Smoczy Lans w tercecie, cz.15

FOCH!!

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że możemy wszystko. Błogosławią nam wszyscy bogowie, a upadek Takhizis jest tylko kwestią czasu. Upokorzenie Verminarda i przywrócenie Silvy do życia tylko tego dowodziło, wypełniając nas wszystkich wiarą i pewnością co do wybranej ścieżki. Nic nas nie powstrzyma. Bogowie są po naszej stronie.

Nic bardziej mylnego. Eli nie żyje.

Bogowie są zainteresowani grą między sobą. Zniknęli na kilka wieków, a pojawili się łaskawie tylko dlatego, że jednej z nich się musiało nudzić między gwiazdami. Zstąpiła na Krynn, znalazła sobie wybrańca, dała mu smoka, armię, potężne artefakty (tak, dokładnie re z opowieści ojca Edwina. Albo jakieś podobne) i kazała ruszać na podbój, co wywróciło nasze życie do góry nogami. To się chyba innym bogom nie spodobało, więc zrobili to samo, tylko wredniej. Wybrali sobie piątkę dzieciaków (tak, dzieciaków), dali wielkie nic, poza jakąś książką (ktoś kiedyś widział jaki pożytek jest z książki? Żaden, nawet jeśli walnąć nią kogoś prosto w łeb!) i posłali nie wiadomo gdzie, na co i po co.

To takie oczywiste, ale innym to widocznie nie przeszkadza. Yolo jeszcze rozumiem, że chciał zabijać z czystej zemsty, ale Farin i Silva? Kompletnie zgłupieli, tylko zło, zło, zło, odpowiedzialność i to zło pokonało Elinor, więc trzeba się z tym złem rozprawić. Ja tam wiem swoje.

Nie chcę tracić nikogo więcej z rodzeństwa. Niech sobie znajdą kogoś innego!


Zalegająca cisza była wyjątkowo ponura. Farin z troską niósł bezwładne ciało Elinor do elfiej świątyni, Kenai pomagał iść ledwo stąpającej Silvie, a Yolo… Yolo został, ponownie bez cienia litości rozprawiając się ze sprawcami ich nieszczęścia. Najwyraźniej chciał być w tej chwili sam, a może nie miał siły by być koło tak bliskiej mu Eli.  Po dwakroć była to prawda. W świątyni czekała na nich Blinka, szykująca się prawić Farinowi gorzkie wyrzuty, ale widok Elinor sprawił, że słowa uwięzły jej w gardle. Krasnolud delikatnie położył ciało czarodziejki na katafalku, czuwając przy nim, objęty przez Blinkę. Silva trwała obok płacząc, nie potrafiąc zrozumieć  dlaczego bogowie ją nie tak dawno ocalili, a teraz odmówili tej łaski siostrze. Kenai zaczął się modlić, nie tracąc wiary w szczęśliwe zakończenie.

“Nie wszystko jest możliwe, nawet dla nas. Lecz kiedyś jeszcze się spotkacie” – głos choć wychodził z ust ducha elfiego kapłana nie należał do niego. Zdawał się brzmieć jak Paladine, choć pełen żalu to też i nadziei. Mówił o poświęceniu, a wszystkim zdawało się, że widzą idącą Elinor, która odwróciła się do nich, machając na pożegnanie. Wizja i przemowa trwały krótko, lecz nie wszystkim przyniosła ukojenie. Poczucie straty i rozczarowania wprawiło Kenaia w szał. Złorzecząc bogom zerwał z siebie świątynny ekwipunek, niemal rzuconym hełmem trafiając w Farina i wdał się w krótką kłótnię z przyjacielem. Porozumienie bogosceptyka z pełnym wiary krasnoludem nie było możliwe i wściekły wojownik wybiegł w mrok korytarzy. Silva nie była świadkiem wybuchu, zmaltretowana tak fizycznie jak psychicznie ponad półelfią wytrzymałość twardo zasnęła.

