Kopiernikon

– Co się stanie kiedy Łotry gromadnie pojadą na Copernicon?

– W Toruniu będzie kilka pierników więcej 😛

Tym razem dylematy co wybrać były sporo mniejsze. Pogoda też nie dawała się we znaki, choć widziałam że powstała nawet strona o deszczu podczas konwentu, jakby był on czymś typowym. Cóż, rekordu Polconu nie pobiją, więc nie przekonało mnie to. 😉

Względnie mało cosplayerów się pojawiło. I – co dziwne – nie widziałam ani jednego Gerwanta. Ani Ciri. Czyżby bojkot, w odpowiedzi na plotki o castingu? ;D Parady nie widziałam.

Oczywiście nie zdążyłam na prelkę o fałszerskich możliwościach AI. 😦 Dr Piotr Przymus prowadził „Poznaj fałszerza – fotorealistyczne obrazy generowane przez sztuczną inteligencję”. Ogromnie ciekawa sprawa.

Złapałam Wiedźmę Ankę w kolejce po akredytację i poszłyśmy na drugą (mniejszą) połowę „tajemniczego koszyka zielarki” dr Magdaleny Nocny. Był to encyklopedyczny przegląd ziół na prezentacji, więc niewiele ponad leksykon zielarski, ale prowadzony ok. Odpadłam dopiero pod koniec, jak zaczęła mówić o bożej energii kumulującej się w roślinach.

Ale wybór tej prelekcji miał swoją dobrą stronę, otóż nie trzeba było ruszać się z miejsca by być na „psychologii tłumu” dra Patryka Tomaszewskiego. Facet nawalał z szybkością karabinu maszynowego, gestykulował i żartował, mówiąc bardzo ciekawe rzeczy o tym jak reagują i jak są sterowane masy. W zasadzie to co mówił to jedno, ale fajnie było poobserwować go, bo też doskonale pokazywał jak wystarczy mówić, by ludzie słuchali cię przekonani o twojej racji. Pewność, swoboda, humor, osobiste porównania, tempo, gesty -> win.

„Szpiegostwo w stosunkach polsko-krzyżackich w późnym średniowieczu” prof. Sławomira Jóźwiaka zaczęło się małą niespodzianką, przy najmniej dla prowadzącego. Pryszedł elegancki jak do opery i przyznał się, że spodziewał się poważnej prelekcji, a nie rozrywkowej, w co podobno wpuścił go jakiś kolega żartowniś. Ale odnalazł się wspaniale nawet przed takimi laikami jak my. 😉 Ogrom wiedzy. Bardzo ciekawie i szczegółowo opowiadał o wywiadowczych kulisach walk z Zakonem, o ówczesnych szyfrach szpiegowskich i przykładowych agentach znanych ze źródeł historycznych. Bez notatek czy rzutnika, żywcem z głowy. Zapisujemy sobie tego prelegenta 😀

„10 powodów dla których kaleczysz angielski” prowadzona przez ShineDelaNoire była równie nieplanowana co zaskakująca. Była to jedna z tych podstępnych prelekcji, której tytuł sugerował jedno, a była zupełnie o czym innym. Były to ćwiczenia szybkiej mowy, kreowanej na ideał posługiwania się językiem, ale obecny chyba raczej w codziennej mowie, bo w filmach czy programach rzadko się taką słyszy. Jest po prostu niewyraźna. Im szybciej, krócej i mniej wyraźnie, tym lepiej. Cóż, co kto lubi. 😉 Prowadzący rozdał (właściwie to ja rozdałam od niego 😀 ) sporo kartek z ciekawymi ćwiczeniami zdań do czytania oraz listą typowych błędów robionych przez studentów. Polecał mówić dużo, filmy zatrzymywać po zdaniu i powtarzać, z książek słuchać tylko audiobooków, zakuwać, powtarzać, a by nie spadła koncentracja, co jakiś czas przebiec się po schodach w tę i z powrotem, oraz dla podtrzymania adrenaliny wkładać nogi do zimnej wody. Odpadłyśmy obie z Anką.
Rozdane teksty zawierały linka do zasobów przydatnych w nauce angielskiego i nie tylko:
https://drive.google.com/drive/folders/1StCypJt6NEvnbaH0ctzymSGvICZF6GBV

