógłby ją potwierdzić, lecz pułkownik nie potrafił pomóc w tej sprawie. Informacjami dysponował zarządca sektora i zapewne mechanicusy, których nie wiadomo było gdzie teraz szukać.

Wojskowe banki danych nie zawierały informacji o aktywności cywilnej, jaka mogła towarzyszyć przemytowi broni, więc akolici zdecydowali poszukać wiedzy gdzie indziej. Wyposażeni w przedwojenne mapy i aktualne dane o okolicy, nakreślili plan poszukiwań i po rekwizycji transportera rhino oraz granatów halucynogennych ruszyli w kierunku dawnego lotniska.

Powierzchnia planety, jak okiem sięgnąć była kompletnie zniszczona. Wypalona, potrzaskana, jałowa, szara. Ani jednym szczegółem nie przywodziła na myśl dawnego terropodobnego raju. Lotnisko leżało oczywiście w gruzach. A oficer napotkany nieopodal oczywiście wiedział, że przyjechała inkwizycja, co można było domniemywać z tego że uklękł na powitanie. Z braku lepszych pomysłów, akolici zabrali się za ręczne odgruzowywanie obiektu. Chciałam pomóc telekinezą, ale Octav znowu kategorycznie mi zabronił, więc ten… no, żeby go nie stresować, kopaliśmy rękoma. I szczypcami. Zanosiło się na dwa tygodnie w kamieniołomie, ale nagle niespodzianka, Octav wziął i znalazł bank pamięci z cognitatora. To dopiero śledczy!

Zadowolony mechanicus zasilił urządzenie sobą i przystąpił do analizy danych, a reszta drużyny w ramach krótkiego odpoczynku zajęła się swoimi sprawami. W przypadku telepatki bylo to bezczynne snucie się po gruzowisku. W końcu nie codzień odwiedza się nowe światy. Ten był specyficzny. Taki rajski i idealny dla życia, a taki piekielny i martwy.

Katrina bywała kilkakrotnie na Myros, ale poza wzmiankowaniem w rejestrach lotów i rozładunku, nie było o niej żadnych informacji. Kursy wydawały się pasować do czasu zaopatrzenia Gryn-Zollernów w broń. Kontrahentem Katriny było Konsorcjum Zbożowe. Dowiedziawszy się czego się dało, Octavius poszedł pozbierać drużynę. Telepatkę znalazł niedaleko, na ruinach które niedawno przekopywali. Nadziwowali razem nad Myrosanami, którzy walczą o swój raj nawet nie widząc, że już go nie ma. No i nie chcą błogosławieństwa kuźni, co musiało być dziwne dla mechanicusa. „Wygramy tę wojnę”, mówił Octavius pewnie. Mówił o tej ludzkiej. W przeciwieństwie do mistyczki, o wiele lepiej widział świat materialny niż osnowę. Ale nawet Octavius nie wszystko przewidział…

Zapytany o odkrycia i ewentualne ślady działań Katriny w archiwach monitoringu, zgodził się wznowić poszukiwania, ale tym razem nie kopali już sami, gdyż Parteos zorganizował do pomocy okolicznych żołnierzy. Poszukiwania nie były bezowocne, choć odnalezione nośniki wymagały kilkudniowej pracy. Akolici zabrali je ze sobą i wrócili do bazy.

Ku ich zaskoczeniu, na dzień dobry rozbrojono ich pod pozorem spotkania z Lordem Wojny. Akolici spokojnie zdali broń. O ile można nazwać spokojnym ciągłe nagabywanie Bianki czy Javier na pewno dopilnuje jej ukochanego boltera. Właściwie prócz śledczego nikt nie dostrzegł ulgi pułkownika widzącego, że nie robią problemów ze zdaniem broni. Jaki był jej powód? Już wkrótce miał się tego dowiedzieć.

