Polcon w strugach deszczu

Czyli pogoda znowu mnie rozpieszcza. Wprawdzie w aucie można było się upiec, bo szlag trafił klimę, ale już w Toruniu porządnie zagrzmiało i lunęło. O ironio na aulach klima też zawiodła, gdyż została zalana. Ale co tam. Kiedyś podobno ludzie żyli bez klimy. O ile to nie urban legend.

Polcon oszczędził uczestnikom biegania po starówce, które to zapewniał Copernicon. Jego większość rozplanowana była w dwóch sąsiadujących ze sobą wydziałach uniwersyteckich, była też część „RPGowa” w akademikach nieopodal, ale nie korzystałam z jej dobrodziejstw.

Nie udało się oczywiście wysłuchać wszystkiego, co było w moim niedawnym planie, ale prawie 😉 Na „Antyutopie i dystopie czyli fantastyka polityczna” oraz „Antybohater czy antagonista? Do kogo nam bliżej?” spóźniliśmy się, więc jeden dylemat odpadł. W ogóle jakoś przekonanie o własnej niezniszczalności tym razem okazało się odrobinę na wyrost i w czwartek byłam totalnie chora, nie mogąc nawet w ławce usiedzieć, więc musiałam odpuścić sobie wieczorne prelki, ale jakbym nie poszła na przynajmniej dwie to i tak bym umarła, więc co mi tam 😉

„Fenomen elektronicznej duszy” Oli Sieradzkiej został zaliczony. Po tej prelekcji więcej się spodziewałam. Miała tyczyć się zmian wizerunku androida od czasów Aasimova i Lema aż do dzisiejszych produkcji, a w zasadzie była dosyć powierzchownym streszczeniem kilku filmów (głównie był to Blade Runner, Westworld, trochę Ex Machina czy Terminator). Z Aasimova były tylko słynne prawa, zaś Lem przewinął się jedynie nazwiskiem, gdzieś koło stwierdzenia, że od jego czasów trochę się zmieniło. Cała pogadanka, będąca chyba bardziej zatrzymaniem się nad ulubionymi filmami, nie była zła, bo też niektóre z nich lubię, ale ponieważ kosztem alternatywnym było „Jak fantastyka widzi przyszłość ludzkiego mózgu” i „Nie bój się zrobić konwent” to jednak wybrałam źle.

„Bitwa o Midway – czy aby na pewno cud?” Michała i Piotra W. Cholewy. Ciekawa i ze sporym dystansem przeprowadzona dywagacja o tym, czy i jak bardzo Japończycy pracowali na przegraną. Być może Tomasz zechciałby napisać więcej, bo już w trakcie prelekcji próbował wtrącać swoje grosiwo gdzie się tylko dało. 😉 Żywe dyskusje trwały między uczestnikami jeszcze jakiś czas po zakończeniu.

„Ciała nieziemskie: ciało człowieka poza Ziemią” oraz „Niebezpieczeństwa SI” zostały niestety odłożone na inny raz. Tytuły czasem powtarzają się na różnych konwentach, więc może, kto wie.

Piątek zaczął się „Bitwami kosmicznymi” z Michałem i Piotrem W. Cholewą (Tomasz poszedł na prelkę o 2d20 i sesję w Conana). Bitwy były przeglądem różnych technik, taktyk, technologii i błędów, jakie napotykamy w filmach SF. Ciekawym spotrzeżeniem było to o najczęstszym braku myślenia 3d w układaniu bitw kosmicznych na ekranie, z odniesieniem czy i w której książce jest ono oddane lepiej. Wszystkich serdecznie ubawiły finałowe przykłady tego zjawiska.

„Zawłaszczając gwiazdy – kolonizacja kosmosu”. Kamil Muzyka to prawnik (między innymi), toteż w wykładzie nie szczędził uwag o mniej popularnych problemach kolonizacji – jurysdykcji państw, budowania społeczeństw itp. Przy czym, zrobił idealny slajd z listą praw, jakie rządzą w przestrzeni kosmicznej, na pierwszym miejscu stawiając prawa fizyki. 😉 Mój telefon robi słabe zdjęcia, jak zresztą widać, ale machnęłam parę.