Tymczasem Yolo znudził się trochę dźganiem leżących ciał i zainteresował ocalałymi kokonami z sieci. Z właściwą sobie ciekawością odciął je wszystkie i zaczął sprawdzać co jest w środku. Matkę oszukasz, ojca oszukasz, ale natury… natury nie oszukasz. Znaleziska były ciekawe, poczynając od martwych ludzi, przez żywe i przerażone krasnoludy żlebowe, aż po… elfa. Żywego! Zaiste widok musiał być dla niego niezwykły, kiedy wyłażąc z kokonu dostrzegł pocięte ciała pająków, ich królowej oraz licznych ettercapów, a po środku nich małego Yolo. W tym otoczeniu musiał wyglądać jak jakaś mistyczna istota, przed którą najwięksi padają. W istocie, już myślałem, że to jakiś niebagatelny byt sferalny skryty pod tak kuriozalną postacią. Ale potem się odezwał… Noriel, gdyż tak się nazywał uratowany, miał wiele pytań, a najważniejsze dotyczyło tego, czy Yolo wie, że zabili strażniczkę czającego się tu zła. A tak dobrze zapowiadała się ta znajomość, ale ten eee… ta elf…ka, elf(?) szybko zaczął zadawać niewygodne pytania. Kender, jeszcze przed chwilą biorący na siebie rolę pogromcy pająków szybko zaczął zwalać winę na Farina, na co nadszedł niekompletnie ubrany Kenai. Widok elfa wprawił go w chwilową konsternację i osłupienie, która to reakcja ostatecznie utwierdziła elfa, że ma do czynienia z wariatami. Sytuacja wymagała wyjaśnienia, które przerodziło się w kłótnię (ponownie). Jak to z kościelnym, w końcu wysłało go coś w rodzaju bogów, więc to ten sam gatunek, co Farin i Silva… Niemal wyprowadzony z równowagi Noriel z niedowierzaniem dopytał Kenaia, czy naprawdę uważa, że mogą się obyć bez bogów, które to pytanie zostało pominięte milczeniem. Było retoryczne. Radziliśmy sobie świetnie 400 lat, to chyba wystarczy za odpowiedź? Teraz to ważniejsze jest by odciągnąć Yolo od wejścia w ponurą dziurę, w której to miało się czaić strzeżone przez pajęczycę zło. Elf też chciał tam iść, co tylko potwierdzało, że jest wariatem, jak każdy wierzący. Tak mamrotał. Jakby ten, kto tak zapalczywie walczy z bogami, wierzący nie był ani trochę. W istocie, jeśli wiara ma być determinantem szaleństwa, u tego młodego osobnika jedno i drugie jest szczególnie wyraźne. Niemożliwym było porozumienie się z tym szczebioczącym od rzeczy i z tym nowym, na pół nagim pomyleńcem, więc próbowałem dowołać się owego Farina, o którym mówili, że im przewodził.

Z niejakim trudem udało się zabrać Yolo w pobliże świątyni, ale do środka Kender nie dał się za nic wciągnąć. Noriel nie miał takich problemów i wszedł za Kenaiem, licząc bardzo na zyskanie odpowiedzi na swoje pytania. Czekała go jednak jeszcze większa konsternacja, gdy ujrzał w pełnym elfim ekwipunku krasnoluda… Oraz parę elfich butów na nogach – miejmy nadzieję – elfki. Zdołał jednak dość szybko ochłonąć i poinformować drużynę o konsekwencjach zabicia strażniczki. Farinowi o konieczności zniszczenia zła nie trzeba było powtarzać, co było niespodziewanym przebłyskiem rozsądku i odpowiedzialności w tej kuriozalnej zbieraninie, krasnolud był gotów natychmiast wyruszyć, co spotkało się z ostrym sprzeciwem Kenaia. Tym razem ich kłótnia nie skończyła się tylko na słowach, bo gdy rozdrażniony Farin zarzucił Kenaiowi brak odwagi, ten rzucił się na niego z pięściami. Nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby nie Blinka, która wpadając na wojownika przewróciła go. Łupnięcie głową o posadzkę pozbawiło go przytomności i nie słyszał rozlegającego się głosu ojca Edwina “spokój chłopcy, spokój!” Widziałem na własne oczy – ktoś nauczył kendera magii. Czy ten świat da się jeszcze uratować? A może pod moją nieobecność już się skończył? Silvie to jednak wystarczyło, by wyrwać ją ze snu. Ku przerażeniu odrazie Noriela, domniemana elfka okazała się być półelfką. Gorzej już być nie mogło… Nie słyszałeś jeszcze jak ona śpiewa… Silva od razu dopadła do Kenaia, badając jego stan i nakładając na jego rany maść. Ku jej ogromnemu zdziwieniu, z jej dłoni popłynęło światło, zasklepiając część ran Kenaia.