Astartes ze Straży Śmierci łącznie było trzech, w tym kapitan zakonu. Wyraźnie wiedział o wyglądzie Parteosa, nawet mimo jego zamaskowania po samo czoło. Zarządawszy glejtu inkwizycji, odebrał go akolitom mimo że Bianka stanowczo domagała się zwrotu. Powiedział, że konklawe na Juno uchwaliło, by sprowadzić tam akolitów ze szczególnym uwzględnieniem Parteosa. Mówił, że Parteos dopiero co zabił na Juno Tiberiusa Horna. Co więcej, na prośbę Octaviusa by kapitan astartes udokumentował w jakiś sposób swoje słowa, ten pogardliwie stwierdził tylko, że akolici są w tej chwili jedynie więźniami i zabiera ich do celi.
Poszliśmy. Nikt nie zamierzał wszczynać awantur w obecności trzech Śmierci. Nie wspominając o pułkowniku bazy, który zapewne w sytuacji wewnętrznego konfliktu w inkwizycji był między młotem a kowadłem (w sumie bliżej młota…) Poza tym wszystko dało się łatwo im wyjaśnić, czy to na Juno czy tutaj. Problem jednak w tym, że astartes nie chciał słuchać.

W układzie nie spędziliśmy nawet jednego dnia. O wyglądzie Parteosa wiedziano jeszcze krócej. Od naszej wizyty w bazie do przybycia trzech Śmierci minęło stosunkowo niewiele czasu. Od kiedy po nas jechali? Od odebrania informacji od xenosa? Czy od informacji z orbity? A może od chwili, kiedy Parteos podzielił się z pułkownikiem podejrzeniem że nie ma żadnych złóż? Dalej było tylko ciekawiej…

Cela mieściła się pod ziemią. Zamknął nas w pace z zamiarem dostarczenia na Juno. Wiedział kim jesteśmy, a jednak chciał glejt. By nam go zabrać. A po co chciał nam go zabrać, jeśli nie zamierzał nas już wypuścić? Żebyśmy nie okazali go szczurom w celi? Czy zakładał naszą ucieczkę?

Jak tylko drzwi się zatrzasnęły, biorąc pod uwagę ewentualność rychłego końca swego żywota, Parteos zdecydował że spróbuje poznać lepiej siebie samego. Chciał sprawdzić czy telepatycznie uda się poznać więcej szczegółów z jego przeszłości. Pomysł przestraszył Octaviusa, sugerującego że nie jest to najlepszy czas ani miejsce. Był. Gdyby stało się coś naprawdę złego, pozostałoby w celi.

Parteos w ostatniej chwili wygłuszył pomieszczenie, bo sądząc po jego grymasach, musiał wyć. Efektem ubocznym forsowanej mocy było zmrożenie otoczenia. Octav bardzo się stresował. Nie wiem czym, do -273 było daleko.

Wspomnienia spoza słoja obejmowały naukę. O ile można tak nazwać pranie mózgu i programowanie hipnotyczne oraz wsad wspomnień. Parteos odbywał je pod okiem nierozpoznanych uczonych. Nie wspominano przy nim o innych klonach. Trudno było nawet ustalić gdzie się te nauki odbywały, ale widać było, że to statki. Przy Parteosie umieszczono wyzwalacz włożonych wspomnień, miał postać małej fiolki z pyłem. Klon był jednym z bardzo wielu, słojów były dziesiątki. Mistyczka wykryła też, że u Parteosa zaprogramowano pewien cel, jakieś konkretne zachowanie w określonej sytuacji, lecz wyzwalacz nie dał się określić. Co ciekawe, nie było żadnej drogi przemycenia Parteosa w szeregi inkwizycji. Kapłan był zaprogramowany bardzo kompleksowo i jego wiedza czy też wspomnienia same skierowały go do inkwizycji. Podobno pośredniczył w tym tylko biernie jakiś zaufany człowiek Tiberiusa, który polecił mu kapłana.

Parteos miał wybór, czy chce poznać te szczegóły sam, czy obejrzeć wszystko z jakiegoś ekranu Sabanta, jak ostatnio. Miałam nadzieję, że się zgodzi przejrzeć je sam. Przecież chciał wiedzieć ile się da, a tymczasem wspomnienia to nie tylko obraz czy słowa. To również świadomość niektórych rzeczy, stany emocjonalne, cała wpojona wiedza, tutaj hipnotyczne wizje i rozwój osobowości, której intencji nie znamy, tego nie da się rzucić na sufit, choćby nie wiem jak obkadzić urządzenie. Bianka była bardzo niecierpliwa, zwłaszcza jak usłyszała pytanie o fiolkę. Parteos nie chciał mi jej pożyczyć, myślał że chcę mu zabrać. Serio, na co mi fiolka z jakimś gównem. No może nie dosłownie, ale… tam jest coś. Coś jak ekstrakt tragedii. Myślę, że Parteos tego nie wie. Potrzebuje czasu, by zadecydować.

