[kampania DH odc.25] Podążaj moją drogą, synu.

Świeżo wyciągnięte z mózgu Katriny implanty miały teraz wspomóc Parteosa w opieraniu się rozkazom Tormentiusa. Na ile można było na nich polegać? To miało się dopiero okazać.

Akolici ukuli plan przejęcia statku Katriny, by na nim czekać na kontakt od Tormentiusa. Ustalali jeszcze szczegóły akcji, kiedy Octavius zasiadł przy kokpicie i uruchomił cognitator statku.

Ciałem pilota targnęło wyładowanie elektryczne, a w kodzie wirusa przelatującym przed oczyma ujrzał twarz dawnego Sabanta. Ledwo żyw zdołał ostatkiem sił odeprzeć wirusa. Dymiąc gdzieniegdzie, wtoczył się po dłuższej chwili do medbaya, informując o wypadku i szukając pomocy. Zmartwiłam się że to nasze podłączenie Javiera pod cognitator mogło coś zepsuć, ale zapadła cisza i temat umarł.

Niestety przejęcie statku trzeba było odłożyć. Parteos dochodził do siebie po instalacji wszczepów, zmuszony do słuchania credo serwowanego mu głośno cały dzień przez ubawioną tym Siostrę Biankę. Octavius wywiedział się, że statek Katriny dokuje w bazie jeszcze przez wiele dni.

Potem poszliśmy z Garakiem i Octavem pilnować statku. To znaczy trochę statku, a trochę Garaka. Nie wiem czy z dyskrecją poszło wszystko tak jak miało, ale i tak zauważyli nas ochroniarze, więc nieważne. Garak i ochroniarze wdali się we wzajemne prowokacje, i mimo moich i Octava starań, Garak przystąpił do pojedynku. Oczywiście rozrąbał pacjenta na pół, więc reszta się cofnęła i zawołała kapitana. Ten chciał wiedzieć czy Katrina żyje. Nakłamaliśmy że tak, ale z jakiegoś powodu nas zaatakowali. No szkoda. A mogli rozmawiać.

Tymczasem Sabant przypadkiem spotkawszy w bazie swojego znajomego, Franka, zaproponował mu implantowane szpony w miejsce utraconej niegdyś ręki. Za informacje.

Po jakimś czasie wszyscy wyszli na zakupy, nawet Bianka pilnująca w jakimś celu moich drzwi, więc zostałam sama, z dwiema maskami… Imperator czuwa nade mną.

Plan zasadzki był prosty. Złapać załogę Katriny w pułapkę w oczyszczalni ścieków kilka poziomów niżej. Parteos, zrobiony na Secundusa, ucharakteryzował Biankę na faceta. Po coś. Chyba po prostu lubił przebierać ludzi. Albo konkretnie Biankę. Octavius z Sabantem mieli zdalnie zamknąć załodze drogę odwrotu. Bianka była tak dobrze przebrana, że Garak jej nie poznał, i prawie im napałował.

I… już wychodziłam, kiedy Sabant musiał mnie zaczepić i zapytać czy dostanie tę maskę. Bo ona go podobno chroni przed mocą psioniczną. I jak ją pokaże w domu to go przyjmą ci, co go wygnali. Ale powiedziałam mu, że jej nie mam. Bo nie mam… I że nie mam jej dlatego, że nie zamierzam teraz decydować kto zginie. Bo oczywiście Bianka znowu zacznie strzelać jak Sabant ją dostanie. A jak nie dostanie, to pewnie Sabant zacznie. Zrozumiał. Chyba. Postanowiliśmy wrócić do tematu po misji. Najważniejsze jest dopadnięcie Tormentiusa.

Secundus i Bernard (i Bianka) poszli wywabić żołnierzy ze statku. Ci nie poznali Secundusa w ogóle, zorientowali się w sytuacji dopiero wtedy, kiedy wywiązała się kłótnia i ktoś im wysłał jego zdjęcie. Wtedy wspuścili ich na pokład, a Parteos od razu naskoczył na oficera, że stracili kapitan i powinni wysłać ludzi by ją odzyskać. Oficer zmieszał się, tłumacząc, że porywacze to inkwizycja. Czyli ktoś z arbites puścił przeciek do wroga. Na sugestię wysłania większej ilości ludzi, oficer zdziwił się że Secundus sam tego nie zrobi, skoro ma pod sobą arbitesów. Czyli Tormentius już rządził stolicą. Pan sektora. I jego kopie lub przydupnicy pokroju Margarethy na czele kluczowych planet. Ostatecznie dali się zakrzyczeć Parteosowi i wysłali wszystkich ludzi na ratunek Katrinie. Oddział szturmowy skierował się wprost w pułapkę, a Parteos wpuścił towarzyszy na praktycznie pusty statek.