Przyjaciele (a w zasadzie to Silva) mieli teraz czas pomówić z Norielem. Okazało się, że jej uwadze nie umknął grymas, jakim obdarzył ją Noriel, choć może była to mylnie zinterpretowana dezaprobata elfa na widok rzucania po elfiej świątyni krasnoludami. Pierwsze wrażenie nadało nieprzyjemny ton całej rozmowie… Elf jak się okazało został wysłany przez swoich z misją i został schwytany przeszło dwa lata temu. Przeklęta kapłanka utrzymała go przy życiu chyba tylko by mieć z kim porozmawiać. Ta strażniczka, to jakaś masochistka była Żaliła się na niewdzięczność bogów – o tak, doskonale ją rozumiem że ona tylko broniła spokoju świątyni, nie wpuszczając tu całej hołoty, ludzi, krasnoludów, uciekających przed kataklizmem. Zgodnie z ich wolą schwytała i pilnowała jakiegoś zła i co ją za to spotkało? Boska niewdzięczność i przekleństwo!

Drużyna wbrew zaleceniom Kenaia postanowiła, że czas położyć kres czającemu się złu, niezależnie co by to było. Ruszyli z pełną determinacją, lecz wystarczyło im jej jedynie na połowę drogi. Podczas której kender, zwany przez nich Yolo, cały czas popisywał się sztuczkami magicznymi. Było to niewłaściwe jak ogień w rękach dziecka, choć iluzje wydawały się wyjątkowo łatwo mu przychodzić. Wyobrażam sobie, że ćwiczył na nich te irytujące rzeczy dosyć długo, bo somatykę miał dobrze opanowaną. Odpoczynek był koniecznością, bez odnowionych zaklęć nie było sensu ryzykować. Mało kto zauważył, że Farin zabrał ze sobą księgę Elinor (gdy tylko napisał w niej, że Eli nie żyje cała karta poczerniała z żalu i rozpaczy. Księga mogła dogryzać Eli, ale najwyraźniej ją lubiła. Było już jednak za późno, by podzielić się tą myślą z Elinor). Zebrawszy siły bohaterowie ostrożnie zagłębili się w ciemność, schodząc bronionymi przez kapłankę schodami. Ciemność, której nie rozpraszało światło pochodni otoczyła ich ze wszystkich stron. Dotarli do samego dna studni i brodząc prawie po pas w wodzie ostrożnie szli naprzód. Zeszli tam, wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Mówiłem im, że nie ma sensu narażać życia. Ostrożni jak zwykle, nawet było słychać echo yolowego “ostrożnie…ożnie…ożnie…nie” a potem nic. Kręciłem się przy zejściu, w końcu po nich poszedłem. Idioci, szaleni durnie… Nadejściu Kenaia towarzyszyło głośne chlup kiedy poślizgnął się i stoczył po schodach prosto do wody. Hahahaha! Ciamajdek! Ciche nawoływania drużyny pozwoliły mu odnaleźć przyjaciół i elfa, równie szalonego, co reszta. Wspólnie odnaleźli dziwny, chroniony magią pomnik, którego kształty trudno było ocenić w paskudnej ciemności. Niektórzy próbowali przez ten, no… dotyk. Zresztą oględziny szybko przerwało pojawienie się wielkich oczu nad niemałym przecież pomnikiem.

Czeeeść. Przyszliście mnie pożywić? – odezwało się to coś. Coś wielkiego, samą swą obecnością budzące grozę, choć tym razem na widok smoka nawet Kenaiowi nie drgnęła powieka. Bestia najwyraźniej uważała przybycie bohaterów za rozrywkę swojej nudnej egzystencji, ale Farin był innego zdania. Kilkakrotnie wezwał smoka by ukorzył się przed imieniem Paladina, a gdy reakcja na groźby była dość olewcza zaatakował.