Otrzymawszy przekaz, Sabant rzucił na sufit co się dało. Zdołał powiększyć niektóre kadry i wyłapał, że hodowla klonów w słojach miała miejsce na statku należącym do Ordo Malleus. Inkwizycji. Szkolenie zaś przeprowadzano na innym. Raz był przy nim sam Tormentius, oczywiście w typowej masce. A w szkle odbijał się niewyraźnie profil rozmawiającej z nim, obcej kobiety. Możliwości rozwidlały się i wiły, każdy miał swoją hipotezę. Od strony Octaviusa i Bianki pojawiły się obawy, że gdy dadzą się Śmierciom zawlec na Juno, czeka ich marny koniec. To pewnie nie była prawda, ale co tam, zgodziłam się że trzeba wiać, bo nie chcę uwierzyć w śmierć Tiberiusa oraz nie chcę zostawiać na tym pogorzelisku Słoika i Javiera. Słoik by się wściekł jakby został tak po prostu porzucony na polu odsunięty od misji. Tyle moczenia tyłka żeby ostatecznie wrócić na front? Nah.

Przy Parteosie zajetym swoimi przemyśleniami i niezbyt protestującym Sabancie, wyglądało na to, że w kwestii ucieczki jest jednomyślność. Telepatka ustanowiła więź z serwitorem, a jego twórca pisał jej komendy, jakie Javier miał przekazać serwitorowi pilotującemu prom. Javier wjechał transporterem na prom i pilot ruszył… Pozostało szybko pokonać drzwi, i to najlepiej nie spawarką. Sabant męczył zabezpieczenia i męczył, ale w końcu drzwi otworzyły się gładko niczym na legalu. Wykorzystując efekt zaskoczenia strażników, Parteos mruknął że nareszcie kapitan zmądrzał i ich wypuścił. A oni to łyknęli. Potem jeszcze powiedział że w celi jest coś dziwnego i powinni to sprawdzić. A oni to łykneli. Nic dziwnego że Parteosa tak bardzo chcą poznać na Juno. Każdy by chciał. Zamknąwszy strażników w celi, akolici pospieszyli ku wyjściu z bunkra. Na ich drodze była jeszcze tylko sala z oficerem i dwoma żołnierzami, których Octavius postanowił wykiwać udając że uciekają przed pożarem dolnego poziomu. Ale oni tego nie łyknęli. Miejscowi ruszyli do ataku, lecz nie mieli większych szans potraktowani piorunami Octaviusa oraz podniesioną z ich kompana bronią bolterową i łańcuchową.

Wypadając z bunkra, Parteos ostatniej parze straży rzucił władczo by natychmiast biec do ambulatorium. I pobiegli. I mimo że droga do kołującej już nisko nad ziemią Valkyrii była wolna, biegł ku nim uzbrojony po zęby astartes, Strażnik Śmierci. Na szczęście bez kolegów. Sabant szybko przeleciał do promu i zasiadł za działkiem. Chowając się rozpaczliwie za okolicznymi rupieciami przed prującym ziemię ostrzałem, reszta drużyny postawiła na szybkość, desperacko próbując dostać się na prom i uciec. Astartes wygrażał im od heretyków i czarownic, błyskawicznie i z łatwością zmniejszając dystans. Co sprawniejsi oczywiście powskakiwali jak lisy na platformę, ale mistyczka zajęta spowalnianiem astartesa okazała się jak zawsze w kluczowych chwilach ciamajdą i została na dole. Już go miałam, naprawdę, teraz pozostało mu tylko usunąć wspomnienie i uciekać, ale złapał mnie Javier i wciągnął na platformę. Zresztą Śmierć też tam zaraz wskoczył, bo nie skończył nie pozwalać żyć czarownicy. Tak bardzo nie chciałam go palić… To był przecież nasz człowiek. Strażnik Śmierci. A jak się zabija strażników śmierci… to kto jej będzie pilnował?