Ta prelekcja miała podobną zaletę, co „tajemniczy koszyk zielarki” – poszłyśmy na nią, by zostać „Na marginesie średniowiecza: króliki ludojady oraz ucięte głowy”.
Na prelekcji Maćka Lewandowskiego byłam po raz pierwszy rok temu, dotyczyła Nowego Orleanu. W tym roku miałam postanowienie wysłuchać wszystkiego, co będzie prowadził. „Na marginesie…” to akurat lekka i zabawna, ale też ciekawa merytorycznie prelekcja o średniowiecznych marginaliach. Z pewnością przykładów można by zebrać więcej, ale krótki czas nie pozwolił na wyczerpanie tematu. Warto się wybrać, nawet jak się zna sporo marginaliów z memów historycznych. Maciek podaje ich kontekst i objaśnia symbolikę, czasem nie tak oczywistą jak by się wydawało (lub szerszą).

Na otwarcie soboty bardzo czekałam, bo po spóźnieniu w piątek bardzo chciałam zdążyć na „Czego boją się maszyny? O lękach sztucznej inteligencji w twórczości Stanisława Lema” prof. Dariusza Brzostka. Nie było możliwości się spóźnić, jakaś pani pod hotelem od 6 rano odkurzała plac zabaw z liści (odliściała?) Hałas był straszny. Ale na prelkę.
Zapowiadała się całkiem spoko. Prowadzący nakreślił plan tego, o czym będzie mówił, z przeznaczeniem większości czasu na technofobie i ich odwzajemnienie przez „maszyny”, posługując się językiem „z epoki”. Ale nie trzymał się planu. Gadał o Lemie, odbiegał od tematu, znów gadał o Lemie. Widać było, że go lubi, i nie można powiedzieć, by było to jakieś strasznie nudne, ale cóż – nie było na temat. Dopiero pod sam koniec zaczął ogólnie mówić o całkowicie typowych technofobiach, i w ostatnich kilku minutach omówił ewentualne lęki maszyn. Sprowadził je do tego, że roboty czują się gorsze od ludzi, boją się braku akceptacji przez stwórców i gorszego postrzegania, i przez swoje kompleksy próbują udawać ludzi. Eh… serio? :/ Myślałam raczej o hipotezach odnośnie motywacji AI, ich potrzeb i sensownych obaw. AI nie musi wcale mieć typowo stadnej potrzeby akceptacji, wynikłej z ewolucji, a już tym bardziej względem ludzi. Prelekcja była raczej rozczarowaniem. Naprawdę wizja Lema była tak wąska i podporządkowana człowiekowi-stwórcy? Czy to jedynie kwestia przedstawienia tematu. Hm.

Pobiegłyśmy dowiedzieć się czy żyjemy w symulacji. „Mózg w słoiku” miały chyba prowadzić trzy osoby: Vharliee, Wilamos i Sparrow. Ale prowadziła tylko jedna dziewczyna, nie wiem który to nick. Argumentami za symulacją miały być np: łatwość oszukiwania zmysłów, tajemniczość czarnych dziur, zerojedynkowość mózgu i komputera wskazujaca na identyczną programowalność, nagłe pojawienie się wszechświata i niezmienność jego praw, doświadczenie Younga i kwantowe wiązanie. Nie brano pod uwagę założenia, że ludzkie zmysły są po prostu niedoskonałe, czarne dziury niekoniecznie są „spadkiem fpsów” przez to że ich nie znamy, mózg może być zerojedynkowy, ale kompy już wcale nie muszą, jest coś takiego jak hipoteza o ewolucji praw fizyki, zaś kwantowe wiązanie jest póki co sposobem przesyłu informacji, a nie możliwością teleportacji. W dość dużym stopniu „udowadnianie” (z opisu prelki) życia w symulacji oparto na hipotezie, że odległość nie istnieje. Ale jeśli zakładamy że odległość nie istnieje, to jaka w ogóle teleportacja? No i oczywiście pod koniec symulacji obudzimy się w innym świecie. Prelka = sporo ogólnie znanych ciekawostek + sporo marzycielstwa. Dla mnie to taki kreacjonizm 2.0