 

Jakoś tak wyszło, że odpuściłam sobie „Opady z możliwością jazzu”, bo stwierdziłam że opady to mam na zewnątrz, jazz wolę sobie włączyć sama, a poza tym nie lubię podcastów, więc poszłam z bomby na „Legendę 5 Kręgów – gry inspirowane średniowieczną Japonią” prowadzoną przez Michała Kurasa. Nie znam się na kulturze Wschodu, a zawsze ciekawiło mnie co to za system, więc oceniam pozytywnie. Prowadzący bardzo otwarty na wszelkie pytania, skierował wykład trochę w stronę słuchaczy i ich zainteresowań, a jednocześnie utrzymał ramy w jakich przedstawił charakterystyczne cechy L5K.

Po małym okienku (wiem że leciała „Walka z inwazją obcych” ale musiałam sobie zrobić przerwę, bo oglądałam przez okno jak sobie radzi ślimak w deszczu – obliczyłam że musi zaiwaniać jakieś 2 m/h. No ale z drugiej strony nie wiem czy się spieszył. I jak idzie mu po suchym) poszłam na „Fantastykę jako narzędzie badania rzeczywistości” Marcina Kowalczyka. I było to coś świetnego. Mówił między innymi o zmianach w roli literatury, o jej wcześniejszej misji i podłożu obecnych nurtów. Zapisuję sobie tego prelegenta na przyszłość.

Panel „Stwórzmy sobie świat!” (Karolina Fredyk, Paweł Majka, Marcin Podlewski, Joanna Krystyna Radosz, Magdalena Kucenty) oceniam raczej słabiej. Miał swoje mocne strony, ale też było tam trochę chwalenia się kto ile nie pracuje naukowo itd. Nie wszyscy w to popadali, bywało ciekawie, bywało zabawnie, jednak być może moje lekkie rozczarowanie bierze się z niezrozumienia tematu – spodziewałam się czegoś w rodzaju wskazówek, metod poszczególnych autorów, ciekawostek. Wyszło trochę bardziej o samych autorach, trochę mniej o owych szczegółach, ale z pewnych względów dobrze że byłam. Choć tej astrofizyki z 16-stej żal.

Panel „Na końcu świata pozostaną fantaści, czyli czego uczy nas postapo” (Michał Cholewa, Rafał Kosik, Paweł Majka, Robert M. Wegner, Marta Kładź-Kocot) wypadł spoko. Połowa hejterzyła klasyczne postapo, połowa go broniła. Hejterzono głównie za brak logiki, ale jak przypomniał Michał Cholewa, brak logiki zdarza się w każdej książce czy produkcji, nie jest to jakaś wyłączna cecha postapo. Czy odpowiedziano na pytanie czego uczy nas postapo – w zasadzie w pewien sposób tak, ale trudno wyczerpać temat w godzinę.

„Spotkania z obcymi” prowadzone przez – dla odmiany – Michała i Piotra W. Cholewę. Mimo ogromnego RZalu po rezygnacji z „przeglądu nowości w robotyce” uważam za bardzo fajne. Był to w zasadzie przegląd obcych wedle ich klasyfikacji.
Tak naprawdę wszystkie spotkania są z obcymi… ale nie o to tu szło. W każdym razie, prymitywni rybacy pozdrawiają podejrzane krety. 😉

Była chwila by przebiec się do namiotu wystawców po kostki i wrócić na zaplanowanych „Przekonujących złoczyńców” (Joanna Kotek, Katarzyna Lengowska, Michał i Piotr W. Cholewa, Piotr Milewski). To był przyjemny panel, w którym wielu osobom aż chciało się brać udział, choć było mało czasu na dygresje i pytania do gości. Może nie był specjalnie odkrywczy, ale i tak słuchało się go z zainteresowaniem. I pani psycholog (Joanna Kotek, to chyba ona) była przeurocza. ❤

Sobota zaczęła się od Spotkania z Andrzejem Sapkowskim. Nie wiedzieć czemu, nie pomyślałam, że dobrze byłoby przyjść już o 600 zamiast tuż przed rozpoczęciem. Może dlatego, że w programie były punkty awaryjne. Tomasz oczywiście uciekł, stwierdzając że go to nie interesuje. A ja tam chciałam zobaczyć tego pana własnymi ślepiami, bo jest strasznie demonizowany ostatnimi czasy i nie wiem ocb. Kolejka była duża, więc znalazł się ktoś do pogadania. Dopiero kiedy przeszłam przez drugie drzwi, uświadomiłam sobie, że trochę zapomniałam rozkładu budynku i kolejka nie ciągnie się w sali przed drzwiami, tylko w hallu wejściowym przed drzwiami na korytarz, potem korytarzem do drugich drzwi, na drugi odcinek i dopiero do drzwi sali. Ale szło szybko i sprawnie, do czasu aż przed nosem bramkarze zamknęli mi szlaban, bo się już nie zmieszczę. No to mój rozmówca zapewnił że jesteśmy razem, więc nie powinno się nas rozdzielać, na co, mimo pewnej niezgody między dwoma bramkarzami, ostatecznie mnie wpuścili. Yay!