Astartes runął z platformy odlatującej Valkyrii w dół, ku ziemi rajskiej planety.

Teraz pozostało tylko… dostać się na Juno. Część drużyny wiązała pewne nadzieje z Kurtzem. Gdyby hipoteza Parteosa o manipulacji okazała się prawdziwa, Kurtz mógłby pomóc im zdobyć statek. A gdyby okazała się fałszywa, to pewnie nie będzie miał wyboru.

Na statku w wielkim słoju pływał ludzki obiekt. Ani nie towarzyszyły mu rzędy identycznych słojów, ani statek nie należał do inkwizycji, ani nie było tam cicho jasno i sterylnie. Obiekt miał już być może parę guzów od ciągłego przerzucania słoja w tę i we w tę. Urządzenie było już może trochę brudne i porysowane. A na szkle przyczepione taśmą, tekstem do wewnątrz, wisiały dwie kartki.

Pierwsza niefrasobliwie głosiła:

„wygraliśmy z buntownikami! ale straciliśmy statek
jest dobrze – lecimy pomóc siłom imperium
pływaj sobie”

Druga zaś, może odrobinę nowsza –

„rebelii przewodzi Parteos! inny Parteos!
ściga nas inkwizycja
wyłaź bo potrzebujemy pilota cudotwórcy”


Kampania wydaje się wracać na tory po dłuższej przerwie. Przerwy (nawet dwytygodniowe, jeśli zdarzają się częściej) zdecydowanie pokonują zapał, o pamięci wydarzeń i wczuciu w postacie nie wspominając. Niebawem powinien być nas komplet, więc będzie tylko lepiej 😉

Tomasz ciągle wspomina z rozżewnieniem sukcesy Parteosa w czarowaniu strażników na prawo i lewo. To wyjście to był tak totalny klasyk xD Ma też przed sobą bajeczne rozdroże fabularne i jestem bardzo ciekawa co postanowi robić dalej. Być może do przemyślenia będzie miał motywację postaci, ale zobaczymy.

Julian miał sporo do roboty i fajnie było widzieć Octaviusa w akcji. Ucieszyło mnie że nawet ja się na coś przydałam, choć nie spodziewałam się tego po zarwanej poprzedniej nocce, bo ostatnio na sesjach grywam głównie zombie. Siostra Bi uratowała nam wszystkim tyłki posyłając do piasku latających niemilców. Choć jej sprzeczka z Parteosem o to że sprzeciwił się jej rozkazowi też była ciekawym pomysłem i już myślałam że będzie z tego dym xD Cudowne otwarcie drzwi celi zawdzięczamy 01 Sabanta, która wypadła jako przerzut z FP, czyli starania i próby bardzo podparte mechanicznie 🙂

Od strony prowadzenia podobały mi się nawarstwione schizowe twist ploty, bo parę ich już mamy (Kurtz-Parteos, atak obrońców bazy, wysyp innej inkwizycji, jej mega niespodziankowe wieści o Don Parteo, pochodzenie Parteosa i konieczność, wydawałoby się, rozmowy z Kurtzem). Tworzą plątaninę domysłów, w których będziemy starali się odnaleźć. Lubię ten etap konstrukcji opowieści – sporo wali się na głowę ale daje się wchłonąć, bo jest na to czas, pokazują się nowe oblicza, czasem wcale nie nowych właścicieli, znowu jest co rozkminiać, a i zapewne znowu jest co spaprać ;p

Reklamy

8 myśli na temat “[kampania DH odc.20] wróg wewnętrzny”

  1. Kłótni z siostrą Bi nie chciałem zaogniać, ale i tak jest na mnie cięta. Po raz pierwszy pojawiła się grubsza rysa we współpracy pomiędzy siostrą a kapłanem. Dobrze, ukierunkuje to przepoczwarzanie się kapłana. Czy to jest jeszcze kapłan? Ten Parteos, którego zna drużyna? I który generalnie tej drużynie ufa? Kim tak naprawdę jest ten klon? Yet to be seen…

    Wyjście z celi było jednym wielkim fuck upem, choć w totalnie powalonym świecie DH całkiem logicznym. Strażnicy zachowali posłuszeństwo wobec wyszczekanego kapłana – akolity inkwizycji. Mieliby mieć czelność mu się sprzeciwić? Jakim prawem? Wszak to, że siedział w celi to drobny, pozbawiony znaczenia szczegół.
    Że tego nie łyknął późniejszy oficer to foch, gnojek musiał zachować nieimperialny indywidualizm w myśleniu. Co jest niedopuszczalne rzecz jasna i dlatego musieliśmy go zabić, wyciąć chory fragment w zdrowej tkance imperialnej armii. Na szczęście ostatnia dwójka strażników zmazała swym posłuszeństwem winy oficera dowodzącego.