Smoka. SMOKA. Zgłupiał do reszty. Jak na podrostka i rabusia świątyń wydaje się nawet odważny i odpowiedzialny. I choć dziwnie mi to przyznać, wszystko wskazuje na to, że nie uroił sobie tego, co mówił o służbie E’li… Muszę się temu jeszcze przyjrzeć. Najwyraźniej przez te dwa lata bardzo dużo się działo.

Walka była krwawa, zionięcie smoczyska niemal zmiotło drużynę, lecz także bestia zebrała ciężkie rany. Ważnym momentem (dla Farina) była chwila, w której dla siebie niespodziewanie posłał leczącą magię wprost na Noriela, zasklepiając jego rany. Gdy zaś elf padł zdmuchnięty powiewem skrzydeł, również magicznym sposobem utrzymał go przy życiu. Starcie było wyrównane i gdy już mogło się wydawać, że pokonamy to przerośnięte bydle, ten zaczerpnął ponownie tchu. Schowałem się za tarczą, odskakując w bok i czekając czy obejmie mnie jego jad, ale się nie doczekałem. Spojrzałem w jego stronę i zobaczyłem jak tańczą po nim iskry energii, rozrywając go od środka. Z pełnym niedowierzania “no nie wierzę” olbrzymi gad skonał, wypalony od środka. Pająkoelfka i czarny smok. Pokonał ich dzielny Kender stając do walki dzierżąc w ręku tylko sztylet. Gdzie są ci “których profesji nikt w tym świecie nie zna, ale chodzi o tych, co pieśni układają” gdy są potrzebni? Ależ podobno macie jakąś śpiewaczkę w drużynie, do dzieła. Ech… Dajcie no tego Verminarda… Ulga była niesamowita. Zwłaszcza że wszyscy przeżyli. Tym razem.

Zgodnie ze zwyczajem wszystkich awanturników świata drużyna dzielnie zabrała się za zdobywanie łupów. Yolo znalazł sporo kosztowności, zaś Farin z Kenaiem poćwiartowali smocze truchło. Łeb sprzedamy, a z łusek i skóry coś się zrobi. Z grabieży wyłamali się tylko Noriel (bo leżał nieprzytomny) i Silva, zajęta oględzinami posągu. Wiedziona instynktem (a może wiarą?) półelfka położyła na czubku trzymanej przez posąg Mishakal laski zdobyty w sierocińcu boski artefakt. Ku jej zaskoczeniu kula zespoliła się z posągiem, zaś w drugiej dłoni pojawiły się dziwne dyski, zawierające prawdy wiary. Silva wzięła je z nabożną czcią, po czym spróbowała wyjąć laskę z dłoni posągu. Nie musiała się trudzić, gdyż Mishakal rozwarła dłoń, darowując jej także to. Mało mnie to obchodziło, ale dla Silvy było to ważne. Widziałem to w jej spojrzeniu, gdy wracaliśmy wydawała się wręcz lecieć nad taflą wody, uskrzydlona. Dałem jej znaleziony pierścień. Ładny jest, pasuje jej do koloru oczu. Poza tym leczy. Jakieś boskie szachrajstwo. Do diabła z nim.

Powrót nie trwał długo. W górę po schodach, potem mostem i przez korytarze. Szli powoli, obładowani zrabowanymi przez gobliny skrzyniami (właściciel już się ich nie mógł doczekać) mijając ich osadę, pełną starców i dzieci. Farin zagroził im, że jeśli jeszcze kogoś napadną, to on tu wróci, a odcięta smocza głowa dodała powagi jego słowom. Także wśród krasnoludów sprawy poszły gładko. Farin wzdragał się przed zostaniem księciem, ale ostatecznie uległ namowom i swym pierwszym dekretem zrzekł się tej zaszczytnej funkcji. Szambelban, który twierdził, że to on pozabijał potwory, które rzekomo nas zjadły, został przez nie-księcia Farina mianowany pierwszym wojownikiem królestwa i obarczony misją strzeżenia go. Najwięcej cierpienia czekało Blinkę, która była przekonana, że jej wybawca ożeni się z nią i już tu pozostanie. Chciała nawet ruszyć z nami, lecz Farin zdecydowanie odmówił. Odchodziliśmy żegnani jej płaczem. Nie dziwię się jej, też bym nie chciał tam zostać. W przeciwieństwie do swych poddanych mogła zostać kimś więcej, niż tylko perłą między wieprzami. Z drugiej strony tam będzie bezpieczniejsza niż przy Farinie i jego fanatycznym szaleństwie. To nie ulega wątpliwości. Ale za to Fajtłapek ucieszył się, że mnie zobaczył i powiem szczerze, że pomógł przeżyć trudną wędrówkę w stronę wioski…