Pan Andrzej, zwany przez fandom zdrobniale Panżejem, przywitał się żartobliwymi pokłonami, sprawiał wrażenie osoby bardzo wyluzowanej i swobodnej. Śpiewaliśmy mu spóźnione urodzinowe sto lat 😀 Jego charakterystyczny dystans do fandomu był widoczny, choć nie powiem, by był to dystans tylko do fandomu, albo żeby był jakiś niezrozumiały. Żart, cięższy lub lżejszy, był stałym elementem spotkania, które w całości składało się z odpowiedzi na pytania słuchaczy. Wśród ciekawych wskazówek, jakich udzielał początkującym pisarzom, było wielokrotnie podkreślane przez niego trzymanie się fabuły, ale też pisanie na konkursy literackie itp rzeczy. Typowym dla fanów potrzebom poszerzania świata wiedźmińskiej sagi na potrzeby RPG nie mógł sprostać, gdyż jak się okazało, jest kimś w rodzaju pragmatycznego rzemieślnika fabuły – ta została zamknięta i przedstawił już to, co było mu potrzebne do jej zbudowania. Najwyraźniej nie traktuje świata swojej sagi tak ucieczkowo jak niektórzy fani 😉 Padło np pytanie czy istniały kobiety wiedźmini – powiedział, że w jego sadze nigdy ich nie potrzebował, ale nie ukręcił bezlitośnie łba sprawie, że nie, np że wiedźmini mieli twarde zasady przyjmować tylko facetów. Saga to saga. Fani to fani. 🙂 Trochę naopowiadał się o perypetiach z tłumaczami i cenzurowaniem jego twórczości. Spotkanie prowadziła Klaudia Heintze.

Prelekcja „Postapokalipsa jako współczesny mit” Marty Kładź-Kocot mnie nie przekonała. Prowadząca już w „Czego uczy nas postapo” mówiła że go nie lubi, a tu to powtarzała, skupiając się na genezie słowa „apokalipsa”, definicji mitu itp. Mit definiowała jako znany powszechnie (w obrębie społeczności) sposób wyjaśniający ludziom działanie świata itd, jednocześnie mówiąc o micie między innymi Supermana. Nie bardzo załapałam jak jego mit objaśnia mi działanie świata, ale to prawda że dawno już nie widziałam Supermana, bo ostatnio jeszcze przed tym wypadkiem w 1995. Prelegentka mówiła głównie o mitach greckich. Opis wykładu zapowiadał analizę cywilizacyjnych lęków i tęsknot jako podłoża popularności postapo, mieliśmy przyjrzeć się postapokalipsom innym od tych popularnych. Zabrakło mi tych rzeczy.

Z braku laku, a może trochę z lenistwa, na kolejną godzinę zostałam na tej samej sali, zdając się na naturalny bieg programu. Okazało się, że kolejna prelekcja to „Premiera antologii Ścieżki Wyobraźni: Skafander i Melonik ŚKF” z udziałem naprawdę licznych gości, bo byli to: Anna Hrycyszyn, Krystyna Chodorowska, Michał Cholewa, Karolina Fedyk, Marta Magdalena Lasik, Anna  Łagan, Marta Potocka i Alicja Tempłowicz. Przyznam że poczułabym się przytłoczona i uciekła, ale jedna pani miała na sobie niebieski worek zapięty po szyję (nazywała go później skafandrem) oraz czarny kapelusz. Zastanawiałam się co też może cosplayować, aż zrobiło się za późno na ucieczkę. Moim zdaniem dobrze, że zostałam, bo poza opowiadaniami wspominały trochę o tym jak wygląda ich klub literacki. Nie wpadłam to. To super pomysł.