    A astartes? A giń w cholerę fanatyczny pajacu, starczyło posłuchać i pomyśleć, zamiast gadać głupoty. Tak wiem, myślenie to nie jest coś, czego można wymagać od imperialnych. Został jeszcze kapitan i jego kumpel, którzy niechybnie będą nas tropić. Gut. Jeden astartes wart 500 expa, także awanse, awanse, awanse witam was 😂

    Polubienie

  2. Adam jak czyta ostatnie dwa sprawozdania z DH, to pewnie mówi do siebie „Co oni odjebali?!”

    I w cale mu się nie dziwię. Statek mieliśmy jedną sesję. Dłużej spędziliśmy na pokładzie promu wiozącego nas na Wyspę Popiołów. Staliśmy się banitami, uciekliśmy z imperialnego karceru, zabiliśmy przedstawiciela Inkwizycji. Właściwie to ja sobie zadaję to samo pytanie: „Co myśmy odjebali”.

    Ale sesja wyszła spoko. Mamy Walkirię – desantowy statek powietrzny uzbrojony po same skrzydła. A przynajmniej byłby uzbrojony, gdybyśmy w pośpiechu nie musieli uciekać. Ale jakies gatlingi mu się przynajmniej ostały. Mamy transporter opancerzony Rosom… Rhino. I lecimy za linię wroga, przez teren ciągłych starć między imperialnymi i buntownikami. Co może się nie udać? Pewnie byłoby łatwiej, gdyby Walkiria nie była oznakowana imperialnymi symbolami. Fajnie też było pociskać trochę błyskawicami.

    Jest jednak jeden minus tej sytuacji. Będzie bardzo trudno znaleźć implanty do wszczepiania. A nawet jak znajdziemy, to może być problem z odpowiednim, sterylnym miejscem na ich instalację. A już się nastawiałem na cewki ferromagnetyczne 😦

    Polubione przez 1 osoba

    1. Lać na sterylność w świecie, gdzie tawotem smaruje się czaszkę, przed wbudowaniem w mózg szóstego układu procesorowego ;P

      Od teraz będziemy banickimi renegatami w służbie własnego przetrwania – będzie nieco trudniej, ale „gęściej” – Garak będzie mógł odetchnąć pełną piersią, jak tylko skończy wypluwać płynną żelatynę z płuc 😉

      Ale fakt – o implanty będzie dużo trudniej…

      Polubienie

    1. To był po prostu słabszy moment Bianki, wywołany stresem najwyraźniej, skoro sądziła, że kilka kul w powietrze jest straszniejsze niż perspektywa schwytania, przesłuchania i zabicia. Czas odłożyć pejczyk siostro i poczytać troszkę o logice i psychologii, bo tu braki w edukacji wychodzą 😛

      Polubione przez 1 osoba

    2. Mysle, ze lecacy w kierunku pilota chirurgon z rozciapierzonymi dendrytami tortur… medycznymi i z siostra bitwy na rekach, a takze sprintujacy do niego mechanicus iskrzacy elektrycznoscia byly wystarczajacym bodzcem do popelnienia samobojstwa. Prosze was, czym jest kilka kul wystrzelonych w powietrze w porownaniu do zimnej stali wbijajacej sie w czaszke przez oczodol, w tandemie z mieczem lancuchowym powoli odcinajacym konczyny.

      Polubione przez 1 osoba

      1. A jeszcze biorąc pod uwagę wymaksowany (albo blisko tego) skill przesłuchania u Parteosa, poparty odpowiednimi narzędziami i autorytetem inkwizycji… Dziwne że ten koleś miał odwagę wyleźć z myśliwca 😁

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s