[kampania DH odc.21] kłamstwa

Tego ranka nikt z akolitów nie przypuszczał, że po południu będzie uznanym za heretyka zbiegiem, pędzącym na złamanie karku do obozu buntowników. Nie żeby któreś z nich uważało się w ogóle za heretyka. Ale pozostały przy życiu kapitan astartes zadzwonił do nich specjalnie, by ich uświadomić. Przeklinał ich za śmierć Brata Rectusa i zapowiadał, że zawlecze ich na konklawe za ich wolą lub bez niej. Wtedy namierzyły ich działa przeciwlotnicze bazy. Octavius uniesiony tymi słowami zawołał, by wypuścić Garaka, więc medyk zaraz się tym zajął.

Wówczas nadszedł komunikat od samego Lorda Wojny. Nie piętnował ich jednak. Uprzedzał, że wstrzymał ostrzał jedynie na parę chwil, oraz przekazał pozdrowienia od Generała Nesima. W akolitów wstąpiła nadzieja.

Przez radio odezwała się też baza rebeliantów, ale gdy na ich wizji pojawił się Parteos-Kurtz, zwątpili i dali mu się przegadać, zmieszać z błotem i ustawić do pionu. Chcieli przygotować dla swojego wodza lotnisko, ale oberwało im się za brak dyskrecji. Rozmawiający z nim oficer Gerhard wziął wszystko na klatę, a dla udobruchania wodza obiecał przemalowanie „zdobycznego” promu na myrosjańską modłę. Rebelianci zdawali się nie rozumieć wzburzenia „Kurtza” – ich zdaniem byli bardzo dyskretni rezygnując z orkiestry i honorów.

Parteos z Bianką udali się do bunkra na naradę wojenną. W tym czasie Garak poszedł palić i pić z buntownikami. Garak w końcu miał już pewną wprawę w byciu heretykiem. Wdał się w filozoficzną rozmowę o celu walk, trafiając na mur idealizmu Myrosjan. Zdobył trochę wieści z frontu. Choć głównie się upalił i to raczej na smutno, biorąc pod uwagę zastaną po wyjściu ze słoja sytuację.

Tymczasem w bunkrze oficer nakreślał kościelnym sytuację wokół dawnej bazy mechanicusów. W jej rejonie ciągle toczyły się walki. Sabant zajął się mapowaniem bazy w górach, zaś Parteos wyznał, że podejrzewa iż wieść o złożach była jedynie manipulacją i poprosił o kopie badań geologicznych związanych z rzekomym odkryciem. Tylko czujna Bianka dostrzegła, że oficer ukrył zaskoczenie, gdy obiecał je zdobyć.

Kiedy akolici wyszli i udali się na prom, by wyruszyć w dalszą drogę, rebelianci zaczęli ich wołać, a w braku reakcji – gonić ich. Valkyria została podniesiona, ale Parteos dał się w końcu zmusić do rozmowy i Octavius zarządził przesiadkę z promu na transporter. Na otwartym włazie osadzonej na powrót Valkyrii zostali jeszcze telepatka z serwitorem i Garak. Wyglądało na to, że drużyna się rozdziela, gdyż kapłan miał wracać do bunkra, co nie wróżyło niczego dobrego, zaś śledczy grzał już silnik czołgu. Parteos niewiele ugrał próbami pyskowania z pozycji rzekomego wodza, bo wódz ewidentnie się odnalazł i to niestety ten prawdziwy. Jednak oficer, choć co najmniej sceptyczny, powstrzymał wojska(?). Z jego wymiany zdań z Parteosem można było wynieść mniej więcej tyle, że wiedzieli już o manipulacji i dlatego kapłan jest bardzo podejrzany.