„The future od Europe”, panel z udziałem Charlesa Strossa, Dave’a Hutchinsona i Piotra W. Cholewy, prowadzony przez Radosława Kota. Myślałam że będę chytra i przy braku klimy szybko zajmę miejsce koło okna, aha! Zajęłam, przez hałas zza niego dobiegający ledwo słyszałam rozmowę 😉 Temat panelu bardzo rozległy, więc trudno go zgłębić w ciągu godziny. Przedstawiono krótko tło historyczne, parę możliwości innego rozwoju wydarzeń w przeszłości, podywagowano na temat granic i linii podziału, to też trochę zajęło. Trochę ponarzekano na Brexit 😉 Padło parę obserwacji na temat dzisiejszego społeczeństwa. I niestety pesymistyczne wnioski. Tylko Piotr W. Cholewa próbował mimo wszystko błysnąć optymizmem jak to światło w tunelu. 😉 Zaskoczyło mnie tylko to, jak mało osób okazało się zainteresowanych tym panelem.


W sumie nie planowałam iść na „Rzeczywistość i ty. Złudzenia, które pozwalają żyć” Michała Kosakowskiego, ale poczułam się dziwnie uświadamiając sobie, że jeszcze tego dnia nie byłam w Naukowej 😉 Ciekawa prelka godna polecenia, nawet jeśli prowadzący nie zdążył przedstawić wszystkiego co zaplanował (ale dał adres i mówił że może wysłać resztę prezentacji chętnym 😀 ) Wbrew pozorom to nie tylko rzecz o złudzeniach optycznych. Było też między innymi o fałszywych wspomnieniach i tym, jak jesteśmy skłonni myśleć o innych. Ja na przykład wmówiłam sobie, że widziałam pająka. O.

Zostałam tam, bo potem była „Kolonizacja obcych planet” z Aleksandrą Janusz-Kamińską. Fajny przelot po właściwościach, jakie musimy zapewnić systemowi i planecie, by można było na nie wpuścić kolonistów. Fachowo, ale przy okazji na potrzeby światotworzenia. No i było trochę o systemie TRAPPIST, chociaż nie wiem po co. Ale było sporo ciekawostek, np o tym że zarodki ssaków nie różnicują komórek w 0G. A przynajmniej myszy. Albo że kury potrzebują doby przynajmniej 22h. Ekstra. Aha i podano nazwy aplikacji do tworzenia systemów, jeśli komuś trzeba:


Wróciłam do Literackiej na „Dzień, w którym nawiążemy kontakt”, był to panel z Pawłem Majką, Tomaszem Kołodziejczakiem, Michałem Cholewą, Dorotą Guttfeld i Kamilem Muzyką. Trochę się rozjechał, bo długo szukano definicji słowa kontakt, ale był w miarę spoko. Pewnym powiewem świeżości w tego typu dywagacji była obecność prawnika w osobie Kamila Muzyki 😉 Poza tym raczej to, czego można się spodziewać: beka. Troszkę zabrakło mi wśród przykładów filmu „Marsjanie atakują” xD ale naprawdę nie chciałam trollować.