Lewandowski i „wilk w ludzkiej skórze: abc mitu” – jak nazwa wskazuje. Przegląd mitu wilkołaczego w antyku, u Germanów i Słowian (niestety czas był za krótki i o Słowian ledwo zahaczyło pod koniec). Ciekawe, jak dla mnie dosyć odkrywcze, bo w zasadzie nie pomyślałam, by korzeni mitu szukać aż w antyku, więc było to wszystko sporą niespodzianką. Ciekawostka: na pytanie o książki o wilkołakach pierwsza odpowiedź po dłuższej chwili ciszy to „Zmierzch”. 😉 Kim jesteśmy / dokąd zmierzamy O_o

Na „antyporadnik, czyli co zrobić, aby nikt nie chciał wydać twojej książki” (panel z Katarzyną Rupiewicz, Mirosławem Gołuńskim, Marcinem Podlewskim, Anną Karnicką i Anną Kańctoch) trafiłyśmy tak trochę z bomby. Było po rozpoczęciu, więc wszędzie było już nabite, a sala panelowa była akurat duża i było sporo miejsc. I tlenu! Panel był dosyć spoko. Nie żebyśmy planowały pisać powieści, ale takie rzeczy są bardzo ciekawe. W zasadzie najważniejsze, co można wynieść z pierwszej połowy, to aby mieć sporo pokory oraz zaczynać od krótkich form. Zero niespodzianek, ale oczywistości były okraszone paroma ciekawostkami, anegdotami i przykładami z życia początkującego pisarza, autora książek i redaktora. Marcin wykazał się też niespodziewanym zrozumieniem wobec introwertyków. 😉 Przy okazji polecano program do pisania Scrivener, pomagający ogarnąć bałagan w rozdziałach i wątkach. Ale pewnie żaden edytor tekstu nie napisze nic za nas. Oczywiście poza generatorami radosnej twórczości AI. :3
(próbka:
I salute your vertical cheesecake
and envy your incredulous pride.) ❤ xD Zawsze salutuj pionowym sernikom. Podstawa w świecie opanowanym przez maszyny.
Uciekłyśmy z panelu, żeby coś przekąsić.

Jakoś tak wyszło, że zapomniałyśmy iść na „piekło w Whitechapel…” i skoczyłyśmy od razu na „transhumanizm i dogłębną przemianę człowieka” prof. Włodzisława Ducha. Prelka przewidywalna, bo niby z jaką sensacją tu nagle wystrzelić, ale zawierająca dużo ciekawych przykładów obecnej cyborgizacji i nie tylko. No i nastawiona raczej na obecną technologię i prognozy, bez dumania typu „człowiek ulepsza się od dawna, bo używa narzędzi / nosi okulary / siedzi w smartfonie” itp. Fajnie. I może to banalne, ale pewne wrażenie zrobiło na mnie zestawienie przedstawiciela jakiegoś dżunglowego ludu z astronautą na spacerze kosmicznym. Profesor mówił tedy o możliwościach adaptacji i kontaktu. Jeszcze możemy się porozumieć, powiedział. Ale rzeczywiście, różnice między ludźmi potrafią być tak ogromne, że być może wkrótce już nie zdołamy. Fascynujące.