W drodze na wideo odezwał się też sam Kurtz. Głównie żeby pochwalić się prognozą rychłego zwycięstwa na orbicie, gdyż jak planował, siły Imperium będą zajęte aferami w innych częściach sektora i nie przyślą posiłków na Myros. Rozpoznał uśpionego klona w Parteosie i wdał się w krótką pogadankę o człowieczeństwie. Według niego Imperium zapomina o jednostkach, a to one są istotą człowieczeństwa. Walter Kurtz pochłonięty przez swoje idealistyczne plany zapomniał już wyraźnie, że nie ma człowieczeństwa bez ludzkości. I że ci, którzy walczą o nią, w tym o życie takich krótkowzrocznych debili jak on, nie są tak pomyleni, jakby chciał to widzieć, tylko ratują mu tyłek. Tak jak ratowano tyłki całej „jego” społeczności, tyle razy ewakuując ją przed inwazjami xenos czy innymi zagrożeniami. Przeniesiono ich nawet na rajską planetę. A kiedy to Imperium potrzebuje od nich kuźni? To niewdzięcznicy chwytają za broń. Takie człowieczeństwo chcą ocalić. O takie człowieczenstwo walczą. Hipokryci.

Kurtz zapowiedział Parteosowi, że istnieje hasło, którym i on zostanie „obudzony”, w sensie zmuszony do posłuszeństwa, bo pieprzeni humaniści nazywają to jak jakieś oświecenie. Choć przynajmniej wyraził chęć widzenia Tormentiusa martwym. Jak się okazało, to Tormentius puścił informację o złożach. Na koniec Kurtz pokazał Parteosowi, jak wiele ich kopii przebywa obecnie razem z nim. Wyglądało to, jakby projekt związany z klonami w znacznej części dotyczył Myros. Z Kurtzem była ich jakaś ćwiartka. A pewnie niejeden już zginął. Mógł ich mieć połowę, może trzecią część. Zapowiedział spotkanie w miejscu, do którego zdążali.

Podróż przebiegała w raczej ponurych nastrojach, zwłaszcza u zamyślonego kapłana. Znowu nie chciał pożyczyć fiolki. Niestety słysząc to, reszta postanowiła zabrać mu ją siłą. I zrobili to. Octavius pod pozorem uspokojenia kapłana, położył dłoń na jego raieniu rażąc go prądem, po czym stłukł fiolkę i wysypał proch. A czyż nie było ciekawym, skąd pochodził? Ciekawe czy oni wszyscy mają takie fiolki, czy może każdy ma jakiś własny wyzwalacz. Przywiązania do niej nie tłumaczyło żadne z zasianych wspomnień Parteosa. Więc tym samym po jego stronie nie ma uzasadnienia wyboru postaci wyzwalacza. Więc skąd się wzięła? Musiał wybrać ją Tormentius. Czym się kierował? Czystym pragmatyzmem, czy może katastrofa, której niewielka esencja zamknięta była w fiolce, miała dla niego jakieś szczególne znaczenie? Parteos nie wydawał się inny niż przedtem, przynajmniej jeśli nie liczyć nieprzeciętnego wkurwienia.

Zarządzono postój w mijanych ruinach świątyni. Niektórzy chcieli przygotować się do walki. Kiedy Octavius trwał na modlitwie, pod osłoną peleryny maskującej i wygłuszającego systemu zakradł się do niego Parteos z bolterem w dłoni. Zdzielił go kolbą w głowę i chciał poprawić, ale wywiązała się szarpanina, z której hierofanta uciekł by ukryć się za ołtarzem. W tamtym momencie próbowował już do niego strzelać Sabant i biegł ku nim Garak, który usłyszał zamieszanie, a po chwili również Bianka. Kapłan rzucił się do ucieczki, ale w ostatniej chwili siegnęły go błyskawice Octaviusa. Został obezwładniony, Bianka odebrała mu pelerynę i karabin. I wtedy, w momencie w którym nie miał już prawie nic, bo ani siebie, ani swojej fiolki, ani tego na czym polegał, wtedy zaczęły się pytania o wspomnienia. Był to beznadziejny moment. Ale utraciwszy wszystko, Parteos nadal miał wspomnienia. To właśnie one towarzyszyły mu najwytrwalej. Kłamstwa.