Droga powrotna nie była łatwa. Wracali obładowani dobrami kupca, resztkami smoka i przytłoczeni tragicznym wydarzeniem. Przynajmniej ja. I na pewno nie Silva. Niesie jakąś laskę i wygląda jakby ktoś jej dodał skrzydeł. Mogłaby chociaż udawać, że jej przykro z powodu Eli… W oddali można już było dostrzec palisadę wioski.

Reklamy

7 myśli na temat “Smoczy Lans w tercecie, cz.15”

  1. Co mogę powiedzieć o tej sesji… Po moim pierwszym zgonie, początek nowego wyzwania, jak to nazywa Bartek, gry silvanestim, którego Bartek przedstawił mi jako totalnego hitlera. 😉 Cóż. Nie wiem czy podołam grze praworządnym dobrym hitlerem i nie nastawiam się na nią. Podobno jest przekoksem, totalnym OPem i tak dalej, ale jakoś zmarło mu się praktycznie w jego pierwszej walce (w ramach wyjątku doliczyliśmy wstecz niepoliczony dmg z booming blade i smok padł przed feralnym zionięciem, więc żyję), więc myślę, że nie ma co przesadzać z tym demonizowaniem bladesingera i postarzaniem smoków 😉 W zasadzie tak jak w przypadku Elinor, nie dało się zrobić nic (prócz może próby ucieczki), choć tu do porażki dołożył się marny rzut na inicjatywę. I pewnie fakt, że nawet biorąc poprawkę na przekonanie MG o moim przekoksaniu, nie spodziewałam się w tej studni smoka xD Myślałam o ciemności i wiedzy w bardziej filozoficznym znaczeniu, ale taka już moja ułomność. 😀 Na szczęście nie miałam się jak zbłaźnić domysłami, bo miała je snuć moja zmarła postać.
    Zobaczymy. Sprawa i scena z Blinką ciekawa, Elinor by na pewno jej tak nie zostawiła, no ale cóż, dla jej następcy żlebowce to takie tam robaczki. Fajnie byłoby kiedyś przez małe nawiązanie dowiedzieć się o konsekwencjach tej decyzji. Postać Blinki ma pewien potencjał. Ciekawi też dalszy los zastraszonej wioski goblinów.
    Sesja wyszła spoko. W sumie nawet dobrze że mag został wyeliminowany na dłuższą chwilę, bo głowa mnie bolała i coraz gorzej szło mi udzielanie się.

    Polubienie

  2. Muszę przyznać, że na początku sesji prawie się zryczałam. Serio. Było podniośle i poważnie, normalnie jak nie u nas 😉

    Potem było jak zwykle, znaczy rzuty były jakie były i smok prawie nas zeżarł. Przestaję wierzyć w skale wyzwania :p
    Co nie zmienia faktu, że tak samo jak nie spodziewałam się smoka, nie spodziewałam się też Dysków i Laski, więc faktycznie na koniec sesji szczerzyłam się jak głupi do sera 😂

    ps. ale o co chodzi z tym śpiewaniem?!?

    Polubione przez 1 osoba

  3. Tomek mam sugestię względem ARRów. Przydał by się do tego wszystkiego komentarz natury mechanicznej. Wiem, że niektórych bardziej interesuje właśnie ta część opisu sesji, niż sama fabuła, bo np pomaga zastosować pewne elementy, czy rozwiązania we własnych kampaniach. Nie podjąłbyś się takiego komantowania? Oczywiście jeżeli coś spierdolę mechanicznie, też mi się należy feedback 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s