W tej sali rozgościłyśmy się na dłużej, bo potem były „odpowiedzi na wielkie pytania o wynalazki, sztuczną inteligencję i całą resztę” Michała Meiny i Andrzeja Rutkowskiego. MM wykorzystuje akcelerometry m.in. w badaniach behawioralnych i przy wsparciu straży pożarnej na miejscu zdarzenia. Trochę opowiadał o tych urządzeniach i niezliczonych możliwościach ich zastosowania, szacował też liczbę osób, którym jeden mały wynalazek może zawdzięczać swoje istnienie. AR zaś pracuje nad sieciami neuronowymi i pokrótce przybliżał obecny podział inteligentnego programowania, czy jak to nazwać, stawiając np słuszne pytanie czy taki light follower, którego chcę zbudować (mój „robot” na razie tylko jeździ :/ ) może być w ogóle nazwany inteligentnym, skoro cała jego decyzyjność opiera się o wyciąganie średniej. Prelekcja spuentowana bardzo optymistycznym spojrzeniem na rozwój technologii, demitologizująca nieco AI (a czy słusznie, czas pokaże). AI jako tylko-narzędzie, które można wykorzystać w dobrych lub złych celach.

Siedzimy dalej. „Efekt uboczny wolności słowa…” Filipa… nie pamiętam nazwiska, a w informatorze podał tylko imię. Prelekcja o fake news i hate speech. I propagandzie medialnej. Jak nazwa wskazuje – m. in. o rosnących problemach związanych z fałszywymi wiadomościami i ich rozpoznaniem (moim zdaniem najlepsza od odsiewania tego byłaby internetowa AI, ale może to tylko ja :p Jakiś niezależny instytut orzekający o wiarygodności jakiegoś medium z raz na rok na zasadzie jakiegoś certyfikatu może też byłby dobry). Prelekcja spoko, nastawiona bardzo na przykłady i dyskusję. Niemniej przegląd, bez wniosków i propozycji ugryzienia tematu.

Miałam na liście prelkę o wodorze, ale nie chciałam już zamęczać Anki 😀 Więc poszłyśmy na „Egipt w popkulturze”, ale ledwo się dało drzwi otworzyć tyle było ludu. To kicha, bo bardzo małe sale zostały wybrane do prowadzenia tego konwentu. Chyba jedna aula, sporo klitek, parę średnich sal. W jednej było chyba z 10 czy 15 miejsc, nie więcej. :/ Tak czy owak – na Egipt nie wbiłyśmy. Niewielka strata, skoro to ujęcie popkulturowe. No bo co mogło być, Mumia 10? Gwiezdne Wrota? Pozostało dzielnie koczować pod drzwiami, by przypilnować sobie miejsca na co? Na Nowy Orlean Maćka Lewandowskiego. 😉 A ten był jak w zeszłym roku, choć na open offisie rozjechały się plansze prezentacji, więc czytać było trudno, i pozostało zamienić się w słuch. 😉 Ta prelekcja miała 2 godziny, a i tak była sporym skrótem tego, co można by opowiedzieć o historii miasta, niewolnikach, mafii, voodoo, Marie, nawiedzonych domach i osobliwych przepisach kulinarnych. Jak coś, książkę napisał, linki na fb: https://www.facebook.com/MaciejLewandowskiOficjalnie/

Reszta Łotrów mam nadzieję też opisze swoje Copernicony, bo nasze zainteresowania czasem troszkę się rozjeżdżają i byli na innych punktach. Bardzo mnie ciekawi czego się dowiedzieli i jak spędzili czas, choć troszkę już słyszałam po drodze 🙂 Jazda do domu zakończyła się wybebeszeniem z paczki podręcznika do Symbaroum, który zamówił sobie Bartek. Czyżby nowa kampania?

 

A, i jeszcze trzeba pochwalić organizację za gratisy w postaci koszulek, zupek (póki nie czytasz składu 😉 ) i maski. Dzięki temu, że młode latają pół dnia w maskach bawiąc się w smoki (wtf), można napisać parę słów o wrażeniach z konwentu. Koszulki nie miały tabeli rozmiarów, ale udało się trafić w ciemno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s