Dalej padło na prelkę: „Kosmiczni żeglarze: statki, wszechświaty, napędy”. Marcina Podlewskiego widziałam wcześniej w „Stwórzmy sobie świat” i zapamiętałam stamtąd po jednej rzeczy. W odróżnieniu od innych, przekazywał czasem mikrofon dalej bo chciał się zastanowić nad odpowiedzią. Wspominał poza tym, że jest researchowym freakiem, bo boi się że na jakimś konwencie wstanie jakiś nerd i wytknie mu, że ten napisał bzdury, bo to by tak nie działało. 😉 Był to jeden z wielu żartów prowadzących, na obecnej prelce zresztą powtórzony. Jednak widać że ten pan naprawdę robi obszerny research, bo zależy mu na wiarygodności jego powieści, na logice, spójności z nich płynącej. A to szanujemy ^^ Zresztą narobił się tyle, że efekty mógł zaprezentować w tej fajnej i ciekawej prelce o napędach. Była naprawdę rzetelna, co widać po tym, że po zestawieniu technologii stosowanej w mniej lub bardziej poważnym SF, nie omijał nawet takich niespecjalnie-science-fiction jak Autostopem, WH40K czy Star Wars, z kamienną twarzą omówił nawet niebieską budkę telefoniczną 😉 Pod koniec zaś przeszedł do technologii stworzonej na potrzeby swojego cyklu, w której usilnie starał się trzymać jak tylko się da rzeczywistych napędów, aktualnych hipotez i istniejących zjawisk, z małą domieszką fikcji. Pokazał nam wspaniałą mapę Galaktyki, którą aktualizował o kolejne rzeczy jakie wyczytał w półrocznym researchu. Twierdził, że to w tej chwili najlepsza mapa naszej galaktyki. Bywało że sama robiłam poszukiwania na ten temat, ale nigdy nie widziałam tak szczegółowej, więc jestem skłonna mu uwierzyć. Oczywiście mapa ma naniesione również fikcyjne szczegóły 😉 Szacun dla tego pana i wszyscy pędzimy do księgarni po nową „Głębię”. 🙂
„Od narodzin mitu do kultu zła, czyli na ile można kochać tradycyjne szwarccharaktery, a na ile gorszyć?” (na ile można gorszyć szwarccharaktery? chyba jakiś błąd w tym tytule albo to naprawdę przewrotne 😀 )
Jarosław Wysocki dosyć wartko poprowadził ciekawy i rzetelny, a przy tym luzacki wykład o mitach, nie oszczędzając Syzyfa, Eneasza, Lokiego i innych. On również zaklinał, byśmy nie czytali Parandowskiego. Podobno wszyscy normalni ludzie to wiedzą i słów im brakuje na pozostałych, ale Parandowski to szkodnik, który ugrzecznił i ubajkowił mitologię. Ja nie wiedziałam. Anyways. Tego, czego zabrakło mi względem opisu prelki, to odniesienia do Tristana i Lancelota, oraz skupienia na przyczynach zmian w wizerunku zuoli. Niemniej ciekawe. Zwłaszcza dla osoby znającej wersje tylko Parandowskiego.

Olałam (znaczy odłożyłam w czasie) profilowanie kryminalne, bo mój rozmówca ze spotkania z Sapkiem wspomniał że był na tym na innym konwencie i nie było aż tak ciekawe, i poszłam na „Zapomniane damy Camelotu 2.0” prowadzone przez Zuzannę „Pryvian” Śliwę. 😀 Bardzo pogodna opowieść o nieraz niezbyt pogodnych losach bohaterów Arturiany, a czasem o ich totalnie bzdurnych pomysłach. 😉 Lekkość i swoboda, z jaką Pryvian o wszystkim opowiada, jest niesamowita. 🙂


Na koniec soboty został nam „Wiktoriański kult zmarłych”. Prowadził go Jacek Radzymiński „Fantom”. I powiem szczerze… ja się nawet zastanawiałam czasem czy on to wszystko serio mówi 😉 Dużo ciekawostek z magicznego wieku XIX. O powstawaniu cmentarzysk, ich pierwotnej roli z życiu społecznym, fotografii post mortem i studentach medycyny. Polecam się wybrać, jak się gdzieś jeszcze pojawi.

Nasz Polcon zakończyliśmy na tym. Nie bez żalu za niedzielnymi punktami, zwłaszcza „Fantastyczno-naukowym odbiciem transhumanizmu”, „Nieskończonym potencjałem space opery” i „Po co jeszcze czytać Lema”.

Jeśli chodzi o Nagrodę Zajdla, jej tegorocznymi laureatami zostali:
Powieść – Rafał Kosik za „Różaniec”
Opowiadanie – Marta Kisiel za „Szaławiłę”

Cosplayowców widziałam mało, a w porównaniu z Pyrkonem to tyle co nic 😦 Ale widziałam tego Jaskra co w Poznaniu, stał po autograf do Sapkowskiego. 🙂

A poza tym, na wydziale biologii mają fantastyczne skamieliny! ^^ Patrzcie:

Reklamy

3 myśli na temat “Polcon w strugach deszczu”

      1. (urlop od internetu ;P)
        Ja to prelekcje mam zwykle na Pyrkonie 😉 Na Polconie miałam tylko panele jako moderator. Ogólnie chciałabym mieć mnóstwo prelek, ale tylko jeśli będę miała na nie pomysł. Na Copernicon być może pojadę, to się zobaczy jeszcze.
        Natomiast prelekcje miała Asia Kotek, jeśli o nią chodziło, to pytaj ją tu: http://herosmind.pl/

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s