Nie było co wmawiać sobie, że w tej sytuacji zniknął jeszcze głębiej zakorzeniony wyzwalacz posłuszeństwa. 

Garak miał rację. Mimo zatrzymania się w celu przygotowań do walki, wjeżdżali w ruiny bez jakiegokolwiek planu. Obszar należał do pola walki i było prawdopodobne, że wkrótce obejmie go front. Wokół wyrastały ruiny rafinerii i fabryk, a na dziedzińcu stała Valkyria z insygniami rebeliantów, otoczona trupami Myrosjan. Niemal nietknięta katedra Omnisjasza wyglądała w tej sytuacji bardzo obiecująco. Wewnątrz jednak okazała się zniszczona. Parteos natknąwszy sie na trupa swojego klona pokłócił się z Bianką że powinien dostać z powrotem swoje rzeczy, ale siostra wydawała się nieprzejednana. Oddanie mu broni zaryzykowała telepatka.

W przyzwanej windzie pojawił się znajomy astartes ze Straży Śmierci. Był przygotowany. Bianka i Parteos też. Rozprawili się z nim wyjątkowo sprawnie, wyraźnie kierując na niego gniew, który żywili teraz do siebie nawzajem. Nienawiść jest darem od Imperatora, mówią…

Chronieni telekinetyczną kopułą akolici zjechali windą w dół, napotykając rosnące problemy z elektroniką. W dole pod katedrą znaleźli ogromny łeb jakiegoś konstrukta, a spojrzenie w dół rusztowania pozwalało odkryć istnienie blisko 100-metrowej, humaniodalnej maszyny kroczącej. Prace nad nim wyglądały na zawieszone, choć dało się zauważyć, że wcześniej prowadziło je paru serwitorów. Ta, to był ten moment, w którym tracimy Sabanta i Octava… Z samego dołu dochodziły odgłosy walki. Trzech klonów odpierało czyjś ogień. Widząc ich Parteos podał hasło, mające pozwolić akolitom go od nich odróżnić, zaś Bianka skoczyła od razu w dół, a za nią zeszła reszta. Javier miał spory problem z tym polem zakłócającym. Więc po zejściu wywołałam dodatkowe pole by utrudnić działanie tego, co je wywoływało, ale średnio to wyszło.

Mechanicusy zajęly się konstruktem, rozpoznając w nim jednego z legendarnych tytanów, starożytnych maszyn mogących wygrywać całe wojny, nawet jeśli sam pomysł niezniszczalności takiego blaszaka mógł wydać się nonsensowny. Sabant żywo zajął się badaniem systemów maszyny, zaś kapitan astartes, bo był nim nie kto inny niż znajomy akolitów z bazy imperialnej, wygłosił parę pogróżek i przebił Garaka mieczem. Po nietrafionym snopie energii, przelatującym tuż koło jego głowy, przypomniał sobie o niepozwalaniu żyć wiedźmie, ale Bianka usiekła go do krwi. Garaka też nie wystarczyło nadziać na miecz, żeby przeżyć. Z podwójnym gniewem przyłożył astartesowi, a ponieważ mechanicusy z sukcesem wyłączyły emitery pola zakłócającego, przed śmiertelnym ciosem ochroniła go załączająca się w ostatniej chwili osłona. Octavius pamiętając swój sukces w rozprawieniu się z astartesem na wyspie, wspiął się na dźwig i siedząc za sterami, opuścił jego chwytak na… Garaka i Biankę. Astartes brał wtedy na klatę ogień Parteosa i jego klonów, a ostatecznie ugiął się pod kolejnym snopem energii. Zdążył jeszcze nazłożeczyć, zanim zginął. Tak, mi też było przykro, strasznie. Ale pan kapitan sam się zaczął… Cóż było robić.