Na statku odebrali wiadomość od mężczyzny w stalowej masce. Proponował spotkanie z Tormentiusem za 12 godzin. On również pytał czy Katrina żyje. Odpowiedziała mu sugestywnie grobowa cisza, którą odczytał prawidłowo, ale nie wydawał się przejęty, wliczając ją tylko w koszty wojny. Octavius wyraził filozoficzne zadziwienie kolejami losu i tym, że tak niedoceniani przez Tormentiusa na początku, tak pokrzyżowali mu szyki. Ten tylko roześmiał się, pokazując jak daleki jest od żalu po śmierci kochającej go kobiety. Sądząc po niegdysiejszym liście do Margarethy, taka była właśnie jego rutyna. Koszty wojny. Ci wszyscy walczący z jego rozkazu a potem swego wyboru na Myros w imię praw jednostki i ludzkich odruchów – jacy oni byli naiwni.

Nadeszły koordynaty spotkania. Akolici zebrali posiłki do ostatecznego starcia. Nikt nie potrafił mi powiedzieć, po co to robimy i czy nie wystarczy spuścić tam bomb za 12 godzin. Więc zorganizowałam dodatkowego mistyka, do 5 ludzi Garaka, 3 skitari Octava, 1 strażnika śmierci od Parteosa i 1 siostry bitwy znajomej Bianki. Kto by pomyślał, że jesteśmy tacy drodzy… 

Prom zniżał się nad oceanem, nieuchronnie zbliżając się ku jednej z wysp. Widać było zamieszkujące planetę zwierzęta. Monolit miasta wyrastał iglicą ponad arkadyjskie widoki. Kiedy byli prawie u miejsca przeznaczenia, Parteos poczuł się w obowiązku podziękować za współpracę i pożegnać się. Liczył się z tym, że zdradzi i zostanie zabity.

Miejsce docelowe świeciło pustkami. Kelner poprowadził ich na wyższy poziom, gdzie wsłuchany w szum wiatru i nawoływania ptaków, przy stoliku siedział starszy mężczyzna w pancerzu, otoczony trzema space marines Straży Śmierci. Pancerz wydawał się podtrzymywać funkcje życiowe właściciela.

Silas Mar zaprosił akolitów bliżej. Octavius przeskanował krzesło i skorzystał. Inkwizytor potwierdził, że stworzył klony i Tormentiusa. Mówił o przyszłym ataku Tyranidów, który zmiecie z mapy Imperium cały sektor. Był zdania, że sektor trzeba zahartować w krwi, by był gotów na ten atak. To można być gotowym na atak Tyranidów? Wybijając się? Silas Mar żywił przekonanie, że ludzie potrzebują silnego przeciwnika, aby się rozwijać. Wtedy zauważyłam, że on nadaje się idealnie. Czy taki był jego plan? Pewnie nie, ale taka była jego idea. Mówił coś dalej, bo go pytali. O rolę Tiberiusa (nazwanego purystą) i podobne rzeczy. Czy one w ogóle miały znaczenie? Podniósł rękę na ład Imperium, bo uważał, że chaos je zahartuje. Toż to herezja czystej wody. Cel może i szczytny, i być może niektórzy zastanawiali się nad jego racjami. Do mnie bardziej przemawiały słowa Horna: „uważajcie na niego”. Mówił im, żeby się przyłączyli. Że oficjalnie uzna się, że zabił nas pocisk, zaś w rzeczywistości będziemy służyć Silasowi i hartować sektor. Co by powiedział Silas, wiedząc że są nas dwie grupy, po jednej dla każdego?  Zabawne.

Nasze posiłki okazały się odwołane. Co do jednego. Octav wstał i skierował się do windy, odmawiając współpracy. Wtedy Silas Mar zdominował jego umysł i skierował się nim ku krawędzi balkonu, pod którym otwierała się istna czeluść. A co gorsza, padły charakterystyczne, choć banalne, i przecież spodziewane słowa…

„Podążaj moją drogą, synu.”

Parteos odbiegł, budując dystans do dobrego strzału.

Octavius biegł skoczyć w przepaść.

Octaviusa zdołał złapać Sabant, zaś Garak rzucił się do walki. Silas zdjął dominację z mechanicusa i rozkazał Garakowi zaatakować Biankę. Przyczajony snajper, ukryty Parteos, posłuszny swemu przeznaczeniu, oddał strzał do Garaka, któremu za chwilę rewanżowała się również Bianka. Chroniony telekinetyczną kopułą Flavii Javier pochwycił stalowymi łapskami inkwizytora i uścisnął go okrutnie mocno. Silas nie pozostał dłużny, próbując rozerwać miażdżący uścisk, którego utrzymanie kosztowało serwitora masę wysiłku. Przy akompaniamencie wrzasku Javiera akolici rozprawiali się ze strażą śmierci. Nie wiedząc nawet, że to ci sami astartes, których już raz zabili, na Myros. Tym razem jeden padł od strzału Sabanta, drugi od ciosu Garaka, a trzeci Bianki. W międzyczasie Octavius wypatrzył Parteosa i poraził go prądem, ale klon nie zdołał się opamiętać. Udało mi się spalić Silasa zanim ten urwał ręce Javierowi. Ostatni z astartesów, niechybnie Brat Rectus, padając, wcisnął przycisk niewielkiego urządzenia trzymanego w dłoni.