Wypełzła spod chwytaka Bianka rzuciła się do astartesa by odszukać zabrany im glejt, ale właśnie wtedy Octavius postanowił skorygować swój błąd i podniósł chwytak by zwalić go na kapitana. Tak profilaktycznie. Dla pewności.

Analiza Octaviusa wykazała, że to tytan i plan jego przeniesienia z zagrożonej lokacji są powodem budowania kuźni, a nie złoża. W zasadzie na jedno wychodziło, zasoby to zasoby. Octavius podniósł hak z powrotem, więc Parteos przeszukał kapitana i zabrał glejt, ku niezadowoleniu siostry Bianki, która pogrążona w dyskusji nad sytuacją trochę się zagapiła.

Zwycięzców otoczyły uzbrojone klony Kurtza. Twierdząc że mają druzgoczącą przewagę (ciekawe co ci bohaterowie robili, kiedy ich trzej towarzysze ginęli tu od kul kapitana, bo przecież w okolicy była cisza) postanowili poagitować za swoją wyzwoleńcza sprawą. Mówili, że też mieli rozkaz od złego Tormentiusa, tak jak Parteos. I że wykonawszy go, stali się wolnymi ludźmi. I dlatego postanowili wciąż go wykonywać, bo mają własną wolę i teraz mogą zdradzać Imperium z własnej woli. Słodki Imperatorze, czy ktoś to nagrywał…? W każdym razie wypełnili cel i robią co chcą. Tormentius miał stworzyć podwaliny rebelii, a ich rozkazem było podburzenie ludności na Myros. Kurtz pytany czy zdają sobie sprawę, że nie są w żadnym calu Myrosanami, ich przeszłość jest fikcyjna, a postawa zaprogramowana na bycie narzędziem, powiedzieli, że owszem, pamiętają o tym.

„Są takie kłamstwa, za którymi warto podążać”, powiedział.

Dokąd jednak można było podażyć drogą tego, co nie istnieje?

Kiedy życzący źle Tormeniusowi Kurtz proponował akolitom bezpieczny wylot z planety i statek międzyplanetarny, Sabant i Octavius, którzy zorientowali się że uruchomienie tytana leży daleko poza ich możliwościami, zajęli się gorączkowym stawianiem zabezpieczeń, by jak najdłużej pozostawić go nieuruchamianym. Kryjąc się w tytanie instalowali pułapki, hasła i szyfry, mające powstrzymać buntownikow przed wykorzystaniem potężnej broni. W końcu pojawili się żołnierze i trzeba było podjąć decyzję. Akolici przyjęli statek, gdyż był on ich jedyną drogą wyjścia z tej sytuacji.

Tytan, relikt dawnych zwycięstw, wymagał do obsługi licznej załogi specjalnie szkolonych, wręcz wychowywanych w tym celu osób, które żyły tylko by nim kierować. Takich jak klony, powiedziała telepatka. Była spora szansa, że jednak się myliła. W końcu intuicja zawsze wyprowadzała ją w pole. Octavius jednak wolał się przygotować…

Przed wylotem akolici inkwizycji – gdyż odzyskawszy glejt znowu się nimi czuli – nadali raport. Nie bardzo wiedzieli gdzie mogą kierować ostrzeżenia, ale zdecydowali się na adresatów w osobach Tiberiusa Horna (mimo wszystko) oraz Silasa Mara, mocodawcy agenta inkwyzycji spotkanego na Desoleum.

Mieli przed sobą trzy opcje. Garak proponował podróż na Laran-9, źródło przemytu broni. Sabant optował za wizytą na rodzinnym Rhodin 4, by powiadomić swoich i zebrać załogę do tytana. Bianka była zdania, że najlepiej będzie sprawdzić pogłoski o śmierci Tiberiusa na Juno. Rownież w stolicy czekała na Parteosa zapewne konfrontacja z Tormentiusem. Konklawe? I kto wie czy nie xenos. Tak naprawdę sektor właśnie rozdzierany jest synchronicznymi starciami w ogniskach, którymi chwalił się Kurtz. Nie wiemy, który z celów będzie jeszcze tym, czego się po nim spodziewamy.