Rzeczywistość znowu falowała. Falowała, jak się forsowało moc. Jak Octav wychodził nagle z immaterium. Falowała od żaru, w którym płonął Javier. Albo kiedy się się ratowało Sabanta przed rzeczywistością. Czy skakało w Podkopcu prosto na Biankę. Falowała jak się piło z Garakiem. Albo jak się przebijało przez mentalne blokady Parteosa. Rzeczywistość zafalowała również teraz, jak pruł ją lecący na nas z nieba ciężki pocisk.

Oprzytomnienie. Być sobą. Być wolnym.

Parteos rezygnując z ucieczki złożył się do strzału. Ale chybił…

W rozpaczliwej probie wyjścia z pola rażenia, akolici biegli i chowali się za osłonami. Sabant chwycił mistyczkę, swoją ostatnią szansę na odzyskanie maski, pomagając jej się uratować.

Nie było już szans, by Parteos zdołał ujść z wybuchu. Nawet jeśli trafiłby w pocisk. Złożył się do kolejnego strzału. Robił to już tylko dla towarzyszy. Ale chybił…

Wysiłki ratujących się akolitów były naiwne. Nie było możliwości, by ocalili skórę, jeśli pocisk sięgnie ziemi. Mechanicus z telepatką byli bardziej bezpieczni, gdyż odrzutowe buty były dużo szybsze niż bieg z przeszkodami.

Nie był hierofantą, przed którym kłaniano się w kopcu. Nigdy nie był kapłanem, ani nawet wysoko urodzonym. Nigdy nie był przyjacielem inkwizytora, ani jego zaufanych kontaktów. A teraz… teraz nie był już nawet narzędziem Tormentiusa. Był nikim.

Huk.

Zawsze mu to przeszkadzało. Nie trafiały do niego argumenty, że jest dobrym mówcą. Przekonującym aktorem. Mistrzem kamuflażu. Że zna się na ludziach. I może być kim chce. Wybuch zmiótł wszystko, ale bomba nie sięgnęła ziemi. Ocalił ich.

Chirurgon z telepatką zlecieli odszukać snajpera. Medyk podratował co się dało na miejscu i drużyna zabrała rannego i poparzonego, kierując się na statek Katriny.

Ale ni z tego ni z owego, w przestrzeni drogę zagrodził im okręt wolnego kupca, Orsanta. Mimo jednomyślnego braku chęci akolitów do rozmów, wymusił spotkanie z pełnym składem załogi, na swoim pokładzie, oraz zażądał zdania broni. Sabant spokojnie kierował się do ich ambulatorium, tłumacząc że mają rannego. Reszta zdecydowana była zostać na swoim pokładzie, ale Orsant zapowiedział, że ówczas ten statek zniszczy lub zagazuje. Był ewidentnym wrogiem i dobrze wykorzystywał ich pozycję nadwerężonych walką. O której to pozycji… skądś wiedział. Tak o obecności w tym miejscu. I jak zwykle w takich chwilach… tylko Sabant wiedział skąd.

Reklamy

6 myśli na temat “[kampania DH odc.25] Podążaj moją drogą, synu.”

  1. To wcale nie jest prawdą, że Parteos ma fetysz w przebieraniu siostry Bianki. Po prostu ją już wcześniej widziała załoga statku Katriny, więc nie mogła pójść tam tak po prostu razem z don Parteo.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Słabo się pamięta wrażenia i przemyślenia pisząc tak późno po sesji :/ Ale mogę z całą pewnością powiedzieć, że ogromnie ubawiła mnie scena wzajemnych prowokacji podczas „pilnowania” statku Katriny.
    W dosyć ciekawym do tej pory wątku knowań Sabanta, który raz spokojnie i zgodnie ściąga operacyjnie niezbadaną jeszcze maskę, to nagle za chwilę ogromnie jej potrzebuje ze względu na jej właściwości, szczerze powiedziawszy już się gubię – może i dobrze, że „koniec jest bliski”, bo umyka nam nasz cel 😉
    Fajnie była zrobiona scena rozmowy z Silasem, nawet jeśli on sam niespecjalnie mnie przekonał. 🙂 Brat Rectus to Mściwa Pozawymiarowa Bestia.
    Świetnie wyszło to, jak Parteo – odpicowany na Secundusa ile się dało – poszedł na statek Katriny, a tam go w ogóle z widzenia nie znają xD
    Bardzo ciekawe co będzie teraz. Czy uda się wypełnić misję.
    I czym 😛

    Polubienie

      1. To pewnie wrażenie spowodowane tym, że myślałam że on kompletnie wywróci do góry nogami naszą ocenę sytuacji. Albo spowoduje ostre dylematy. Uplasował się zaś spokojnie po stronie herezji. Nie twierdzę wcale że to źle – wyraziste postacie zawsze są w cenie, czego by nie robiły 😉 I wbrew pozorom nie zawsze łatwo się je projektuje. Silas fajnie wyszedł. Lubię kiedy zuol zdąży się nagadać zanim zginie. To tak dodaje dramatyzmu. Tym bardziej że nie wiemy czy to nie był szczyt naszego postępu w tej intrydze O_o

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s