A oni czekają…

Reklamy

19 myśli na temat “[kampania DH odc.21] kłamstwa”

  1. Późno ten aar, nie wiem czy mimo notatek nie pokręciłam jakichś szczegółów. Bardzo podoba mi się drama klonów w tym Don Parteo. Fajnie Bartek pokazał idealizm rebeliantów, bardzo mi się np podobała scena pogaduch Garaka z żołnierzami przy manierce (i drugiej manierce). Gadka Kurtza o okłamywaniu się też bardzo fajna i pewnie gdybyśmy nie grali takimi betonami to by się postacie dały nią poruszyć 😉
    Wielki robot był super, weźmy go uruchommy :3 Świat DH to jednak totalna bzdura xD Ale wielki robot zawsze na propsie! 🙂
    Ciekawe kiedy Parteusz nam strzeli w plecy. 😀

    Polubienie

      1. To nie kwestia żalu. To była długa i w większości przypadków dobra kampania. Ale wszystko powinno się gdzieś kończyć. A pomijając samą fabułę, sytuacja pomiędzy postaciami również dotarła do momentu rozwiązania.

        Polubienie

  2. 10m to ma sama glowa Tytana ! One maja od 70 do ponad 100m !

    Dziś sesja piknikowa, więc ktoś zginie z ręki towarzyszy, bądź zaliczymy TPK, w ramach akcji #kazdychceconana.

    Polubione przez 1 osoba

  3. dramatyzm z roznych wzgledow osiagnal mase krytyczna, kiedys to musi pie… wystrzelic 😜

    lubie dh i bedzie mi smutno, jak sie skonczy. mam wrazenie, ze Bianka nie zdazy przejsc pelnej metamorfozy bo sie kampania skonczy (jak Jaskolka, tez „tyci” zabraklo)…

    mnie sie tak do conana nie spieszy jak niektorym, moge sobie jeszcze polatac w immaterium 😛

    Polubienie

    1. Używaliśmy subtelności na Desoleum, gdzie przez dłuższy czas trwania śledztwa współczynnik oscylował od 40 i wzrastał di70 punktów, aż do ujawnienia spisku i tożsamości drużyny. W czasie podróży na Myros i na samej planecie nie miało to większego sensu. Zamierzam wrócić do tego współczynnika po powrocie w bardziej cywilizowane obszary sektora.

      Polubienie

    2. Nasza drużyna jest tak subtelna jak cios cegłą w twarz. Choć może w gęsto zaludnionych okolicach, gdzie jest spora ilość uzbrojonych po zęby jednostek aż brak się to w oczy nie rzuca. Zobaczymy co na Yuno będzie 😉

      Na Myros byliśmy krótko, w dodatku żeby się tam dostać i tak trzeba było zrzucić maskę, więc faktycznie współczynnik subtelności nie grał tam żadnej roli (poza tym że nigdy nie był graczom znany).

      Polubienie

      1. Akurat ten współczynnik uważam nie powinien być znany graczom. Kalkulowanie zachowań pod kątem wpływu na ten współczynnik trochę za bardzo umechanicznia rozgrywkę. Do tego akurat wolę podchodzić bardziej narracyjnie. Nie mniej jednak go używałem modyfikując zachowania npców. Np. to jak szybko Magister wiedział o Waszej obecności.

        Polubienie

  4. Inna sprawa, że sposób interpretowania tych wartości jest rzeczą bardzo delikatną – co jaką wartość oznacza dla kogo. Wszak wiadomo, że współczynnik 0 to powszechnie znany celebryta, ale np te 40? Jak duże wtyki trzeba mieć, żeby wiedzieć, że tych czterech fanatyków to akolici?

    Że o zdolnościach modyfikujących subtelność, guzik do narracji mających nie wspominam nawet, bo są one już totalnie z tyłka (immersja rulez 😛 ).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s